Recenzja do: Big Little Lies (2017 )
Recenzje

To nie pierwszy z seriali o małym miasteczku kryjącym tajemnice swoich mieszkańców. Dodajmy, rajskim miasteczku. Monterey jest zjawiskowo piękne. Położone w słonecznej Kalifornii i otoczone bezkresnym oceanem, jest wymarzonym miejscem zamieszkania dla pięknych i bogatych. Brzmi jak banał, ale pierwszy sezon serialu pokazał nam, że banałem nie jest. Bo również ci piękni i bogaci mają problemy. Duże problemy.

Po niemal dwóch latach oczekiwania mamy okazję oglądać dalsze losy „piątki z Monterey”. Pierwszy sezon utrzymywał widza w napięciu przez cały czas. Czy i tak stanie się w przypadku kolejnych odcinków? Oczekiwania były bardzo duże. Mistrzowsko napisana i nakręcona produkcja swój wielki sukces zawdzięczała przede wszystkim reżyserowi Jean-Marco Vallée oraz operatorowi Yves Bélanger. Ze względu na udział Vallée w produkcji „Sharp Objects”, stery reżyserskie przejęła Andrea Arnold. Pod koniec 2018 roku okazało się jednak, że zarówno showrunner David E. Kelley jak i HBO nie są zadowolone z efektów i znów kropkę nad „i” miał postawić Jean Marc Vallée, będący jego producentem. Gotowy produkt poszedł do ponownego przemontowania. Zarządzono również dodatkowych 17 dni zdjęciowych. Główny zarzut dotyczył utrzymania tego samego klimatu, co w pierwszej serii. Ponoć Arnold nie miała decydującego wpływu na kształt drugiego sezonu. Tyle mówią plotki.

hbo

Większość widzów zadawała sobie pytanie, czy jest sens kontynuowania miniserialu, który był zamkniętą, skończoną całością. Sezon pierwszy powstał na podstawie książki Liane Moriarty pod tym samym tytułem. Składał się z siedmiu godzinnych odcinków. W przypadku drugiego liczba ta jest zachowana, są one jednak krótsze. Wabikiem, który miał przyciągnąć widzów, jest kolejne wielkie nazwisko uhonorowanej wieloma nagrodami aktorki – Maryl Streep. Zdobywczyni trzech Oscarów i osiemnastu nominacji gra matkę Perry’ego, upominającą się nie tylko o wyjaśnienie sprawy śmierci syna, ale także przyznanie jej opieki nad wnukami. Można by zadać sobie pytanie, w jaki sposób kontynuować historię, która miała swój wielki finał. Pomysł twórców polega na rozbudowaniu sytuacji psychologicznej powstałej po śmierci Perry’ego Wrighta. Rozwiązanie to może nie wszystkim się spodobać. Z jednej strony dowiadujemy się, jak z trudną sytuacją poradziła sobie grupa przyjaciółek. Z drugiej zaś nieco brakuje dynamiki i aury tajemnicy, które towarzyszyły pierwszej serii. Trudno doszukać się głównego motywu. Jest mniej zagadek kryminalnych i historii trzymających w napięciu. Pogłębianie wątków psychologicznych może być niezwykle ciekawe dla kogoś, kto jest otwarty na niespieszną akcję i obserwację rozwoju postaci, a niekoniecznie dla fana szybko rozwijającej się fabuły. Przekierowanie uwagi na to, co działo się z bohaterami po tragicznym wypadku na schodach, dopowiada i uszczegóławia rysy psychologiczne połączonych tajemnicą kobiet.

Kłamstwa, kłamstewka. Dotyczą wszystkich bohaterów z Monterey. Niedopowiedzenia i przeinaczenia rzeczywistości sprawiają, że prędzej czy później pojawiają się wyrzuty sumienia, niepozwalające zasnąć i normalnie funkcjonować. Wdzierają się w życie. Zarówno te małe i duże komplikują życie rodzinne i towarzyskie. W pewnym momencie nabrzmiewają tak bardzo, że pojawiają się rysy i pęknięcia. „Piątka z Monterey” różnie sobie radzi z tym brzemieniem. Do tego dochodzą liczne kłopoty rodzinne każdej z kobiet. Jak długo można utrzymywać iluzję? Przyjaźń Celeste, Renaty, Bonnie, Madeline i Jane oparta jest na kłamstwie. Która z nich pęknie? Czy prawda będzie wyzwoleniem?

hbo, big little lies

Drugim wielkim obciążeniem staje się problem przemocy. Nie takiej jednorazowej, ale toczącej się przez pokolenia. Drugi sezon dobitnie pokazuje, że grzechy rodziców przechodzą na dzieci i na zawsze je zmieniają. W pierwszym sezonie szczegółowo zobrazowane zostały problemy najmłodszego pokolenia. Dzięki wprowadzeniu postaci Mary Louise (Meryl Streep) oraz matki Bonnie – Elizabeth – dowiadujemy się jak głęboko przemoc i kłamstwo tkwi w każdej z rodzin. Dla mnie to najciekawszy wątek. Postaci zdecydowanie zyskują na wiarygodności. Są zbudowane z krwi i kości. Każdy z nas po trochu może odnaleźć elementy w swojej biografii, pasujące do przeżyć bohaterek. Jeśli nie bezpośrednio, to w swoim otoczeniu. Odkrywanie mechanizmów bycia ofiarą przemocy, ciemnych stron małżeństwa i rodzicielstwa, czy nawet syndromu sztokholmskiego, wywołuje wiele emocji i budzi refleksje nad własnymi doświadczeniami.
 

hbo, big little lies

To, w czym serial na pewno nie odbiega względem poprzedniego sezonu, to muzyka. I tym razem ścieżka dźwiękowa jest dobrana i wpleciona w fabułę po mistrzowsku. Dobrze znane utwory brzmią niezwykle świeżo i na długo po seansie ma się ochotę sięgnąć po nie kolejny raz.

Trudno rozpisywać się nad aktorstwem w przypadku, gdy do czynienia mamy z doborową obsadą. Wszystkie świecą najjaśniej i nie są tylko „nazwiskiem”. „Big Little Lies” warto zobaczyć choćby dla aktorstwa, bo rzadko mamy do czynienia w serialach z taką plejadą gwiazd.

Drugi sezon jest zdecydowanie inny niż pierwszy. Rządzą nim zupełnie inne zasady. Dla jednych może być to zaleta, dla drugich wada. Nie widzą sensu tworzenia kolejnej części. Zakończenie wydaje się zamknięte. Jednak było tak i poprzednio.

Gra aktorska
9
Zdjęcia
9
Muzyka
10
Scenariusz
7
Niejeden z widzów zadawał sobie pytanie czy powrót „piątki z Monterey” ma sens. Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Po skończonej, zamkniętej historii, otrzymujemy nowe otwarcie. Sezon drugi pogłębia psychologię postaci i jeszcze mocniej zajmuje się tematem przemocy.
Ocena czytelników
8.5

Plusy

  • aktorstwo
  • świetnie dobrana muzyka
  • pogłębienie psychologiczne postaci
  • rewelacyjne kadry

Minusy

  • brak wątku głównego

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Recenzje