2
Recenzja do: The Flash (2014 )
Recenzje

Wydaje mi się, że serial „The Flash” ma swój najlepszy okres zdecydowanie za sobą, a obecne historie są jedynie odcinaniem kuponów. Kiedy obejrzałem rok temu wszystkie 23 odcinki trzeciego sezonu, miałem tylko jedną myśl: „to już wszystko gdzieś widziałem”. Sezon czwarty był zapowiadany jako powiew świeżości, jednak czy twórcom udało się spełnić swoje założenia? Zapraszam do zapoznania się z moją opinią i do dyskusji w komentarzach. UWAGA: Recenzja zawiera spoilery

Problemem trzeciego sezonu „The Flash” była przede wszystkim powtarzalność. Na przestrzeni 3 lat scenarzyści trzykrotnie zaserwowali widzom antagonistę-speedstera, którego dało się pokonać jedynie poprzez zwiększenie prędkości Barry’ego Allena. Przez takie podejście do tworzenia serialu, fani wielokrotnie w internecie wyśmiewali wprost samą czołówkę serialu, w której to Flash (głosem Granta Gustina) przedstawiał się jako „najszybszy żyjący człowiek”. Ktoś w końcu poszedł po rozum do głowy i stwierdził, że może warto dać szansę komuś wolniejszemu, a zapowiedziany pod koniec trzeciego sezonu DeVoe (vel Thinker) pozwalał na delikatne rozpalenie nadziei fanów. Po obejrzeniu finału czwartej serii mogę powiedzieć, że mimo wszystko sięgnięto po stare rozwiązania, i chociaż serial nie polega już na samym bieganiu, wciąż jest bardzo wtórny. 


Początkowe nadzieje

 

Zakończenie trzeciej serii pozwalało myśleć, że minie trochę czasu, zanim ponownie w serialu zagości Barry Allen. Wiele osób podejrzewało, że pierwsze odcinki nowego sezonu opowiedzą o zmaganiach Kid Flasha, który jakimś cudem wraz z pomocą Team Flash uratuje głównego bohatera. Okazało się jednak, że twórcy nie mają zbytnio pomysłu na fabułę serialu bez udziału szkarłatnego speedstera. Co prawda akcja nowej serii rozgrywa się po kilku miesiącach od pokonania Savitara i uwięzienia Flasha w Speed Force, ale już w pierwszym odcinku po wakacjach zostaje on uwolniony i bardzo szybko dochodzi do siebie.


Wkrótce po tym szybko poznajemy postać DeVoe, który cechuje się nadludzką inteligencją i jest właściwie powodem, dla którego należało uwolnić Allena. O ile jest on wyraźnie silniejszy od Flasha, o tyle wydaje mi się średnio napisaną postacią. Jego motywacja jest bardzo naciągana, a przez to podejmowane przez niego działania wyglądają na nieco dziwne. To samo można często powiedzieć o postaciach, które wystąpiły epizodycznie, jak chociażby o Tricksterze i Prank, którzy wypadają dość komicznie i absurdalnie. Twórcy wprowadzili ten duet na jedynie jeden odcinek, najwyraźniej starając się zapełnić 23 epizody serii czymkolwiek. I to niestety widać, chociażby patrząc na kompletnie płytkie pobudki tej dwójki. 


Kiepsko napisane postaci

 

Początek sezonu niestety powiela sytuacje z poprzednich sezonów i chociaż poszukiwania ośmiu nowych metaludzi napędzają akcję, to wcale nie ogląda się tego z dużą przyjemnością. O ile ciekawym etapem jest osadzenie i skazanie Allena za zabicie DeVoe (chociaż zwróćcie uwagę, że zamknięcie głównego bohatera w więzieniu jest chyba obowiązkowym punktem w serialach Arrowverse), o tyle Ralph Dibny mnie absolutnie nie przekonał jako superbohater. Cały czas postrzegam go jako dbającego głównie o siebie chłoptasia, który bardzo często musi się poważnie zastanowić, czy warto brać udział w poszczególnych akcjach. Same rozterki Elongated Mana również są dość komiczne, a motywacyjne mowy Barry’ego są przesiąknięte najgorszym możliwym patosem. 


Mam również wrażenie, że twórcy na siłę chcieli w tym sezonie udowodnić, że osoba Iris jest potrzebna w Team Flash, jednak przez to otrzymaliśmy nagle lidera zespołu w postaci kogoś, kto nie miał żadnych podstaw ani umiejętności, by zdobyć to stanowisko. Iris nie posiada ani charyzmy, ani instynktu lidera, dlatego każda scena, w której próbuje pozować na przywódcę, wypada po prostu blado i nieprzekonująco. 


Losy postaci pobocznych zostały w tym sezonie potraktowane bardzo po macoszemu. Przede wszystkim mam tu na myśli postać Caitlin Snow, która jest jak chorągiewka na wietrze, najpierw starając się pozbyć swojego alter ego, by potem starać się zrobić wszystko, by go odzyskać. Również bardzo nierówno potraktowano niektórych metaludzi „z autobusu”, którzy właściwie byli przedstawieni w telegraficznym skrócie, jedynie po to, by DeVoe przejął ich ciała i umiejętności. 

 

Parę rzeczy wyszło dobrze

Mimo to według mnie jeden odcinek znacznie się wyróżniał na tle pozostałych i udowodnił, że można stworzyć jeszcze dobrą historię opartą o Central City. Mowa o 15. odcinku o tytule „Enter Flashtime”. Motyw zatrzymania czasu w momencie wybuchu bomby termojądrowej okazał się nie tylko idealnym momentem do pokazania nowych mocy Flasha, ale sprawdził się również jako odcinek ukazujący priorytety bohatera. „Enter Flashtime” to też chyba najbardziej „mroczny” epizod tego roku ze względu na właściwie niewystępujący humor. I zdecydowanie pomogło mu to, że był postawiony w oderwaniu od reszty sezonu. 


Abstrakcyjny finał

 

Nowe odcinki serialu „The Flash” dostarczyły paru ciekawych rozwiązań fabularnych, jak chociażby wspomniany Flashtime, jednak nadal są one w mniejszości do ilości słabych wątków. Finał także nie był bardzo zaskakujący. DeVoe został pokonany, a Dibny’ego udało się uratować i najpewniej zobaczymy go w kolejnym sezonie. Odczułem jednak, że seria nie została prawidłowo zamknięta. Po wielu odcinkach średniej jakości liczyłem na mocne i solidne zakończenie historii. Niestety, wygląda na to, że DeVoe na zawsze pozostanie dla mnie bardzo nijaką postacią o wątpliwych pobudkach.


„The Flash” to też różnoraka abstrakcja, więc o tak mało logicznych kwestiach jak wyłączanie pięciu satelitów przy użyciu jednego guzika nie chciałbym już wspominać. Tak samo o podejrzanie szybko spadającym poziomie promieniowania. 


Jednym z nielicznych plusów tego sezonu było sporadyczne pokazywanie Nory, córki Barry’ego, która przybyła z przyszłości. Pokazuje to, że twórcy mają już w zanadrzu zalążek pomysłu na kolejną serię. Czy będzie to w końcu ciekawsza i bardziej przemyślana historia? Przekonamy się już jesienią.


A na koniec mam jeszcze jedno pytanie i chciałbym, by ktoś mi na nie odpowiedział: czemu antagoniści z Arrowverse zawsze atakują w maju? :)

Gra aktorska
6
Zdjęcia
7
Muzyka
5
Scenariusz
3
„The Flash” obecnie zdecydowanie nie jest tak dobrym serialem, jakim był jeszcze 3 lata temu. Nie pomogło mu również to, że pod przykrywką świeżość, ponownie sięgnięto po stare rozwiązania. Finał serialu nie wyróżnia się właściwie niczym. Jednak bądźmy szczerzy, nie jest to ambitna pozycja.
Ocena czytelników
7

Plusy

  • odcinek „Enter Flashtime”
  • Harrison Wells, jako postać
  • nadal przyjemne dla oka

Minusy

  • powtarzalne rozwiązania
  • mało wyrazisty antagonista
  • postać Iris
  • wprowadzenie wielu nijakich postaci
  • bezsensowne pobudki niektórych bohaterów
  • zbyt dużo patosu
  • zbyt mało akcji, rozłożonej na za wiele odcinków

Komentarze

(2)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

  • tosli
    tosli

    Po odcinku "Luck Be a Lady" dałem sobie spokój z tym serialem oraz po odcinku "Tribute" porzuciłem Arrow. Arrowverse to już przeszłość. Najszybszy żyjący człowiek na świecie od każdego złoczyńcy na początku odcinka dostaje lanie aby w końcówce wygrać, szkoda gadać.
    Odpowiadając na pytanie czemu antagoniści z Arrowverse zawsze atakują w maju? :) - bo ten miesiąc sprzyja zakochanym :)

  • svdoku
    svdoku

    Totalnie się zgadzam. Mialam nadzieje, ze final uratuje ten sezon, ale byl on chyba jeszcze gorszy, niz myslalam. Jedyny plus to Wells i Dibny - ktorego ja akurat bardzo polubiłam.

Powiązane

Recenzje