Recenzja do: The Handmaid's Tale (2017 )
Recenzje

Nie sądziłam, że dobry serial z niesamowicie rozwiniętymi poprzednimi sezonami jest w stanie jeszcze zaskoczyć widzów. Tymczasem naprawdę zdziwiłam się śledząc losy June Osborne przedstawione na naprawdę równym i od pierwszego odcinka najwyższym poziomie. Coraz nowsze zakamarki Gilead zostają odkryte i prawie każdy odcinek przynosi jakąś nowość. Jeśli do tej pory udało im się utrzymać element niewiadomej w produkcji, nie mogę się doczekać co czeka nas w potwierdzonym już, czwartym sezonie, szczególnie po tak zaskakującym finale.

Zanim przejdę do ochów i achów

Najnowszy sezon bez wątpienia nie zakończył się w sposób nieoczekiwany. Co prawda wszyscy chcieli takiego finału, ale czy to takie trudne wyjąć June, choć na moment, spod kapturka wiecznego szczęścia i postawić ją przed obliczem prawdziwego, okrutnego losu? Zacznę od lekkiej krytyki, aby później bez przeszkód skupić się na zachwytach, które w obliczu tak dobrej serii odcinków są bardziej akuratne.

The Handmaid's Tale, HBO GO, Hulu, Juna Osborne, Handmaid

Nie obyło się bez pomyłek, które może nie rzucają się w oczy, ale dla bardziej uważnego widza mogą okazać się męczące czy nawet dezorientujące. Po pierwsze, jak już zwróciłam uwagę przed momentem, jestem świadoma, że ten świat potrzebuje bohatera i June jako Mesjasz udręczonego narodu kobiet i dzieci w Gileadzie brzmi wspaniale, ale przepraszam bardzo, są jakieś granice. Nawet chroniona przez głowę rodziny, do której trafiła, w tym przypadku bardzo przymykającego oko na jej wybryki Lawrence’a, nie byłaby w stanie przetrwać wyjęta spod prawa ze swoim autodestrukcyjnym zachowaniem, narażając nie tylko siebie, ale również otoczenie. Co ciekawe ponoszone przez nią konsekwencje były naprawdę niewspółmierne do popełnianych czynów, przynajmniej w świetle prawa Gileadu.

Kolejną kwestią, która mnie uderzyła negatywnie, jest chaos. Odcinki są na bardzo wysokim poziomie, ale brakuje im pewnego poukładania. Na pierwszy rzut oka łączą się ze sobą fabularnie bez zarzutu, jednak między wieloma epizodami widać wyraźne skoki akcji. Niestety nie działa to na korzyść produkcji, bo przez to wydaje się poszarpana i niespójna.

Nie takie beznadziejne Marty

Jak już wcześniej wspomniałam, coraz więcej zakamarków Gileadu wychodzi na światło dzienne. W tym sezonie możemy obserwować zarówno pracę kolejnych grup społecznych stworzonych przez system, nowe obrzędy i rytuały, jak i tajniki pozornie idealnie prosperującego państwa. Widzowie razem z Podręcznymi biorą udział w pokazowych egzekucjach, pogrzebie oraz pobycie w szpitalu, gdzie, co mnie wcale nie dziwi, w przypadku zagrożenia jedynym priorytetem jest życie dziecka, nic innego nie ma znaczenia. Ponadto nadarza się okazja, by zajrzeć do kuchni oraz piwnic cichych i pomijanych dotychczas Mart, które jak się okazuje wcale nie siedzą tak cicho i spokojnie, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. June po przeniesieniu do domu Lawrence’ów trafia w samo centrum ruchu oporu gospodyń, co tylko podsyca jej buntownicze zamiary i nie wyobraża sobie, jak można było wcześniej tak marnować potencjał tej podziemnej siatki.

The Handmaid's Tale, HBO GO, Hulu, Juna Osborne, Mathe, Handmaid

Co ciekawe bierzemy udział razem z June w selekcji kobiet, które zostaną ponownie zatrudnione jako Marty, a które pojadą na pewną śmierć w koloniach. Wybór konkretnych pracownic zaowocował później w najmniej oczekiwanym momencie, kiedy June potrzebowała pomocy i otrzymała ją ze strony jednej z uratowanych. Ponadto przyglądamy się przemytowi zakazanych towarów do kraju oraz po raz kolejny odwiedzamy krainę rozkoszy – Jezebels.

Od śmiechu po łzy

Trzeci sezon „The Handmaid’s Tale” poza wypakowanym po brzegi scenariuszem niesie za sobą i wywołuje nawet u twardych widzów naprawdę skrajne emocje, które nie pozwalają nawet przez moment odpocząć. Całe szczęście, że produkcja wychodzi w trybie odcinkowym, obejrzenie wszystkiego na raz i zakończenie seansu ze zdrowymi zmysłami graniczyłoby z cudem. Niemal całe odcinki trzymają w napięciu oraz nie pozwalają się odprężyć, pozostawiając tym samym odbiorcę z mnóstwem przemyśleń.

Co prawda śmiechu w tak dramatycznej produkcji nie było zbyt wiele, ale jak już pojawiły się komiczne i groteskowe zarazem momenty, to nie sposób było powstrzymać rozbawienia. Szczególnie spodobał mi się wstęp do odcinka „Heroic”, na który jeszcze będę się powoływać w tej recenzji. June siedząc obok łóżka Ofmatthew porównuje bicie serca dziecka w jej łonie do rytmu piosenki „Heaven Is A Place On Earth”. Ten fragment tak niesamowicie zbił mnie z nóg, że przez długi czas nie mogłam się pozbierać i wielokrotnie wciskałam klawisz replay. W tym momencie nie sposób nie pochwalić perfekcyjnie dobranej ścieżki dźwiękowej, która zaskakuje nie tylko w tym odcinku; we wszystkich epizodach buduje specyficzny klimat.

The Handmaid's Tale, HBO GO, Hulu, Juna Osborne, Handmaid

Jak wcześniej wspomniałam więcej w tym sezonie doświadczyć mogliśmy sytuacji wywołujących łzy, i to takich, których nie sposób było powstrzymać. Dla mnie najbardziej emocjonalny był finałowy odcinek – choć i we wcześniejszych pojawiały się chwile załamania, to w nim spotkałam naprawdę największy wyciskacz łez, jaki kiedykolwiek widziałam. W pewnej chwili moje oczy się zaszkliły, a policzki zrobiły się mokre i tak silne emocje towarzyszyły mi aż do samego końca, a później siedziałam wgapiona w ścianę, próbując się pozbierać. Nie będę zdradzać, o której scenie mowa, aby nie psuć wrażenia osobom, które jeszcze nie oglądały, ale widzowie po seansie z całą pewnością domyślą się, o którym momencie mowa.

Od najstarszego do najmłodszego – wszyscy spisali się świetnie

Mam bardzo jednoznaczne uczucia dotyczące gry aktorskiej w najnowszym sezonie, naprawdę jestem zachwycona niemal wszystkimi postaciami. Choć od pierwszego sezonu czuję irracjonalną niechęć do Elisabeth Moss w roli June Osborne, tym razem spisała się powalająco. Nie mogę jej odmówić profesjonalizmu i wyśmienitej pracy przed kamerą oraz wszystkich innych nacechowanych pozytywnie epitetów. Odcinek dziewiąty pt. „Heroic”, odbywający się w głównej mierze w szpitalu, kiedy Ofmatthew walczy o życie swoje i dziecka, a June czuwa nad jej łóżkiem, prawdopodobnie sprawił, że pokochałam jej styl grania. Niestety epizod ten zgarnął raczej negatywne opinie, w każdym razie oceniany jest najsłabiej ze wszystkich w tym sezonie. Osobiście muszę przyznać, że zrobił na mnie piorunujące wrażenie, akcja wyraźnie zwolniła, co można uznać za ciszę przed kolejnymi burzliwymi momentami, a tym samym cały odcinek dźwigała na barkach Moss. To na jej twarzy oraz przemykających na niej emocjach podczas postępującego szaleństwa i utraty zdrowych zmysłów skupiała się uwaga widza. Ta twarz ukazała mi oblicze gry aktorskiej, która absolutnie porwała moje serce i zupełnie zmieniła moje postrzeganie, zatrzymując na ekranie uczucia tak skrajne, że o ich istnieniu nawet nie miałam pojęcia, a przynajmniej nie zdawałam sobie sprawy, że ktoś może je uwiecznić. 

The Handmaid's Tale, HBO GO, Hulu, June Osborne, Waterford, Lawrence, Handmaid

Nie chcę skupiać się w ocenie nad postaciami, które widujemy od samego początku trwania produkcji (z wyjątkiem wspomnianej Elisabeth Moss, ale o jej fantastycznie poprowadzonym epizodzie nie sposób było nie wspomnieć), dlatego nie będę rozpisywać się na temat Yvonne Strahovski oraz Josepha Fiennesa, wcielających się w Waterfordów. Oni spisali się świetnie, na tym samym poziomie jak we wszystkich poprzednich częściach. Na uwagę z kolei zasługuje nowa para, Bradley Whitford oraz Julie Dretzin, czyli serialowi Lawrence’owie. To do nich June trafiła jako Podręczna, kiedy przestała być potrzebna Waterfordom. Na szczególną uwagę zasługuje Dretzin; stanęła ona przed bardzo trudnym zadaniem wcielenia się w rolę osoby chorej psychicznie i pod żadnym względem nie zawiodła widzów. Jej serialowemu mężowi również nie brakuje wprawy w aktorskim fachu i przed kamerą wypada naturalnie, wiarygodnie i bardzo dynamicznie.

Wielkie uznanie należy się również młodszym aktorom, którzy w tym sezonie, a szczególnie w finałowym odcinku, odegrali swoje role bezbłędnie i choć okiełznanie tak wielu dzieci na planie mogło graniczyć z cudem, producentom udało się to zrobić naprawdę świetnie.

Serial dostępny na HBO GO.

 


Gra aktorska
9
Zdjęcia
10
Muzyka
10
Scenariusz
8
W 3. sezonie „The Handmaid’s Tale” obserwujemy jeszcze więcej kulisów działania reżimu Gilead z perspektywy osób próbujących podjąć z nim walkę. Widz ma okazję poznać lepiej postacie, które już wcześniej przewijały się w serialu, co bardzo wzbogaca utrzymaną na wysokim poziomie od samego początku produkcję.
Ocena czytelników
9

Plusy

  • przybliżenie historii ciotki Lidii
  • ruch oporu Math
  • zwalająca z nóg ścieżka dźwiękowa, szczególnie scena z piosenką „Heaven Is A Place On Earth”
  • rewelacyjna, przekonująca i naturalna gra aktorska
  • bardzo dużo dobrych rozwiązań fabularny
  • silny ładunek emocjonalny każdego odcinka, szczególnie finału

Minusy

  • wprowadzona spora doza chaosu i przepełnienia treścią
  • zbyt duże szczęście i pomyślność June

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

The Handmaid's Tale

Antyutopijna przyszłość, gdzie płodne kobiety stają się surogatkami bogatych rodzin, a ich wszelkie nieposłuszeństwo zostaje surowo karane.


Aktualności