Recenzja do: A Series of Unfortunate Events (2017 )
Recenzje

Życie trójki Baudelaire’ów jak wiadomo jest toczącą się od dwóch sezonów beznadziejną tytułową serią niefortunnych zdarzeń. Rodzeństwo tułało się z jednego domu do drugiego, co chwilę zmieniając opiekuna, ale niestety Hrabiemu Olafowi za każdym razem udawało się do nich zbliżyć. W najnowszym sezonie złoczyńca postawiony zostaje przed trybunałem sprawiedliwości, czy to zdoła jednak powstrzymać go przed dalszym zatruwaniem życia dzieci? Jedno jest pewne, serial kończy się na trzecim, pełnym zaskakujących i wywołujących łzy nawet u najtwardszych widzów zwrotów akcji, sezonie.

W stronę przepaści po równi pochyłej

Dosłownie i w przenośni w takich okolicznościach spotykamy Wioletkę i Klausa podczas otwarcia najnowszego sezonu. Rodzeństwu, jak można było przewidzieć, udaje się uniknąć tragicznej śmierci, którą przeciwnicy chcieli zgotować im w poprzedniej części. Zostali jednak wcześniej rozdzieleni ze Słoneczkiem i aby ją uratować, dopuszczają się czynu tak niegodziwego, że można byłoby o niego podejrzewać wyłącznie Hrabiego Olafa. Starania spełzają na niczym, ale udaje im się dość nieoczekiwanie zdobyć nowego sojusznika oraz rozpoczynają wielką podróż do Ostatniego Bezpiecznego Miejsca – siedziby, w której według przekazanego telegramu, ma się spotkać lada dzień całe VFD, mogący pomóc bezbronnym i zagubionym sierotom.

W trakcie podróży, już połączone rodzeństwo, przebywa drogę od najwyższych szczytów aż po dna oceanu, aby zdobyć odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Niestety mimo wielu sprzyjających im osobom, Olaf jak zwykle znajduje sposoby na dotarcie do nich. Towarzyszą mu Esmé Squalor (niezmiennie grana przez Lucy Punch) oraz Carmelita, którą nominuję w moim plebiscycie na najbardziej denerwującą i wzbudzającą we mnie najwięcej niechęci postać serialową. Dodatkowo z tą trójką podróżuje trupa Hrabiego, której więzi są tak niestabilne, że z czasem ulega rozpadowi, a Olaf zostaje zupełnie sam w swojej pogoni za Baudelaire’ami. Biedne dzieci, których życie polega na ciągłej ucieczce, są zagubione i samotne, na szczęście z biegiem historii wiele tajemnic zostaje przed nimi odkrytych, a losy ich rodziców stają się z odcinka na odcinek coraz jaśniejsze. A co najważniejsze rozwikłana zostaje tajemnica potężnej cukiernicy, na której posiadaniu zależy większości.

A Series of Unfortunate Events, Netflix, Seria Niefortunnych Zdarzeń, Klaus, Wioletka, Słoneczko

Wielka rozprawa

Wydarzenie, które z założenia miało zakończyć tragiczne losy trójki dzieci. Zebrani zostali w jednym miejscu niemal wszyscy bohaterowie poprzednich odcinków. Był to bardzo ciekawy zabieg, dzięki któremu widz mógł udać się w sentymentalną podróż razem z opisywanym w zeznaniach wydarzeniami z życia rodzeństwa. Jedynym, czego kres położyła ta rozprawa, jest nadzieja na powrót Baudelaire’ów do bezpiecznego życia z opiekunem spełniającym swoje zadania i kochającym rodzeństwo jak własne dzieci, a Olaf w końcu trafi do więzienia. Oczywiście wydarzenie to okazało się jedynie kolejnym przystankiem na drodze niefortunnych zdarzeń.

Nic nie potoczyło się, jak zakładano. Jedyne, co udało się udowodnić to fakt, że żaden człowiek nie jest jednoznacznie szlachetny lub zły, a kształtuje go historia. Losy opowiedziane z perspektywy Hrabiego, choć mocno nagięte i subiektywne, okazały się prawdziwe, mocno obciążając reputację młodych Baudelaire’ów, czyniąc jednocześnie spór niemożliwym do rozwiązania. Na skutek kolejnej fali nieszczęść, rodzeństwu w końcu udaje się zaznać pozornego spokoju na oddalonej od świata wyspie. Nie zdradzę wam, jak ich przygoda się zakończyła, ale miejcie na względzie powtarzane ciągle słowa Snicketa, że opowiadana historia jest smutna i tragiczna. Bądźcie gotowi, że chwilowe powodzenia w życiu rodzeństwa zdarzały się już niejeden raz w ciągu ostatnich trzech sezonów.

Stałe elementy – fantastycznie dopracowane

Jak w każdym sezonie narrację po mistrzowsku prowadzi Lemony Snicket, który burząc czwartą ścianę, buduje w widzach napięcie oraz przedstawia szkielet. Bez tej postaci cały serial straciłby naprawdę wiele. Prowadzone przez niego śledztwo przedstawia Wioletkę, Klausa oraz Słoneczko i ich przeciwników z mało obiektywnej strony, sugerując tym samym uczucia, które powinny wszystkie postacie wzbudzać. Ciekawie poprowadzona narracja jest bazą oderwanego od rzeczywistości klimatu, równie mocno budującego produkcję, jak sama fabuła.

Nie mogę nie wspomnieć o fantastycznych aktorskich popisach wszystkich aktorów, którzy równie bezbłędnie, jak w poprzednich sezonach, wcielili się w role. W zasadzie każda postać była tak naładowana emocjami, niemal wylewającymi się z ekranu i wpływającymi do serca widza, że nie da się nie uwielbiać tego uniwersum oraz profesjonalizmu odtwórców ról.

A series of unfortunate events, Seria Niefortunnych Zdarzeń, Olaf

Oczywiście punkt rozpoznawczy całej produkcji, z którego skandalem byłoby zrezygnować – czołówkowe „Look away”, zostało zachowane bez zmian na swoim miejscu i wprowadzało świetnie w świat przedstawiony. Fenomenalna pozostała część ścieżki dźwiękowej okazuje się jak w pozostałych sezonach przepysznym lukrem na torcie, stworzonym ze schludnych kadrów i świetnej fabuły.    

Dlaczego nie 10/10? Co za dużo to niezdrowo

Moim zdaniem „A Series of Unfortunate Events” jest produkcją, która potrafi zawrócić w głowie i w sercu nawet widzom, którzy na co dzień z serialami mają niewiele do czynienia. Jej całkowite oderwanie od rzeczywistości, fikcyjne miejsca akcji oraz wydarzenia dziejące się jakby poza czasem, nadają intrygujący i niemożliwy do podrobienia klimat świata przedstawionego, który bez wątpienia został wykreowany perfekcyjnie w każdym calu. Przez wszystkie sezony rozkoszowałam się widokiem idealnie uczesanych, nienagannie ubranych dzieci, które w kontraście z otaczającą ich ciemną i ponurą scenerią i tym razem dobranie otoczenia i dekoracji powala na kolana. Nie mam pojęcia, co bym zrobiła i jak bym przeżyła sytuację, w której producenci by zawiedli, a na Netflixa wypuszczony zostałby kompletny bubel. Być może to z powodu mojego sentymentalnego przywiązania do serii oraz jej niepowtarzalnego klimatu. Na szczęście zgodnie z oczekiwaniami trzecia część perypetii Baudelaire’ów jest równie fenomenalna, jak poprzednie i gdyby nie jeden mały problem, z ręką na sercu i bez najmniejszych wyrzutów sumienia dałabym ocenę 10.

Mimo mojej wielkiej miłości do stylu serialu, w pierwszych odcinkach miałam wrażenie przytłoczenia nim, odrobinę odbijały mi się nieprzyjemną czkawką poprzednie sezony. Nie tylko stylistyka tworzy serial, a mam wrażenie, że pierwsze odcinki właśnie z takim założeniem zostały stworzone. Akcja w zasadzie niewiele ruszyła, a ja cały czas z tyłu głowy miałam myśl: no niby spoko, całkiem przyjemnie, ale kiedy coś w końcu się stanie? Na całe szczęście stało się! A te pierwsze epizody były jedynie rozgrzewką przed natłokiem fantastycznych i zdecydowanie niespodziewanych zwrotów akcji. Nie polecam siadać do seansu bez paczki chusteczek i ciepłego kocyka. Finałowy odcinek jest tak nieziemsko naładowany skrajnymi emocjami i milionem istotnych informacji, że osobiście było się po nim bardzo ciężko pozbierać. Do kaca moralnego dochodzi jeszcze świadomość, że z postaciami najprawdopodobniej spotyka się po raz ostatni i ten oto specyficzny koktajl rozpaczy serwują nam twórcy wielkim zakończeniem fenomenalnego dzieła.

Sezon dostępny na platformie Netflix.

Gra aktorska
9
Zdjęcia
10
Muzyka
9
Scenariusz
7
Charakter przedstawianych wydarzeń fantastycznie współgra z scenografią oraz ścieżką dźwiękową. Generalnie serial jest jedyną w swoim rodzaju klimatyczną perełką i zadowoli niejednego fana groteski i nietypowego klimatu na ekranie.
Ocena czytelników
8

Plusy

  • rewelacyjna gra aktorska
  • świetne rozwiązanie wątków
  • pozostawienie otwartego zakończenia
  • lekka i pasująca do akcji ścieżka dźwiękowa
  • świetny klimat serialu
  • nieoczekiwane zwroty akcji

Minusy

  • nieco nudny i monotonny wstęp do sezonu

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Aktualności