2
Recenzja do: Narcos: Mexico (2018 )
Recenzje

Seria „Narcos” żyje i ma się dobrze. Co prawda minęło już sporo czasu, odkąd pożegnaliśmy Pablo Escobara, ale zdaje się, że produkcji Netflixa zbytnio to nie zaszkodziło. „Narcos: Mexico” przyniósł powiew świeżości, a jednocześnie potrafił zachować wszystkie elementy, za które widzowie pokochali serial o narkobiznesie. Czy drugi sezon nowej odsłony produkcji również nie zawiódł oczekiwań?

Kto zastąpi agenta Camarenę?

Od 2015 roku, czyli od premiery pierwszej serii serialu, motorem napędowym „Narcos” są silne, charyzmatyczne postacie, które niektórzy mogą kochać, a niektórzy nienawidzić. Nawet pomijając oczywisty przykład Pablo Escobara, wciąż pozostają nam Javier Pena, pułkownik Carrillo, Pacho Herrera i mnóstwo innych wyrazistych bohaterów.

Pierwsza odsłona „Narcos: Mexico” w pełni udźwignęła spoczywający na niej ciężar. W każdym z przedstawionych bohaterów widzowie mogli odnaleźć cząstkę tych postaci, które pokochali w poprzednich sezonach. Zamiast Pablo dostajemy Felixa, zamiast Javiego, agenta „Kikiego” Camarenę. Jak z zadaniem wykreowania wyrazistych bohaterów poradził sobie drugi sezon?

Narrator z poprzedniego sezonu – Walt Breslin – jawi się jako ten, który ma wypełnić lukę powstałą po śmierci agenta Camareny. Kierowany rządzą zemsty, zdaje się zdolny do czynów, które jego honorowemu, dobrodusznemu poprzednikowi nawet nie przeszły przez myśl. Pomimo wyjątkowo silnej motywacji postać Breslina nie przekonuje do siebie aż tak jak Camarena.

Jego śmierć przysporzyła problemów nie tylko Felixowi, ale również scenarzystom, którzy na cito potrzebowali postaci, która będzie w stanie dorównać zarówno „Kikiemu”, jak i Javierowi Pene. Warto też zauważyć, że z całej tej trójki jedynie Breslin jest postacią fikcyjną i być może to sprawia, że nieco odstaje on od tego mocno osadzonego w kontekście społeczno-historycznym serialu.

Oparte na faktach

Skoro już jesteśmy przy kontekście społeczno-historycznym, to zdecydowanie jest to rzecz, za którą warto „Narcos” chwalić. Rzecz, która zawsze była mocną stroną produkcji, pozostaje nią nadal. Serial stara się wprowadzić nas w brudny i skorumpowany świat ówczesnej polityki i biznesu. Przedstawia zupełnie niespodziewane reperkusje trzęsienia ziemi z 1985 roku, czy kontrowersyjne wybory z roku 1988.

narcos: mexico. netflix

To stałe utrzymywanie kontaktu z rzeczywistością jest potrzebne. Podkreślanie, że to wszystko wydarzyło się naprawdę, dodaje oglądanym wydarzeniom ogrom mocy. Nieco niepokoją więc tendencje do odchodzenia od realnych wydarzeń na rzecz własnej ich interpretacji. Łączenie kilku realnych postaci w jednego bohatera? U Tarantino w „Once Upon a Time in Hollywood” przeszło, ale czy w serialu, który oprócz ekstrawaganckiego życia narkobaronów starał się przedstawiać również dramat zwykłych obywateli, anonimizacja bohaterów ma sens?

Wyjść poza schemat

„Narcos” to wciąż dobry serial, jednak jego twórcy zastawili na siebie masę pułapek, których teraz starają się skrupulatnie unikać. Z każdym kolejnym sezonem może być o to niestety coraz trudniej. Po pierwsze, w momencie swojej premiery serial był czymś absolutnie wyjątkowym. „Powstaje serial o Pablo Escobarze, tym Pablo Escobarze”. Wyszło oczywiście znakomicie, a i Wagner Moura spisał się na medal. Problem pojawił się, gdy zdecydowano, że po śmierci Escobara serial nadal będzie trwał.

narcos: mexico, netflix, el chapo

Czy pierwsze sezon odniosły sukces ze względu na wyjątkowej jakości pracę twórców, czy może bardziej ze względu na tak charyzmatyczną postać i tak nośne nazwisko, jakim niewątpliwie jest Escobar? Kolejne sezony pokazały, że raczej to pierwsze, aczkolwiek „zużycie” nazwiska Escobara sprawiło, że szczyt popularności serial ma już raczej za sobą. „Raczej” – bo gdzieś w rękawie skrywa się jeszcze jeden as. A jest nim postać El Chapo, która coraz śmielej przebija się z drugiego planu. Niemniej jednak „Narcos” padł trochę ofiarą własnego sukcesu. Nawet sama tematyka, która na początku przyciągnęła rzeszę fanów w końcu się wyczerpie. Nie mówiąc o tym, że sam schemat jest dość powtarzalny, da się to zauważyć już teraz, a co będzie w przyszłości? Czy kolejne sfałszowane wybory, kolejni przekupieni politycy, kolejne morderstwa narkobaronów nie staną się dla Narcos tym, czym zniszczenie Gwiazdy Śmierci dla „Star Wars”?

Reasumując, druga seria „Narcos: Mexico” jest naprawdę niezła. Brak jej już błysku, który sprawiał, że wielu uważało serial za coś wyjątkowego, ale obecnie jest to wciąż dobry serial. Nieco martwi kierunek, w jakim zdaje się podążać i tym samym coraz bardziej wpędzać się w kozi róg, ale być może twórcy mają już pomysł jak z obecnej sytuacji wybrnąć. Poczekajmy.

Gra aktorska
7
Zdjęcia
8
Muzyka
8
Scenariusz
6
Serial zdaje się powoli tracić swoją wyjątkowość. „Narcos: Mexico” wciąż ogląda się przyjemnie, ale produkcja zaskakuje coraz rzadziej.
Ocena czytelników
6.5

Plusy

  • Muzyka
  • Kontekst społeczno-historyczny

Minusy

  • Schematyczność
  • Coraz mniej charyzmatycznych postaci

Komentarze

(2)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

  • DieselPower
    DieselPower

    Drugi sezon wydał mi się trochę za grzeczny. Pierwsza kilka odcinków raczej nudnawe, niby opowiadały jakąś historię, ale nie było wiadomo czemu mają służyć. Dopiero w kolejnych wszystko zaczęło układać się w całość. Charyzmatyczne postaci są w dalszym ciągu, bo każdy z bossów musiał mieć w sobie to "coś", żeby dojść do miejsca, w którym się znaleźli, ale tutaj chyba nie do końca udało się to wyciągnąć. Odniosłem wrażenie, że postaci stały się właśnie schematyczne i okrojone z większej psychologii. Twórcy je ociosali jak pieniek drewna i tak mieli grać, a potencjał był. Wiadomo, że serial jest mocno inspirowany prawdziwymi wydarzeniami, lecz z tego co czytam, to jest sporo nieścisłości lub nie zgadzają się ramy czasowe. Rozumiem, że nie jest to film dokumentalny i nie oczekuję tego, dla mnie to po prostu dobry serial. Postacie agentów w poprzednich częściach były "prawdziwe" w takim sensie, że istniały naprawdę, ale ich losy przedstawione na ekranie, nie zawsze powielały się z faktycznymi wydarzeniami. Postać Breslina to miks różnych agentów, być może wprowadzony, by widz odczuwał go bardziej realistycznie. Ciekawa postać dramatyczna, dobrze zagrana, wykonał parę "brudnych" akcji, u mnie nie wzbudził powodu do kibicowania mu. I dobrze, przez to wydawał się bardziej zwykłym człowiekiem i pokazał, że DEA z początku była zbieraniną policjantów wysłanych na nieznany teren, bez doświadczenia w akcjach przeciwko gangom narkotykowym. Wracając do samej fabuły, fajnie że pojawiają się postaci widziane w poprzednich sezonach, mieszają też wydarzenia z oryginalnego Narcos. Nie ma tego dużo, ale zawsze coś. Mam też nadzieję, że kolejna część (jeśli powstanie) będzie bardziej brutalna, brudna, będzie pokazane więcej schematów działania, tłumaczeń narratora jak coś działało i streszczeń historycznych (tego też trochę zabrakło), bo drugi sezon był bardziej jak serial o przepychankach politycznych niż o handlarzach narkotykami.

  • Michał Ziaja
    Michał Ziaja
    @michax

    Jak fajny był Pena to jednak Scoot McNairy jest o wiele lepszy, ten aktor jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. A to nie pierwszy przypadek, gdy mamy fikcyjną postać, przecież agenci z serii 1-3, grani m.in. Pedro Pascala, to też były postacie fikcyjne.

Powiązane

Seriale

Narcos: Mexico

Wczesne lata 80. XX wieku. Serial przedstawia historię kartelu z Guadalajary oczami amerykańskiego agenta DEA, który będzie walczył z meksykańskimi baronami narkotykowymi.