Recenzja do: Quicksand (2019 )
Recenzje

Skandynawskie kryminały nadal cieszą się dobrą sławą, a skoro „Ruchome piaski” zostały uznane parę lat temu za najlepszą nordycką książkę kryminalną, to nie mogło minąć zbyt wiele czasu, by ktoś zainteresował się ich ekranizacją.

Netflix już od jakiegoś czasu inwestuje w seriale młodzieżowe. Tym razem mamy do czynienia z nowością ze Szwecji na podstawie prozy autorki Malin Pesson Giolito. Historia opowiada o losach Mai Norberg (Hanna Ardéhn), osadzonej w areszcie w wyniku zarzutów o morderstwo, współudział i podjudzanie. Dziewczyna, jako jedyna ocalała ze szkolnej masakry, nie posiada praktycznie żadnych ran, tylko ślady cudzej krwi na ciele. Nim jednak doszło do jakiegokolwiek procesu, już została znienawidzona przez opinię publiczną. Czy jest winna zarzucanych jej przestępstw, czy może tylko znalazła się w nieodpowiednim miejscu i czasie? Jednak jak to wszystko wytłumaczyć i jak zakończy się proces?

quicksand, she, blood

Źle dobrana główna bohaterka

Serial rozpoczyna się od powolnego, długiego ujęcia ciągnącego się wzdłuż plam krwi ofiar. Jedyna ocalała szybko jest zabrana przez policję, przebadana pod względem kryminalistycznym, są jej postawione zarzuty i nie może się kontaktować z rodzicami i nikim innym. Z początku ciężko coś odczytać z twarzy bohaterki i stwierdzić, czy jest ona naprawdę winna. Z jednej strony wygląda niepozornie, z drugiej można podejrzewać, że byłaby jednak zdolna do zbrodni, zagadką pozostaje również motyw. Można uznać, że gra aktorska Hanny jest dojrzała, ponieważ ciężko odczytać coś z jej twarzy i jednoznacznie ją ocenić. Jednak wydaje mi się, że została ona źle poprowadzona. W przeważającej części nie wierzę w zbudowaną przez Ardéhn postać. Jest dla mnie niewiarygodna i w specyficzny sposób drażni sobą. Myślę, że została źle dobrana. Nieobiektywnie na to patrząc, mogę powiedzieć, że nie jest ona zbyt urodziwa i wydaje się dużo starsza w porównaniu do serialowych rówieśników. Ciężko uwierzyć w to, że jest ona uwielbiana przez tak wiele osób, choć nie jest szkolną pięknością czy duszą towarzystwa, a zakochał się w niej przystojny, najbogatszy chłopak w szkole, którego rodzina uwielbia ją, nie wiedzieć z jakiego powodu. Dodatkowo dużym problemem dla mnie podczas seansu była próba zrozumienia głównej postaci. Zdarzają się produkcje o mordercach, gdzie choć ktoś jest ewidentnie zły, to w pewien sposób próbujemy go czy ją zrozumieć, a czasami nawet jesteśmy w stanie polubić, mimo tego co zrobił. W tym przypadku natomiast, bohaterka wydaje się być cały czas bardzo odległa, choć to na niej skupia się cała akcja i jedyne uczucia, które była w stanie we mnie wywołać, to irytacja i obojętność.

quicksand, she, law

Deficyt emocji i autentyczności

W „Quicksand” akcja biegnie dwutorowo. Rozpoczynamy opowieść od tego, co zdarzyło się po szkolnej masakrze, czyli powoli zmierzamy i przechodzimy przez proces sądowy. W międzyczasie ta linia czasowa przeplatana jest wydarzeniami, które mają przedstawić nam życie bohaterów przed tragedią. Przez to wątek kryminalny trochę odchodzi na dalszy plan, a my dostajemy młodzieżowe romansidło przedstawiające pierwszą miłość Sebastiana (Felix Sandman) i Mai. Poruszone są też poważniejsze tematy, jak chociażby dostęp do broni, ksenofobia czy toksyczna relacja ojciec-syn. Jednakże są one raczej po prostu wspomniane i zabrakło pogłębionej problematyki w ich przypadku. Lepiej byłoby, gdyby twórcy bardziej zagłębili się w te tematy, które stanowią duży problem społeczny. Dlatego mogę zarzucić tutaj wręcz scenariuszową płytkość, przez brak wrażliwości i wręcz fragmentaryczność opowiadania. Może być to spowodowane zbyt małą liczbą odcinków, ponieważ w sezonie dostajemy ich jedynie sześć, co sugeruje, że zabrakło czasu na rozwinięcie wszystkich wątków.

Dodatkową też kwestią jest sprawa, że temat wyjściowy jest niezwykle ciekawy. Już same zdjęcia promujące czy opis serialu zachęca do jego obejrzenia, ale później można się rozczarować. W moim przypadku, „Quicksand” nie potrafił mnie zaangażować jako widza. Nie trzymał mnie w napięciu. Nie potrafiłam w żaden sposób utożsamić się z główną bohaterką czy chociaż w małym stopniu ją polubić. Jedyne co pozostawiała po sobie to niesmak, ale reszta bohaterów nie była wcale lepsza. Byli oni sztuczni i brakowało między nimi jakiejś chemii, co pozbawiało autentyczności i sprawiało, że oglądanie seansu sprawiało trudność.

quicksand, smile

Ładny soundtrack

W dużej mierze zawiodłam się na tej produkcji, w której pokładałam wielkie nadzieje. Widząc zapowiedzi spodziewałam się dobrego kryminału, który będzie mnie trzymać w napięciu i sprawi, że sezon połknę w jedną noc, a później będę polecać go znajomym. Niestety, fabularnie i aktorsko jestem rozczarowana. Temat miał ogromny potencjał, który nie został wykorzystany, ale próbując szukać jakichś zalet, to mogę powiedzieć, że podobała mi się dwutorowość akcji, choć gdyby były to mniejsze urywki z życia bohaterów, to mogłoby to mieć w sobie więcej tajemniczości, która intrygowałaby i przykuwała większą uwagę. Za to, to co z pewnością dobrze świadczy o „Quicksand” to ścieżka dźwiękowa . Mamy tam nie tylko angielskie utwory, co sprawia, że jest to ciekawsze i w głównej mierze zostało dobrze dobrane, aż chce się po obejrzeniu włączyć playlistę serialu.

Gra aktorska
4
Zdjęcia
5
Muzyka
7
Scenariusz
5
„Quicksand” to pierwszy szwedzki serial Netflixa oparty na bestsellerowej powieści. Produkcja o intrygującym temacie i raczej niewykorzystanym potencjałem.
Ocena czytelników
5

Plusy

  • soundtrack
  • poprawne zdjęcia
  • ciekawy temat wyjściowy

Minusy

  • główna bohaterka
  • brak autentyczności
  • brak zaangażowania emocjonalnego
  • nierozwinięte wątki

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Quicksand

Po tym, jak w prywatnej szkole podstawowej w prestiżowej okolicy Sztokholmu dochodzi do strzelaniny, Maja Norberg – zwyczajna uczennica liceum – zostaje oskarżona …


Aktualności