Recenzja do: Queer Eye (2018 )
Recenzje

Pamiętacie Fab5? Grupka facetów, kochanych i wspaniałych, niosących dobro. Dobro, które każdy z uczestników programu ma gdzieś w sobie, ale z różnych powodów zepchnięte gdzieś na samo dno. Wtedy wchodzą oni, wszyscy na biało, i pokazują, jak odnaleźć pewność siebie, hart ducha, jak się uśmiechnąć i poprosić o pomoc. Tym razem nadają z Japonii.

Nie byłoby w tym niczego złego, gdyby nie fakt, że źle się do tego nastawiłam. Ba, mi się nawet nie chciało tego jakoś oglądać, bo myślałam sobie, że e tam, jak nie w Ameryce, to pewnie nie będzie mi się już podobało. Zepsuję sobie ich obraz, no po co mi to? W końcu włączyłam, a wtedy, jak wiadomo, wystarczyło kilka minut, żebym totalnie zmieniła zdanie.

Toookio, you’ve got the rythm in you

Czy to Japonia, czy Stany Zjednoczone, Fab5 są tak samo rewelacyjni. W dodatkowym minisezonie (cztery odcinki zamiast ośmiu) pomogą kilku wyjątkowym osobom, które pogubiły się we własnym życiu. Prawdą jest, że kiedy strefa dyskomfortu staje się strefą komfortu, trudno jest wyjść poza to. Zrozumieć, że coś jest nie tak, wziąć się do walki.

„Queer Eye” to – jakby jeszcze ktoś nie wiedział – program, w którym piątka wyjątkowych mężczyzn zmienia ludzi. Tak od podstaw. Nauczona wieloma programami z metamorfozami przyznaję, że kiedyś podchodziłam do tego sceptycznie. Ale okazuje się, że uczestnicy często nie mają nawet z kim porozmawiać o trapiących ich problemach i sam kontakt z chłopakami dużo im daje. A później dochodzą kolejno: zmiana zawartości szafy, wyglądu, a nawet i mieszkania. No i wiadomo – rozmowa. Ta czasem daje najwięcej.

Porady Różowej Brygady

Mogę się produkować i mówić, co tu jest w tym sezonie wspaniałego. Tak naprawdę nie ma to jednak najmniejszego sensu. Pomimo zmiany szerokości geograficznej Jonathan, Bobby, Karamo, Tan oraz Antoni nadal w swoją pracę wkładają całe serce. Bohaterów odcinków traktują jak najlepiej potrafią, często pomimo różnic, jakie ich dzielą. W większości przecież pochodzą z innych światów, a jednak nie wywyższają się, nie mądrują ani nie wprawiają w zakłopotanie.

W pierwszym odcinku odwiedzają Yoko, 57-letnią kobietę, która do tego stopnia poświęciła swoje życie innym, że – z braku miejsca, bo przecież inni go potrzebują bardziej – w każdą noc spała na materacu… pod stołem. Zaniedbana, z sercem na dłoni, potrzebowała pomocy w zrozumieniu, że aby pomagać innym, musi postawić najpierw na siebie.

Dlaczego tak krótko?


Pytanie na koniec. Dlaczego tylko cztery odcinki? No doprawdy, więcej szacunku dla stęsknionych fanów. Po takiej przerwie? Japonia okazała się kolorowym krajem, z równie kolorowymi i dobrymi ludźmi, którzy gdzieś siebie zgubili w pędzie życia, w stosie piętrzących się problemów. A nawet w tych małych mieszkaniach, gdzie cała piątka chłopaków ledwo się mieściła.

 
Kolorowo było i smutno, czyli tak, jak zawsze w przypadku „Queer Eye”. Niech podniesie rękę ten, który chociaż raz nie uronił łzy w trakcie oglądania.
 

Gra aktorska
9
Zdjęcia
10
Muzyka
9
Scenariusz
10
Po raz kolejny zostajemy zabrani we wspaniałą podroż - tym razem do Japonii, ale to nic nie zmienia. Fab5 poprawia życia nie tylko bohaterów, ale i widzów siedzących przed ekranami. Przywracają wiarę w dobrych ludzi, potrzebuję kolejnego sezonu.
Ocena czytelników
9

Plusy

  • wspaniali bohaterowie
  • Fab 5
  • muzyka
  • zdjęcia

Minusy

  • mało odcinków

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Queer Eye

Serial ukazuje środowisko LGBT. Pięciu homoseksualistów pomaga heteroseksualnym mężczyznom doprowadzić do porządku swoje życie. Każdy z nich ma inną specjalność. …