Recenzja do: BoJack Horseman (2014 )
Recenzje

Nie należy zwlekać z ogłaszaniem rzeczy oczywistych: „BoJack Horseman” wrócił w wielkim stylu. Jeśli ktokolwiek miał obawy związane z poziomem nowego sezonu, były one zupełnie niepotrzebne. Ta animowana opowieść o koniu celebrycie i grupce jego znajomych wciąż, jak żaden inny serial, potrafi nas jednocześnie bawić i emocjonalnie rozkładać na łopatki, stanowiąc gorzki komentarz odnośnie do ludzkiej natury, show-biznesu, popkultury i wielu innych spraw. W piątym sezonie temat przewodni mógł być tylko jeden: kampania #meToo.

#meToo 

Temat ten musiał się pojawić w nowym sezonie z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, „BoJack Horseman” od początku stanowi jedną z najostrzejszych satyr na obecne Hollywood (czy też Hollywoo), wobec czego brak odniesienia do największej afery ostatnich lat byłby raczej dziwny. Po drugie, kto jak kto, ale nasz główny bohater ze swoją przeszłością nadawał się do tego doskonale. Oczywiście, w takiej sprawie jak przemoc i wykorzystywanie seksualne kobiet przyzwoity człowiek może stanąć wyłącznie po jednej stronie, ale twórcy serialu nie byliby sobą, gdyby nie pokopali głębiej. Mamy tutaj scenę, w której do Diane dociera, że jest współautorką serialu, którego główny bohater został napisany w sposób usprawiedliwiający czyny niegodne. W mojej ocenie jest tu element autorefleksji: czyż nie podobnie napisany jest sam BoJack? Przecież to gość, który notorycznie robi złe, niejednokrotnie wręcz odpychające rzeczy. Czy chcielibyśmy mieć w nim przyjaciela lub choćby nawet tylko wyskoczyć z nim na piwo? Nie sądzę. Mimo to jednak cały czas cieszy się naszą sympatią, bo jesteśmy świadkami nie tylko tego, jak rani innych, ale też tego, jak sam jest raniony. Oglądamy jego zmagania z samym sobą, obserwujemy jego niezdolność do poprawy, a pod przykryciem chamowatego narcyza dostrzegamy istotę niepewną i wrażliwą. Czyż nie przez to właśnie usprawiedliwiamy jego chore akcje? Znamienna i przewrotna jest też scena z ostatniego odcinka, kiedy BoJack w końcu wydaje się zdolny, by zmierzyć się z konsekwencjami swoich czynów. Myślę, że autorom serialu udało się udźwignąć ciężar tematu.

Odcinki 

Charakterystyczne dla kolejnych sezonów „BoJacka Horsemana” jest powolne rozwijanie opowieści w następujących po sobie odcinkach aż do wybuchu (albo i hekatomby, jak w sezonie trzecim) w epizodach końcowych. Tutaj mamy podobnie: opowieść toczy się swoim tempem, aż wszystkie wątki się zazębią i dojdzie do kulminacji, która może nie przewalcuje widza jak słynny odcinek sezonu trzeciego, ale z pewnością wzbudzi emocje. Ten epizod w ogóle jest doskonały, nie tylko ze względu na sposób przedstawienia tej historii, ale i dzięki czemuś, co zawsze uwielbiałem w „Family Guy”, a czego wcześniej w „BoJack Horseman” chyba nie było, czyli scenie, w której bohaterowie wykonują utwór muzyczny. Kapitalny jest również odcinek szósty, w którym BoJack wygłasza mowę pożegnalną nad trumną matki. Chapeau bas, napisać taki 25-minutowy monolog to naprawdę duża rzecz. Momentami wydaje mi się, że jeśli twórcom tego serialu udaje się coś takiego, to nie ma chyba rzeczy, którą byliby w stanie spieprzyć. Podobał mi się również odcinek drugi, w którym Diane wybiera się do Wietnamu. Scena, w której spotyka amerykańskich turystów, jest naprawdę przednia.

Postacie 

Fajne w tym sezonie jest to, że próbuje równolegle rozwijać wątki pozostałych postaci. Princess Carolyn stara się adoptować dziecko i jednocześnie pchać do przodu realizację serialu. Diane po rozwodzie próbuje dojść ze sobą do ładu, zaś Mr. Peanutbutter szybko rozpoczyna nowy związek. Na wszystkie te postacie jest pomysł i choć wciąż noszą one te same cechy, które pamiętamy z poprzednich sezonów, ich perypetie są dla widza ciekawe. Inaczej niestety jest z Toddem, który – mam wrażenie – funkcjonuje tu niemal wyłącznie w funkcji komediowej oraz po to, byśmy wciąż mogli słuchać charakterystycznego basu Aarona Paula. Mam wrażenie, że scenarzyści nie za bardzo wiedzą, co zrobić z tą postacią. „Aseksualność” Todda mocno komplikuje jego potencjał związkotwórczy, podążono zatem w tym sezonie w kierunku jego aktywizacji zawodowej, ale szczerze mówiąc, żarty wynikające z tej sytuacji były bodaj najsłabszymi w skali całego sezonu, zaś sam efekt fabularny był mocno przeciętny. Wciąż uważam, że Todd jako postać najlepiej sprawdzał się u boku BoJacka, ich rozdzielenie zdecydowanie mu zaszkodziło.

Piąty sezon „BoJack Horseman” nadchodzi w doskonałym momencie dla Netflixa. Serwis od dłuższego czasu cierpi na niedobór sukcesów i niczym kania deszczu potrzebował czegoś spektakularnego. „BoJack Horseman” to obecnie nie tylko najważniejszy animowany serial dla dorosłych, ale i jeden z najważniejszych współczesnych seriali w ogóle. Dialogi, storytelling, realizacja – wszystko stoi tu na najwyższym poziomie. Czasami dziwi mnie, że najwięcej o ludzkiej naturze mówi mi serial, którego głównym bohaterem jest gość z końskim łbem. Piąty sezon zdecydowanie trzyma wysoki poziom poprzedników i najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że ta historia ma potencjał na wiele kolejnych sezonów. Osobiście już nie mogę się ich doczekać. Szalony świat BoJacka z pewnością nie jest najszczęśliwszy, ale ma niesamowitą moc przykuwania widza do ekranu.

Gra aktorska
9
Zdjęcia
8
Muzyka
8
Scenariusz
10
BoJack Horseman wraca w wielkim stylu. Tym razem zagra główną rolę w serialu i ponownie wywróci swoje życie do góry nogami. Piąty sezon utrzymuje wysoki poziom i przynosi kilka niezapomnianych odcinków. Doskonała rozrywka.
Ocena czytelników
9

Plusy

  • tematyka
  • odcinki specjalne
  • cała reszta

Minusy

  • postać Todda

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

BoJack Horseman

Animacja dla dorosłych. Fabuła skupia się na dawnej telewizyjnej gwieździe, alkoholiku człowieku-koniu BoJacku Horsemanie, który za wszelką cenę próbuje ratować …