Recenzja do: Pose (2018 )
Recenzje

Pierwszy sezon „Pose” miał całkiem cichą premierę, dopóki nie udostępnił produkcji Netflix. Całe szczęście, że to się stało, bo ten wyśmienity serial z 2018 roku miał szansę zabłysnąć niczym zwycięzca wieczoru balowego. Po raz drugi powracamy do podziemnego świata kultury balowej w świecie LGBTQ+ w latach 80. i 90.

Jesteśmy w latach 90. Plaga HIV/AIDS zebrała setki tysięcy ofiar, społeczność czuje się bezradna przez brak leku, każdy się boi. Kościół głosi, że tylko abstynencja uchroni  LGBT przed zarażeniem się, chorzy na AIDS traktowani są jak odpady społeczeństwa, szpitale nie chcą ich leczyć, a dla większości chorych jakiekolwiek leki są poza zasięgiem. Wtedy wkracza Madonna z utworem „Vogue” jako światełko nadziei dla całej społeczności. Piosenka leci w radio co godzinę, a podczas bali rzucane w tekście „Strike a pose” jest swego rodzaju symbolem wiary, że będzie lepiej. Z jednej strony to tylko utwór, ale z drugiej przeniesienie do spopularyzowanej kultury czegoś, co do tej pory było schowane w podziemiach, jest przełomowym krokiem. Nawet jeśli wiemy, że „Vogue” nie zadziałało tak, jak bohaterowie mieli na to nadzieję, to jednak coś zmieniło. Przynajmniej przyniosło coś dobrego w życiu tak podkopanej społeczności.

Pusta rozpacz

Tu zaczyna się pierwszy problem, bo pomiędzy pierwszym a drugim sezonem, są przynajmniej dwa lata przeskoku w czasie, a zupełnie się tego nie odczuwa, chociaż w teorii wszystko jest przedstawione. Ostatni raz, kiedy widzieliśmy naszych bohaterów, plaga AIDS dopiero zbierała swoje pierwsze żniwa i nikt nie zdawał sobie sprawy z wagi sytuacji. Po dwóch latach z kilkuset ofiar śmiertelnych HIV zrobiło się kilkaset tysięcy. Blanca i Pray Tell chodzą na kilkanaście pogrzebów tygodniowo, żeby odpowiednio pożegnać członków swojej społeczności. Widzimy zbiorową mogiłę  ofiar AIDS, których rodzina nie opłaciła pochówku, a właściciele cmentarza nie chcą, żeby leżeli z innymi zmarłymi. Straty są ogromne, a minęły zaledwie dwa lata. Problem jednak pojawia się, kiedy z teorii wyjdziemy na to, co dostajemy na ekranie. Z przykrością przyznaję, że cały odcinek mimo tylu emocjonalnych ciosów, którymi powinien nas przygnieść, wypada całkiem płasko i obojętnie. W teorii wygląda to jak miażdżący odcinek. Widzimy setki bezimiennych grobów, protest w kościele, ostateczną diagnozę Blanki, szantaż Angel. Wygląda to jak coś, co powinno nas zmiażdżyć na dobre kilka godzin, jednak tak nie jest. Szczerze nie mam pojęcia, co się zadziało, bo poprzedni sezon wyciskał mnie emocjonalnie do zera.

pose, sezon 2, odcinek 1, recenzja

Problem ten męczył mnie przez cały epizod, bo podeszłam do odcinka zupełnie bez emocji i dopiero po obejrzeniu, jak sobie pomyślałam, co tam się działo, to jakkolwiek to na mnie zadziałało. Nie zrozumcie mnie źle, żyję dla dobrze uchwyconego kamerą dramatu. Jeśli serial może mi to zagwarantować, to przymknę oko na wiele mankamentów. Jednak w momencie, kiedy produkcja mi tego nie daje, to mimo innych bardzo udanych aspektów nadal będę czuła ten rozczarowujący niedosyt. Tutaj tak było, przebolałam jakoś ten odcinek, ale mam ogromną nadzieję, że będzie lepiej. Zwłaszcza jeśli zabieramy się za lata 90., które dla społeczności LGBTQ+ były zarówno najbardziej bolesnymi, jak i najbardziej przełomowymi latami.

Światełko nadziei

Z pozytywów, jestem absolutnie zachwycona, jak wiele uwagi pada na Angel w tym zaledwie jednym odcinku. W zeszłym sezonie jej rola ograniczała się do grania towarzyszki i kochanki niezdecydowanego chłoptasia i nawet jeśli chciało się zobaczyć jej więcej, to twórcy nam tego nie dawali. W tym sezonie raczej będzie inaczej i nie mogłoby mnie to bardziej cieszyć. Po diagnozie  Blanki wiemy jedynie, że będzie chciała dotrzymać swojego słowa, czyli dopilnować, żeby jej dzieci miały zapewnioną godną przyszłość. Podoba mi się też kierunek, w jakim dąży ten sezon, gdzie nawet w atmosferze rywalizacji bohaterowie będą postawieni w sytuacjach, kiedy będą siebie nawzajem potrzebowali. Wiemy też, że Pray Tell jest gotowy na rewolucję i to nie tylko rewolucję w świecie zewnętrznym, ale też w środku własnej społeczności. Niestety, pierwszy odcinek po powrocie nie jest majstersztykiem, ale ja nie tracę nadziei w tę produkcję i wiem, że z czasem uderzy tak, jak poprzedni sezon.

W recenzji całego sezonu za kilka tygodni odpowiem na pytanie: „Czy drugiemu sezonowi Pose udało się obrzydzić mi jedyny utwór Madonny, który jeszcze lubię?”.

Drugi sezon nie jest jeszcze dostępny w Polsce.

Gra aktorska
7
Zdjęcia
6
Muzyka
6
Scenariusz
5
„Pose” powraca z drugim sezonem, jednak na razie nie przynosi wielkich emocji. Jedno jest pewne, z perspektywy historycznej czeka nas emocjonalny rollercoaster.
Ocena czytelników
6.5

Plusy

  • wątek Angel
  • wątek Blanki
  • bale

Minusy

  • brak emocji
  • wszystko wypada płasko
  • skok w czasie bez wyjaśnień, co się działo

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Pose

Serial z motywem tańca i muzyki osadzony w latach 80. XX wieku. Fabuła opowiada historię pary, Stana i Patty, którzy bez opamiętania wciągnęli się w blask i intrygi …


Recenzje


Aktualności


Artykuły

Poleci ktoś serial? #13: „Pose”

Bale Członkowie „domów” na co dzień żyją we wspólnych mieszkaniach, pod przewodnictwem „matki” (lub „ojca”) zapewniającej im opiekę i mentorstwo, a raz w tygodniu …