Recenzja do: Pinky Malinky (2019 )
Recenzje

Stacja telewizyjna, która niegdyś dała światu animację „SpongeBob Kanciastoporty”, postanowiła nawiązać współpracę z platformą streamingową kierowaną przez Reeda Hastingsa. Co wynikło z koprodukcji Nickelodeona i Netflixa? Przekonajcie się sami.

Krok w tył

Ostatnim czasy twórcy seriali animowanych pokazali, że mają wprawę w tworzeniu zwariowanych światów, a nawet i całych mitologii. Idealnym przykładem pozytywnie zakręconego serialu animowanego dla dzieci i nie tylko jest „Adventure Time”, który notabene doczekał się swojego wielkiego finału w ubiegłym roku. Jesteście na pewno ciekawi, czy „Pinky Malinky” stanowi dobrego zastępcę względem człowieka Finna i psa Jake’a. Jeśli tak, to niestety, ale nie przychodzę do was z dobrymi wiadomościami. Koprodukcja Netflixa i Nickelodeona przekreśla wszelkie normy i zasady dobrej animacji, które zostały ustalone w ciągu ostatnich kilku lat. Ale o tym więcej w dalszej części artykułu.

Hot-dog z klasą, a przynajmniej taki był plan

W pierwszym odcinku zatytułowanym „Przekąska” Pinky (Lucas Grabeel) wraz ze swoimi przyjaciółmi JJ Jamesonem (Nathan Kress) i Babs Buttman (Diamond White) stoją przed ogromnym wyzwaniem, polegającym na odtworzeniu przepisu, dzięki któremu będą mogli na nowo stworzyć swoją ulubioną lokalną przekąskę. Epizod ten jest pełen nieśmiesznych żartów, słabych dialogów i okropnie rozpisanych postaci. Zresztą, to właśnie bohaterowie są jednym z największych minusów animacji. Czarujące trio Pinky, JJ Jameson i Babs nie przechodzą żadnej ewolucji na przestrzeni 28 odcinków pierwszego sezonu, a twórcy stworzyli postacie nieciekawe i sztampowe, które trudno jest polubić. Nie mówiąc o tym, że zadaniem praktycznie niewykonalnym jest utożsamienie się z którąkolwiek z nich.

Pinky Malinky, Nick, Netflix, Animacja, Recenzja, Lucas Grabeel, Diamon White, Nathan Kress, Recenzja

Animacyjny miszmasz

Kolejnym dość poważnym problemem tworu Chrisa Garbutta i Rikkego Asbjoerna jest niekonsekwentnie wybrany styl animacji. Ciało Pinky’ego jest połączeniem parówki wykonanej w CGI oraz ręcznie rysowanych oczu, a tymczasem jego przyjaciele – JJ Jameson i Babs są całkowicie wykonani za pomocą rysunku ręcznego. Podczas oglądania pierwszych dwóch epizodów mieszanka animacyjna nie rzuca się, aż tak w oczy, ale z każdym kolejnym odcinkiem serialu wspominany minus zaczyna być coraz bardziej widoczny, a tym samym odbiera nam przyjemność z dalszego oglądania. 

Problemy z samoświadomością

Wyżej wspomniane „Adventure Time” było serialem, który dobrze oglądało się zarówno najmłodszym, jak i tym starszym. Scenarzyści stworzyli scenariusz, który oddziaływał równie dobrze na 6-letnie dzieci oraz 50-letnich staruszków. W większości przypadków to właśnie uniwersalność animacji stanowi o jej poziomie. Przykładowo „Gravity Falls” skierowane do młodych cieszyło się wielką popularnością wśród starszych odbiorców, a to właśnie dlatego, że serial Alexa Hirscha był samoświadomy i wiedział, co chcę przekazać oglądającym. „Pinky Malinky” natomiast jest animacją, która nie wie, czym jest oraz nie ma pojęcia, czym w ewentualnej przyszłości chciałaby się stać, a tym samym ma widoczny problem, aby zdecydować i ustalić, co tak naprawdę chce nam opowiedzieć.

Pinky Malinky, Nick, Netflix, Animacja, Recenzja, Lucas Grabeel, Diamon White, Nathan Kress, Recenzja

Edukacyjny charakter

Mimo swoich wielu problemów „Pinky Malinky” w rękawie ma ukrytego jednego asa. Serial kręcony jest w stylu mockumentarnym, czyli animacja przypomina dokument, ale opowiada fikcyjną historię. Zabieg ten pozwala w łatwy i przyjemny sposób wprowadzić do fabuły pewne zdarzenia, które umożliwiają pod koniec każdego odcinka małe podsumowanie i wypunktowanie najważniejszych rzeczy, które dzieci powinny zapamiętać na dłużej. Każdy odcinek trwa około 12 minut i moim zdaniem w ogólnym rozrachunku stanowi, to jak najbardziej plus dla koprodukcji Nicka i Netflixa.

Pierwszy sezon serialu dostępny jest na Netflixie.

Gra aktorska
3
Zdjęcia
3
Muzyka
3
Scenariusz
2
Nie ukrywając, miałem duże oczekiwania względem wspólnego projektu Netflixa oraz Nickelodeona, ale niestety niemiło się rozczarowałem. Twórcy animacji idą po linii najmniejszego oporu i nawet nie starają się tego zatuszować, a wszystkie odcinki „Pinky Malinky” wyglądają tak samo nijako i są robione od niechcenia, na jedno kopyto. Kreskówka ta skierowana jest dla dzieci 7-letnich wzwyż, ale osobiście będąc rodzicem siedmiolatka oraz mając dostęp do całej animowanej bazy Netflixa, na pewno nie wybrałbym tego serialu.
Ocena czytelników
3

Plusy

  • edukacyjny charakter
  • styl mockumentary
  • odcnki trwają około 12 minut

Minusy

  • nieśmieszne dialogi
  • żle napisani bohaterowie (nieciekawi i sztampowi)
  • brak jakiejkolwiek ewolucji na przestrzeni 28 odcinków
  • nieudolna próba mieszania różnych stylów animacji
  • problemy z samoświadomością

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale


Gravity Falls

Wodogrzmoty Małe to amerykański serial animowany, wchodzący w kanon Disney Channel Original Series. Został on stworzony przez Alexa Hirscha. Swoją premierę miał …


Pinky Malinky

Serial opowiada historię żyjącego w ludzkim świecie, wesołego hot doga Pinky'ego, który razem z przyjaciółmi odkrywa świat.