Recenzja do: The House of Flowers (2018 )
Recenzje

Po wielkim sukcesie hiszpańskiego „La casa de papel” liczyłam na to, że ten hiszpańskojęzyczny serial zachwyci mnie tak bardzo chociaż w połowie. I chyba dotąd żaden inny serial nie rozczarował mnie tak bardzo jak ten.

„La casa de las flores” („The House of Flowers”, „Dom kwiatów”) opowiada historię rodziny de la More, właścicieli kwiaciarni. Podczas przyjęcia w kwiaciarni samobójstwo popełnia Roberta, która, jak się okazuje, była kochanką Ernesta de la More’a, głowy rodziny. I oprócz zamieszania i skłócenia rodziny zostawiła po sobie córkę, która według listu napisanego do żony Ernesta, Virginii, ma zamieszkać z ojcem, a także burdelo-kabaret o takiej samej nazwie co rodzinny interes de la More – La casa de las flores, Dom kwiatów. Jest to początek mnóstwa intryg i błędów życiowych.

O ile pierwszy odcinek sprawił, że byłam autentycznie zaciekawiona, drugi wywołał we mnie zgorszenie, a kolejne cztery zgorszenie to tylko pogłębiały. Byłam wręcz pewna, że porzucę oglądanie, a za niedługo, gdy otworzę lodówkę, wyskoczą z niej transwestyci. Bo „La casa de las flores” w wielkim stopniu opowiada o społeczności transwestytów – niestety w sposób gorszący i bez szacunku dla nich. Chociaż podejrzewałam, że w ostatnich odcinkach okaże się, że każdy z bohaterów miał inną płeć, na szczęście tak się nie stało. Z wielką ulgą okazało się, że twórcy porzucili to zaskakiwanie widzów: „o, z tego też zróbmy trans!”, na rzecz innych wątków, których w tych krótkich, bo 30-minutowych, 13 odcinkach pojawiło się zaskakująco wiele. Oprócz zdradzonej Virginii, która mści się na mężu, jednocześnie próbując ratować ważną dla niej kwiaciarnię, mamy tu osobne historie każdego z dzieci tej pary. Elena przyjeżdża na przyjęcie z narzeczonym, który jest Afroamerykaninem; Pauline walczy o odziedziczenie rodzinnego interesu, jednocześnie starając się uporać z krzywdą, jaką wyrządził jej były mąż (który – co za niespodzianka! – jest teraz kobietą), oraz prowadzeniem drugiego (tego niekwiatowego) interesu; natomiast Julián utknął pomiędzy miłością do kobiety i mężczyzny.

Elena i Virginia, Dom kwiatów, La casa de las flores

Nie jest tak źle?

Moją autentyczną sympatię zdobył Dominique, czarnoskóry chłopak Eleny, który walczył o jej miłość nawet wtedy, gdy ta go zdradziła. To jedyna naprawdę dobrze zagrana postać w tej produkcji. Nie jest przerysowany, a jedyne, co mi się nie podobało, to jego zbyt mała obecność na ekranie. Bo Dominique w pewnym momencie znika bez śladu i pojawia się pod koniec. Co niestety twórcy robią często – zaczynają jakiś wątek albo wprowadzają jakiegoś bohatera, by nagle całkiem o tym zapomnieć. Elena to druga postać, która przypadła mi do gustu – jednak tylko na początku i na sam koniec, bowiem w środku opowieści podejmowała niesamowicie głupie decyzje i zachowywała się jak naiwna królewna. Najstarsza z rodzeństwa, Pauline, irytowała mnie swoim zbytnio wybujałym ego, swoją przydługą dykcją, która sprawiała, że nie dało się jej słuchać, i przede wszystkim tym, że byłą zdradziecką suką. Talent do szalenie głupich intryg musiała odziedziczyć po swojej matce, bo Virginia knuła jeszcze gorzej. Julián za to był głupiutki, ale na swój sposób uroczy – zwłaszcza z tą swoją nieporadnością: jak tu się przyznać, że jest się gejem. O ile więc niektórych bohaterów dało się polubić i jako tako twórcom wyszli, tak z fabułą jest znacznie gorzej.

rodzina de la More, Dom kwiatów, La casa de las flores

Jednak jest...

Ogólnie lubię, gdy serial rozpoczyna się od trupa – wiem wtedy, że pojawi się wątek kryminalny i z pewnością będę zachwycona. Tutaj tak nie było. Roberta powiesiła się i.... tyle. Po dwóch pierwszych odcinkach jest wspomniana zaledwie kilka razy. Zupełnie jakby nie istniała. A to właśnie jej powieszenie się uwolniło lawinę kłamstw, intryg i popełnianych błędów. Urwanie wątku Dominigue'a było wręcz przezabawne. W jednym odcinku był, rozmawiał z Eleną, bawił się z Micaelą, a w kolejnym Elena dzwoniła do niego do Nowego Jorku, bo potrzebowała karty kredytowej. Okay. Drugi odcinek „La casa de las flores” przebił jednak wszystko. Jeszcze w żadnym serialu nie widziałam takiego braku szacunku do zmarłego i pogrzebu. I tłumaczenia, że to czarna komedia, groteskowe zagrania, bla bla bla, nic tu nie pomogą. Najpierw widzimy scenę, gdy Pauline każe swojemu synowi podmienić czyjś portret obok trumny, by zmylić Elenę i Dominiqu'a, by ci nie pojawili się na pogrzebie Roberty, a następnie... Podczas pogrzebu Roberty, który odbywał się w tym „kabarecie”, transwestyci śpiewali piosenki o „kręceniu tyłeczkiem”. Byłam zgorszona, zniesmaczona i pewna, że przerwę oglądanie. Ale jednak coś podkusiło mnie do dalszego seansu – liczyłam chyba, że będzie lepiej. Ale wcale tak nie było. Głupota goni tak głupotę. Co chwilę ktoś z bohaterów robił coś niesamowicie idiotycznego. Pauline robiła wszystkim pod górkę, chyba jedynie z samej zawiści, że jej się w życiu nie układa – więc innym też może się nie układać. A co.

zdjęcie rodzinne de la More, Dom kwiatów, La casa de las flores

Poprawiło się dopiero w ostatnich trzech odcinkach, które znów zainteresowały mnie jak ten pierwszy. Virginia zauważyła, że jej wybory prowadziły do samych zniszczeń i zaczęła robić coś w kierunku poprawienia sytuacji, ale tym razem już tak na serio. Nie zmienia to jednak faktu, że męczyłam się przy oglądaniu okropnie. I nie pomagały tu piękne widoki – zwłaszcza kolorowe kwiaty, wiązanki, bukiety, które były niemal wszędzie – przystojni aktorzy czy piękne aktorki. Groteskowe sytuacje, naginane i przerysowane wręcz wcale nie tworzyły klimatu komedii, ani tym bardziej czarnej komedii. Pokazywały jedynie, że „La casa de las flores” to kicz.

Serial dostępny na platformie Netflix.

Gra aktorska
4
Zdjęcia
7
Muzyka
6
Scenariusz
2
Nieśmieszny, nieciekawy, a jedynie przerysowany i kiczowaty – właśnie taki jest ten serial. W większości papierowe postacie, słaba fabuła, mnóstwo niedociągnięć i błędów. Nawet język hiszpański, który w fenomenalnym „La casa de papel” był magiczny i dodawał klimatu, w „La casa de las flores” nie brzmi tak dobrze. To zdecydowanie nie jest serial dla każdego. A osobiście to nawet nie poleciłabym go nikomu. 
Ocena czytelników
3

Plusy

  • postać Dominique'a
  • ładne kadry, kolorystyka

Minusy

  • przerysowane intrygi
  • scena pogrzebu
  • Pauline i większość postaci
  • fabuła

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.