Recenzja do: Pennyworth (2019 )
Recenzje

Sukces „Gotham”, czyli serialu skupiającego się na losach mieszkańców miasta przed pojawieniem się w nim Mrocznego Rycerza, spowodował, że telewizyjni twórcy są skorzy na eksperymenty z tego typu fabułą. Po bardzo średniej jakości „Kryptonie” sięgnięto po nieznaną do tej pory przeszłość Alfreda, którego kojarzą prawdopodobnie wszyscy, którzy słyszeli o samym Batmanie. „Pennyworth” jednak oddala nas nieco od kart komiksów o superbohaterach, a skupia się bardziej na szpiegach i intrygach.

Twórcy „Gotham” – Bruno Haller i Danny Cannon - nie pozostawali w długiej bezczynności. Ledwo kilka miesięcy temu mieliśmy okazję zobaczyć finałowe odcinki serii, a już mamy do czynienia z kolejną, niepowiązaną zbytnio fabularnie historią. Alfred przedstawiony w serialu jest świeżo po odbyciu służby wojskowej i stara się uporządkować swoje życie, zarówno zawodowe, jak i uczuciowe, w Londynie lat 60-tych. Mimo, że w samym założeniu jest to produkcja o innym charakterze niż wielokrotnie wychwalany przez krytyków „Gotham”, tak nie sposób opisać „Pennyworth” w porównaniu do przygód Gordona. 

Zacznijmy jednak od tego, że mam drobny problem z określeniem dla kogo został stworzony ten serial. Jeśli fan zamaskowanych mścicieli zasiądzie przed ekranem i włączy serial o przygodach Alfreda, prawdopodobnie będzie się dobrze bawił, jednak nie wiem czy takiego widza produkcja przyciągnie na dłużej. Jeśli na serial trafi ktoś kto jakimś cudem nie wie kim jest Batman… nie powinien mieć szczerze problemu z połapaniem się w historii, ale ominą go drobne smaczki ukryte przez scenarzystów. 

Przedstawienie świata

Alfred i Thomas Wayne - Pennyworth

Oglądając pierwszy odcinek „Pennyworth” miałem nieodparte wrażenie, że trafiłem na serial znacznie różniący się od tego, co mieliśmy okazję oglądać we wcześniejszej produkcji Cannona i Hallera. Mroczne, brudne i zamglone Gotham zastąpił tu powojenny Londyn, z całym swym blaskiem i pojawiającymi się jeszcze gdzieniegdzie sterowcami. Przy „Pennyworth” mam wrażenie zatrudniono bardziej doświadczonych twórców, przez co praca kamery i scenografia przypominają dobrej klasy film kinowy. Jeśli mowa tu już o kinie, początkowe minuty serialu przywodzą niejako na myśl film „Wielki Gatsby” sprzed kilku lat, zarówno przez zastosowaną ścieżkę dźwiękową, jak i przez takie detale jak kostiumy czy dekoracje, których użyto w scenie w klubie. No, może z tym zastrzeżeniem, że nie zastosowano aż tak krzykliwych kolorów. Korekcja barw sprawiła, że delikatnie bliżej serialowi do filmów z uniwersum DC.

Portret kamerdynera

Jack Bannon, grający Alfreda, jest w okolicach trzydziestki, przez co nie mamy możliwości porównania jego gry do wcześniejszych kreacji tego bohatera. Tytułowy „Pennyworth” jest po prostu inny niż ten w wykonaniu Caine’a czy Pertwee’go. Bardziej niewinny, nieśmiały, stroniący od przemocy czy od radykalizmu. Życie i praca w wielkim Londynie jest dla niego doświadczeniem, podczas którego nie jest w stanie uchronić się od przykrych słów czy od udziału w bójkach. Stanie na bramce przed klubem nocnym jest dla niego nie tylko sposobem na przetrwanie po odbytej służbie, ale także okazją do poznania londyńskiego społeczeństwa, jak chociażby Esme (Emma Corrin) czy Thomasa Wayne’a (Ben Aldridge).

Thomas Wayne - Pennyworth

Właśnie z tych względów uważam, że „Pennyworth” zdecydowanie lepiej rokuje niż chociażby „Krypton”. Wydaje się po prostu lepiej ugruntowany, czy to przez pokazanie historii postaci, którą wszyscy kojarzą i lubią, czy przez to, że w końcu mamy okazję zobaczyć w jakich okolicznościach jego losy złączyły się z rodziną milionerów. 

Nieco sztampowy romans

Momentami ma się jednak wrażenie, że niektóre sytuacje już wielokrotnie przerabiano w innych produkcjach. Jest tak np. z wątkiem marudnego i władczego ojca głównego bohatera, któremu w którymś momencie Alfred będzie musiał się sprzeciwić. Jest to o tyle skomplikowane jednak, że mimo braku dobrego wzorca, Pennyworth za kilkanaście lat stanie się niemal idealnym ojcem dla Bruce’a.

Alfred przed klubem - Pennyworth

Niezbyt przemawia do mnie jednak wątek romansu Esme i Alfreda. Kobieta w którymś momencie rozmowy mówi, że dzięki Alfredowi czuje, że znów żyje. Ja jednak tego do końca nie widzę, ani chemii, ani faktycznych powodów dla takiej deklaracji. Oby to się zmieniło.

Nieco do życzenia pozostawia także główny przeciwnik Wayne’a i Pennywortha, gdyż póki co jego motywy są dość rozmyte. Akcja historii szpiegowskiej wymaga konkretnego i groźnego przeciwnika. Póki co pokazano nam antagonistę bezwzględnego, z zamiłowaniem do zwierząt.

Podsumowanie

Czy „Pennyworth” ma szansę odnieść sukces? Moim zdaniem rokowania są bardzo pozytywne. Twórcy mają tym razem w zasadzie wolną rękę w temacie kreowania świata, a to co mogliśmy zobaczyć w trakcie pilota zapowiada się obiecująco. Ja z pewnością sięgnę po kolejne odcinki, kiedy tylko dojdzie do ich emisji. Dość dawno nie widziałem czegoś tak dopracowanego pod kątem wizualnym, a perspektywa obejrzenie ciekawej historii szpiegowskiej tylko potęguje ciekawość.

Gra aktorska
8
Zdjęcia
9
Muzyka
7
Scenariusz
7
„Pennyworth” powinien trafić do gustu fanów seriali szpiegowskich, więc prawdopodobnie możemy liczyć na zobaczenie więcej niż jednego sezonu tej produkcji. Byłoby to coś dobrego, mamy tu do czynienia z solidną historią, przedstawioną w bardzo ciekawej scenerii.
Ocena czytelników
7

Plusy

  • ciekawe przedstawienie postaci Alfreda
  • Londyn
  • dojrzała praca kamery

Minusy

  • nieprzekonujący romans

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Recenzje