Recenzja do: MINDHUNTER (2017 )
Recenzje

Dla fanów true crime „Mindhunter” był najlepszą fabularną pozycją dostępną na rynku. Po długim oczekiwaniu produkcja Davida Finchera wraca z jeszcze większą mocą.

„Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań, ona również patrzy na ciebie.” – Friedriech Nietzsche

 Otwarcie wrót do najmroczniejszych zakamarków ludzkiej psychiki ma swoją cenę. Nie jest to żadne odkrycie we współczesnej sztuce i etyce, ale mało które dzieło kultury ukazuje to zagadnienie tak dobrze jak „Mindhunter”. Mimo wyraźnego, filmowego klimatu ultraprecyzyjnych panoram i szerokoekranowych kadrów, ta produkcja jest zaskakująco przyziemnym i zdroworozsądkowym dramatem. Unika pulpowych tendencji obecnych nawet w filozoficznym i ambitnym „Detektywie”, którego słabością jest bezdenna mitologizacja zbrodni i jej sprawców. Zazwyczaj są oni ukazywani jako mityczne bestie, zastępujące nasze bazyliszki, smoki i wiedźmy w młodej amerykańskiej kulturze. W „Mindhunterze” widzimy, że są oni swego rodzaju ofiarami toksycznych relacji, społecznych wymagań czy nawet przypadków genetycznych. To godni pożałowania ludzie, kompensujący swoje braki patologicznymi formami narcyzmu czy ustalania dominacji. Widoczny w serialu motyw, że wszyscy oni mogli zostać przed tym losem ocaleni, ale zostali skorumpowani w odpowiednich warunkach, sugeruje, że potwory w naszych umysłach są znacznie bardziej niebezpieczne niż te, którym jesteśmy w stanie przypisać jednostkową tożsamość. Wszystkie te wymyślne nazwy: „The Co-ed Killer”, „Son of Sam”, „BTK (Bind, Torture, Kill), „The Manson Family”, „The Zodiac” łączą te same krzywdy, czyli niezrozumienie, brak miłości, zaniedbanie, porzucenie. 

 Na własnej skórze przekonał się o tym agent Holden Ford, który na końcu pierwszego sezonu nie utrzymał brzemia ciągłej interakcji i prób empatii z obiektami badań. Skończyło się to dla niego intesywnym atakiem paniki, obezwładniającym umysł i ciało. W ten sposób produkcja Davida Finchera zostawiła nas w oczekiwaniu na prawie dwa lata. To okres tak długi, że prawie dało się zapomnieć o tym, że „Mindhunter” jest prawdopodobnie najlepszym serialem produkcji Netflixa. Nadszedł jednak czas, w którym dane nam jest ponownie zanurzyć się w świat jednostki behawiorystycznej FBI. Śmiało stwierdzam, że drugi sezon jest jeszcze lepszy niż poprzedni.

 Przeładowanie emocjonalne, które spotkało Holdena, okazało się na tyle prorocze, że w pokrętny sposób opisuje tematykę całej nowej serii. W Quantico pojawia się nowy szef, Ted Gunn, który pokłada olbrzymie nadzieje w researchu Holdena, Billa i Wendy. Nagle zamiast walczyć o pozwolenie na każdy minimalny krok w postępie badań, bohaterowie dostają pozwolenie na sprawdzenie swoich teorii w praktyce. Pozornie świetna prospektywa na rozwój okazuje się skokiem na zbyt głęboką wodę, gdy w grę zaczynają wchodzić problemy osobiste agentów. Holden walczy z zaburzeniami lękowymi, Bill odczuwa wpływ nietypowej wokacji na relacje ze swoją rodziną, a Wendy przeżywa kryzys wartości, żyjąc w świecie, w którym jej orientacja seksualna jest uznawana za zaburzenie porównywalne z psychopatią. Nie najlepsza to ekipa do reprezentowania przełomowej techniki profilowania psychologicznego w środowisku alienującym jakąkolwiek odmienność jako wybrakowanie lub zło. 

„Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat” - Talmud Babiloński, Sanhedryn, 37a

Do tego dochodzi jeszcze głośna na całe U.S.A. sprawa morderstw dzieci w Atlancie, która ma być pierwszą rozwiązaną przy oficjalnym udziale jednostki behawiorystycznej. Niestety przy zderzeniu z prostymi policjantami z południa oraz wrażliwą polityką miasta z wysokim odsetkiem populacji afroamerykańskiej i aktywności Ku Klux Klanu, misja bohaterów rozmywa się.  To zdecydowanie najciekawszy wątek w tym sezonie, zdający się stawiać pytanie czy społeczeństwo, będące de facto umysłem zbiorowym rodzaju ludzkiego, nie wykazuje patologii podobnych sposobom myślenia seryjnych morderców. Z jednej strony na Holdena naciskają rodziny ofiar, powołując się na systemowy rasizm i ignorowanie mniejszości, z drugiej strony Bill musi temperować teorie Holdena, zanim staną się zbyt niewygodne dla przełożonych i władz miasta. 

Twórcy prowadzą ten wątek w pozornie mozolny sposób, przeciągając nas przez każdą przeszkodę razem z agentami. Biurokracja, problemy z komunikacją w połączonych jednostkach międzyorganizacyjnych, próby przypodobania się elektoratowi. To wszystko przekierowuje próby osiągnięcia sprawiedliwości na wygodny dla wszystkich kompromis – bajkę, którą sprzedaje się mediom, kreaując fałszywy obraz świata. Jesteśmy świadkami przemiany szlachetnej metodologii w narzędzie zysku.  

Zdaje się to przedstawiać szerszy problem. Badanie i łapanie jednostkowych morderców nie załatwi sprawy, dopóki nie zrozumiemy szerszych problemów trapiących nasze społeczeństwo. Potworem nachodzącym w nocy i mordującym ludzi nie jest Charles Manson czy Ted Bundy. Są to ludzie zepchnięci przez innych na margines, źle traktowani przez swoje rodziny, pozbawieni szansy na rozwój. Na temat powiązań pomiędzy niedrożnością systemu cywilizacyjnego a zaburzeniami psychicznymi jednostek możnaby napisać całą pracę doktorancką. Zanim to zrobię, po prostu polecę wam obejrzenie nowej serii tego napisanego z głębią i doskonale oprawionego w gustowne zdjęcia oraz niepokojącą muzykę serialu.

 

 

Gra aktorska
10
Zdjęcia
10
Muzyka
10
Scenariusz
10
Po prawie dwóch latach "Mindhunter" powraca z jeszcze bardziej fascynującym i cudownie napisanym drugim sezonem.
Ocena czytelników
8.5

Plusy

  • traktowanie ikonicznych morderców jako zwyczajnych ludzi
  • skupienie na szczegółach
  • metodologia nad satysfakcją z rozwiązania zagadki

Minusy

  • brak

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.