Recenzja do: Osmosis (2019 )
Recenzje

Gdyby zapytać ludzi, co dałoby im największe szczęście, zapewne większość z nich odpowiedziałaby, że miłość. Taka prawdziwa, na zawsze, z kimś, kto idealnie ich rozumie i odpowiada na wszystkie potrzeby. Druga połówka. Są ludzie, którzy twierdzą, że taką miłość odnaleźli, są i tacy, którzy szukają jej nadal. Są niestety i ci, którzy nigdy jej nie zaznali. Czy każdemu z nas jest pisana?

Znalezienie idealnego partnera brzmi prawie jak główna wygrana w totolotka. Może w tym jednak pomóc nowoczesna technologia. Większość singli korzysta na co dzień z portali randkowych i aplikacji pomagających w łączeniu się w pary. Jednak rodzeństwo Melville poszło o krok dalej. Twierdzą, że dzięki ich wynalazkowi można odnaleźć tego jednego, jedynego (lub tę jedną, jedyną), przeznaczonego nam na zawsze. W najnowszej francuskojęzycznej produkcji „Osmosis” możemy przekonać się, czy to założenie jest prawidłowe.

Nowe technologie w służbie miłości

Z wielkim zainteresowaniem sięgnęłam po ten tytuł. Nieczęsto mam okazję oglądać francuskie science fiction. Tytułowe Osmosis to technologia mająca zapewnić ludziom odnalezienie bratniej duszy – drugiej połowy. Jej wynalazcami jest genialne rodzeństwo, balansujące na granicy geniuszu i szaleństwa: Paul i jego młodsza siostra Esther. Ich pomysł opiera się na połknięciu implantu, a za jego pomocą – wpuszczeniu nanorobotów do mózgu. Te skanują myśli, odbierają impulsy, przeczesują umysł człowieka. Łączą się z social mediami i na podstawie zebranych danych dopasowują idealnego partnera. Brzmi jak bajka, prawda?

Serial przedstawia krótki czas testowania beta wersji. Dwunastu zróżnicowanych ochotników poddaje się tej procedurze, a widz z zapartym tchem oczekuje na wyniki dopasowania i odnalezienia przez testerów prawdziwej miłości. Każdy z nich to osiąga, choć ich historie są inne. Pełne porażek, zawahania, błędów, ale też niezwykłych przeżyć graniczących z ekstazą. Jednak żadna z nich nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać. Droga do miłości i szczęścia jest zwykle pełna zarówno tych dobrych, jak i złych niespodzianek. Znalezienie drugiej połowy jako źródło szczęścia – zbyt piękne, by mogło być prawdziwe. 

Osmosis jest zaprzeczeniem tego, czym są współczesne aplikacje randkowe. Nie polega na wybieraniu i przebieraniu w kolejnych partnerach, wypróbowywaniu nowych opcji. Nie daje żadnych możliwości wyboru. Tylko jedna osoba na świecie jest nam pisana. Już samo to założenie brzmi dość bezkompromisowo. „Osmosis” nie koncentruje się na zagrożeniach, jakie serwuje nam nowa technologia. Bardziej pyta o naturę ludzką. Czy dla każdego z nas miłość jest najważniejsza? Co by się stało, gdyby okazało się, że nasz obecny partner nie jest tym jedynym? Czy można żyć w poczuciu bezkresnego szczęścia? Czy miłość to tylko szczęście?

Dla widza dużo ciekawsze jest znajdowanie odpowiedzi o naturę ludzką i pojmowanie miłości niż zagnębianie się w niuanse technologiczne. W tym przypadku Osmosis jest tylko narzędziem i od nas zależy, co z nim zrobimy.

osmosis netflix

Miasto zakochanych

W serialu nie brakuje pobocznych wątków, z dramatem rodzinnym w tle. Poznajemy najskrytsze sekrety rodzeństwa i zagłębiamy się coraz dalej w strukturę ich psychiki. Choć ich umysły są genialne, są niestabilni, pokiereszowani emocjonalnie, żyjący głównie ambicją i chęcią udowodnienia własnych racji. Paul wierzy w Osmosis zbyt mocno, Esther – wcale. To wszystko ukazane jest w nienagannej estetyce science fiction. Obrazy zatopione są w ostrych kolorach, światło, z wyjątkiem scen rodzinnych, jest kontrastowe, wielobarwne, odrealnione. Zupełnie inaczej prezentują się pejzaże Paryża. Miasto ukazane jest pocztówkowo, idealne ulice i budynki skąpane są w delikatnym słońcu, trudno odróżnić je od miasta, jakie znamy współcześnie. Stolica Francji jest idealnym miejscem do powstania Osmosis. W mieście zakochanych trudno nie uwierzyć w jedną, wieczną miłość. Aż się prosi, by na urokliwych mostkach robić sobie zdjęcia z ukochanym i szeptać do ucha „Je t’aime” wśród parkowych ścieżek.

Akcja toczy się w niedalekiej przyszłości. Scenografia jest oszczędna, dobre wrażenie robią kostiumy. Połączenie tego, co znamy, z odrobiną fantazji na temat tego, jak będą wyglądać przyszłe pokolenia, daje interesujące efekty. 

Czy jest nam to potrzebne?

Trudno mi polecić ten serial każdemu. Na pewno zostanie on lepiej przyjęty przez fanów gatunku. Choć bywa porównywany do jednego z odcinków „Black Mirror”, a mowa o „Hang the DJ”, to zapewne nie zaskarbi sobie takiej rzeszy fanów. Nie jest to jednak czyste science fiction. To mieszanka dramatu rodzinnego, thrillera i kryminału. Pierwszy odcinek jest nieco nużący, ale wraz z kolejnymi epizodami akcja nabiera tempa, odkrywane są kolejne karty, pojawiają się nowe sekrety. Zdecydowanie łatwiejszy będzie w odbiorze dla widzów z filozoficznym zacięciem, zwłaszcza tych, którzy są gotowi zadawać pytania bez oczywistych odpowiedzi. Muszę mu jednak zarzucić nieco luk fabularnych i nie najlepsze zakończenie. Sporo w nim widać braku logiki, uproszczeń i naciąganych faktów, zwłaszcza w działaniu tytułowego Osmosis i wprowadzaniu go na rynek. Mimo wszystko warto go obejrzeć i potraktować jako lekcję. Czasem warto zawierzyć własnemu człowieczeństwu, wyjść po prostu w wiosenny dzień z domu i zamiast wpatrywać się w ekran telefonu z aplikacją randkową, rozejrzeć się wokół siebie i odwzajemnić czyjś uśmiech.

Serial dostępny na platformie Netflix.

Gra aktorska
8
Zdjęcia
8
Muzyka
6
Scenariusz
6
Aplikacje randkowe. Korzysta z nich prawie każdy. Czy technologie mogą wybrać za nas tą jedną, jedyną? Najnowszy serial Netflixa przekonuje nas, że jest to możliwe, ale czy na pewno?
Ocena czytelników
6

Plusy

  • dobre zdjęcia
  • Paryż
  • ciekawy, filozoficzny temat

Minusy

  • luki fabularne
  • nieco powolna akcja na początku serialu

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Osmosis

Nowy serial sci-fi skupia się na futurystycznej wersji rzeczywistości, w której ludzie dopasowani są ze swoimi bratnimi duszami przez aplikację randkową. Program …