Recenzja do: Once Upon a Time (2011 )
Recenzje

Problem z „Once Upon a Time” pojawił się na długo przed emisją finałowego sezonu. Gdzieś w okolicach czwartej serii pomysł na tę produkcję zaczął się wypalać i nawet najbardziej kreatywne podejście do motywów z bajek i baśni nie było w stanie przerwać rutyny, w jaką stopniowo popadał ten serial. Ostatni odcinek szóstego sezonu miał zadatki na świetne, widowiskowe zakończenie, na co miałam szczerą nadzieję. Niestety powstał też siódmy – a on był już przysłowiowym gwoździem do trumny.

Zróbmy ludzi w balona

O tym, jak bardzo źle jest z tym serialem, przekonałam się, gdy pojawiły się informacje, że po szóstym sezonie z obsady odchodzi większość głównych aktorów, m.in. Jennifer Morrison (Emma), Ginnifer Goodwin (Śnieżka) czy Josh Dallas (Książę) – czyli tak naprawdę ludzie, którzy zbudowali tę produkcję od samego początku. Twórcom niespecjalnie to przeszkodziło, ale żeby jakoś wybrnąć z sytuacji, postanowili, że... siódmy sezon będzie swoistym rebootem całej serii. Historia miała się powtórzyć, tylko tym razem w roli „głównodowodzącego” wystąpił dorosły już Henry. Na bohaterów znowu spadła mroczna klątwa, która sprawiła, że zapomnieli, że są postaciami z bajek i tylko pocałunek prawdziwej miłości mógł tę klątwę przerwać. Been there, done that.

Once Upon a Time, Dawno dawno temu, serial, ABC, 7 sezon, ostatni sezon, recenzja, kasacja, Henry, Jacinda, Kopciuszek, Cinderella, Ella, Tiana, Captain Hook, Killian Jones, Kapitan Hak

Najbardziej wkurza mnie fakt, że twórcy bezczelnie próbowali zagrać na emocjach fanów. Prawdopodobnie doskonale zdawali sobie sprawę, że jako taką oglądalność zapewniał im już tylko sentyment starych oglądaczy, którym przykro było rzucać serial, z którym spędzili kilka lat (tak było w moim przypadku). Z pewnością znajdzie się wielu obrońców siódmej serii, ale dla mnie była ona tylko wyjątkowo niepotrzebnym, niesmacznym i niestarannie odgrzanym kotletem. Gdybym chciała jeszcze raz popatrzeć, jak randomowy człowiek radzi sobie z klątwą i faktem, że jego bliscy są bohaterami z bajek, to włączyłabym pierwszy sezon. Siódmy nie dostarczył niczego nowego, chyba że odkrywczym nazwać fakt, że już dawno nie czułam się tak znudzona przy oglądaniu jakiegokolwiek serialu. Przy okazji od zażenowania cierpła mi skóra, bo nie potrafiłam uwierzyć, że to produkcja, która parę lat temu należała do moich ulubionych. „Ej, a może zrobimy jeszcze raz to samo, tylko z nieco innymi bohaterami? Może ludzie, którzy to oglądają, są debilami i się nie zorientują?”, „No dobra” – mniej więcej tak wyobrażam sobie dialog scenarzystów.

Najnudniejsze happily ever after

Oczywiście twórcy starali się ze wszystkich sił, żeby udowodnić, że mają pomysł na ten sezon i doskonale wiedzą, co z nim robią (tak naprawdę to nie). Dostaliśmy zatem całą masę nowych wątków, m.in. relację alternatywnego (z innej rzeczywistości – tak, dobrze czytacie) Haka i jego córki, która notabene zakochuje się w pewnej łuczniczce; w międzyczasie Henry dorósł i zdążył założyć rodzinę, Regina nagle stała się barmanką, a rolę złej macochy przejęła Victoria Belfrey, burmistrz miasteczka Hyperion Heights, dokąd przenosi nas akcja serialu. Niestety 90% tych wątków nie robi na widzu większego wrażenia, bo poszczególne odcinki są wyjątkowo przewidywalne i schematyczne. Właściwie gdybym miała zrobić listę rzeczy, które się w tym sezonie w jakiś sposób udały, to nie byłaby ona zbyt długa. W sumie to ją zrobiłam. Oto ona:

– relacja Reginy i Zeleny (i Regina sama w sobie – Lana Parrilla wciąż jest niesamowita w tej roli, uwielbiam tę kobietę);

– Adelaide Kane jako jedna z przyrodnich sióstr Kopciuszka – ta aktorka należała do nielicznych, którzy wnieśli jakiś powiew świeżości do tej serii;

– gościnne pojawienie się Piotrusia Pana (był na ekranie jakieś 20 sekund, dobre i to);

– finałowy odcinek (bo miło było zobaczyć znajome twarze).

Once Upon a Time, Dawno dawno temu, serial, ABC, 7 sezon, ostatni sezon, anulowanie, kasacja, recenzja, Adelaide Kane, Drizella, Ivy

I to tyle. Reszta była o kant dupy potłuc. „Once Upon a Time” już jakiś czas temu przestało mnie zaskakiwać kreatywnymi interpretacjami znanych bajek, więc naprawdę, Alicja z Krainy Czarów będąca lesbijką nie zrobiła już na mnie większego wrażenia. Tak swoją drogą, ciekawym jest, jak łatwo twórcy zapomnieli o tym, co zostało pokazane już wcześniej. Nawiązanie do wspomnianej Alicji stało się przecież motywem przewodnim spin-offu (bardzo kiepskiego spin-offu, należy dodać), „Once Upon a Time in Wonderland”. Tylko że tam bohaterkę odgrywała zupełnie inna aktorka, a sama postać... w niczym nie przypominała Alice/Tilly, którą poznaliśmy w tym sezonie. No i jak mam to rozumieć, skoro ponoć obie produkcje rozgrywają się w jednym uniwersum? Ponadto Henry nie zakochuje się w byle kim, bo w samym Kopciuszku/Jacindzie. Tyle że Kopciuszek... pojawił się już w sezonie pierwszym. I tak, dobrze myślicie, wyglądał zupełnie inaczej niż Jacinda. Czy któraś z nich była oszustem-przebierańcem, czy to ja czegoś nie pojmuję?

Jakby tego było mało, zupełnie się pogubiłam – i odnoszę wrażenie, że twórcy również – w linii czasowej, w jakiej rozgrywała się akcja. Już nie wiedziałam, co działo się w którym świecie, kiedy jest teraz, a witki doszczętnie mi opadły, kiedy się okazało, że ta nowa klątwa nie tylko zasponsorowała zbiorową amnezję, ale również podróż w czasie. WTF?

Ale to już było i nie wróci więcej (Bogu dzięki)

Jak już wspomniałam, odcinek finałowy chyba jako jedyny z całego sezonu nie umęczył mnie tak, jak pozostałe epizody. Cieszyłam się na chociaż gościnny powrót bohaterów z poprzednich serii, a na ostatniej scenie nawet się nieco wzruszyłam, bo mimo wszystko spędziłam z tym serialem dobrych kilka lat. Niestety całość jest niezwykle nużąca, banalna i powtarzalna. Jak długo można oglądać Rumpelstiltskina, który wciąż nie wie, czy być dobrym, czy złym? Ile odcinków potrzeba, żeby mieć po dziurki w nosie wątku kolejnej naburmuszonej zołzy, która próbuje przeszkodzić bohaterom i jest tak sztampowym złym charakterem, że bardziej się nie da?

Once Upon a Time, Dawno dawno temu, serial, ABC, 7 sezon, ostatni sezon, recenzja, anulowanie, kasacja, Andrew J. West, Henry, older Henry, Lucy

Aktorsko było nienajgorzej (przynajmniej w większości przypadków). Muszę przyznać, że dorosły Henry, grany przez Andrew J. Westa, okazał się całkiem sympatyczną postacią – szybko go polubiłam, przyszło mi to zdecydowanie łatwiej, niż w przypadku jego młodszej wersji. O cudownej Lanie Parrilli już mówiłam, dobrze spisała się również Rebecca Mader jako Zelena. Miłym zaskoczeniem – czego nie omieszkałam umieścić na mojej liście powyżej – okazała się Adelaide Kane. Aktorka wycisnęła ze swojej bohaterki dosłownie wszystko, tworząc postać tak wielowymiarową i barwną, że równie dobrze ten sezon mógłby być skupiony wyłącznie na niej i byłabym wniebowzięta. Colin O’Donoghue (Kapitan Hak) oraz Robert Carlyle (Rumple) nie pokazali niczego ponad to, co już widzieliśmy w poprzednich sezonach, co nie jest oczywiście wadą. Żeby jednak nie było tak kolorowo, szalę po stronie irytacji musiała przechylić Dania Ramirez w roli Jacindy/Kopciuszka. Mam pewne podejrzenia, że ta kobieta po prostu nie potrafi grać. Normalnie nie czepiam się też aktorów dziecięcych, ale Alison Fernandez (Lucy) mnie zwyczajnie drażniła. Jaka matka, taka córka.

Pod względem technicznym serial w żaden sposób nie zaskoczył. „Once Upon a Time” przyzwyczaiło już widzów do raczej kiepskich, ale jakimś sposobem pasujących do estetyki serialu efektów specjalnych, prostych, powtarzalnych zabiegów montażowych czy gry kolorami. Nawet motyw muzyczny się nie zmienił – muzyka zresztą rzadko odgrywała w tej produkcji jakąś szczególną rolę, stanowiła po prostu „nierzucające się w ucho”, dopasowane tło.

Dawno dawno temu, Once Upon a Time, serial, ABC, 7 sezon, ostatni sezon, recenzja, anulowanie, kasacja, Andrew J. West, Lana Parrilla, Regina, Evil Queen, Henry

Dawno, dawno temu...

Nie skłamię, jeśli powiem, że będę tęsknić za „Once Upon a Time”. Tyle że ta tęsknota zaczęła się już dawno temu, kiedy po trzech pierwszych, rewelacyjnych sezonach zaczął się wkradać banał i coraz większy brak logiki w fabule. Tutaj też tych nieścisłości nie brakowało (najpierw w retrospekcji widzimy Henry’ego, granego już przez Westa, jak opuszcza rodzinny dom w Storybrooke, po czym dostajemy inną retrospekcję, pokazującą bohatera na kilka dni przed tym wyjazdem, ale wówczas... gra go Jared S. Gilmore. Ach, to dorastanie, tak szybko się dzieje). Przykro mi, że twórcy chcieli jeszcze na siłę pociągnąć ten siódmy sezon, podczas gdy szósty pozostawiłby nas, widzów, z dużo lepszymi wspomnieniami. Bo naprawdę trudno opisać słowami, jak zła była ta ostatnia seria. Może udam, że nigdy jej nie widziałam.

Gra aktorska
6
Zdjęcia
4
Muzyka
4
Scenariusz
2
Siódmy sezon „Once Upon a Time” to już tylko ostatnie podrygi umierającego od dawna serialu. Wielka szkoda, że produkcja z takim potencjałem musiała skończyć się w wyjątkowo nudny, przerysowany i nielogiczny sposób.
Ocena czytelników
7.5

Plusy

  • Adelaide Kane
  • sporo czasu ekranowego poświęcono relacji Reginy i Zeleny
  • finałowy odcinek
  • BARDZO krótkie pojawienie się Piotrusia Pana

Minusy

  • brak spójności
  • błędy logiczne w fabule
  • nuda, banał i przewidywalność
  • żenująca próba reanimacji tego samego pomysłu
  • Jacinda
  • nieciekawe, często schematyczne wątki

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Once Upon a Time

W dniu 28 urodzin do drzwi Emmy puka pewien chłopiec. Dzięki niemu kobieta trafia do niewielkiego miasteczka Storybrooke, gdzie postacie z bajek i baśni istnieją …