Recenzja do: The Mechanism (2018 )
Recenzje

Jednym z fajniejszych aspektów działalności Netflixa jest to, że regularnie wyciąga nas z „anglosaskiej” strefy komfortu i raczy produkcjami z innych stron świata. Nie tak dawno zachwycaliśmy się choćby niemieckim „Dark” czy hiszpańskim „La casa de papel”, a w ostatni weekend na platformie pojawił się brazylijski „O Mecanismo” i choć produkcja ta raczej nie ma szans stać się kolejnym hitem Netflixa na miarę wyżej wspomnianego „Dark”, to ogląda się ją całkiem przyjemnie. Z pewnością spodoba się zwłaszcza tym, którzy lubią fabuły oparte na słynnych politycznych aferach.

Operacja Myjnia

„O Mecanismo”, czy – jak chce Netflix – „Dobrze naoliwiona maszyna” (sic!), to opowieść o operacji Lava Jato (Myjnia). To wciąż trwające śledztwo doprowadziło do trzęsienia ziemi na brazylijskiej scenie politycznej, było przyczyną impeachmentu prezydent Dilmy Rouseff, skazania prawomocnym wyrokiem na karę pozbawienia wolności jej poprzednika Lulę oraz aresztowań prezesów największych brazylijskich firm, z naftowym potentatem Petrobras na czele. Przede wszystkim zaś ukazało Brazylię jako kraj toczony wszechobecną korupcją i rozmaitymi biznesowo-politycznymi układami. Jest w serialu doskonała, wymowna scena, w której jeden z głównych bohaterów wzywa ekipę do naprawienia pękniętej rury kanalizacyjnej pod swoim domem i podczas dyskusji o horrendalnej cenie usługi jest informowany dokładnie o tym kto, ile i dlaczego na niej zarobi. Rozmowa o pękniętej rurze tak naprawdę pokazuje nam zasadę działania Brazylii jako państwa, w którym politycy przyjmują kasę i prezenty od biznesmenów, w zamian ustawiając pod nich wielomilionowe przetargi, prawnicy czuwają nad tym, by nic złego nikogo za to nie spotkało, a wysoko postawieni policjanci boją się wychylić.

the mechanism, netflix, serial brazylijski, o mecanismo, dobrze naoliwiona maszyna, recenzja

Głównymi bohaterami „O Mecanismo” są policjanci: Marco Rufo, który rozpoczął całe dochodzenie, oraz Verena Cardoni, jego zastępczyni, która kontynuuje walkę po tym, gdy Rufo zostaje złamany. Rufo w młodości chodził do szkoły z Roberto Ibrahimem, który już w szkolnych latach był złodziejem, a później organizował pranie pieniędzy skorumpowanej elity. Podczas gdy Rufo przez lata uczciwej pracy dorobił się niewielkiego domu, używanego Fiata w wersji kombi i niewielkiego skrawka pola, Ibrahim prowadzi wystawne życie za pieniądze Brazylijczyków. Próbując dobrać mu się do skóry, Rufo trafia na ślad afery, której zasięgu zapewne się nie spodziewał. 

Niekonsekwencje

„O Mecanismo” ogląda się przyjemnie, ale jest to serial zaledwie niezły. Sama historia jest na tyle ciekawa, że mamy ochotę zobaczyć ją w całości od razu, momentami jednak brakuje jej spójności. Sam Rufo to człowiek, którego twórcy chcą nam przedstawić raz jako geniusza, by kilka chwil później wskazywać na jego bezradność. Dlatego ciekawsza dla widza jest Verena, walcząca nie tylko z układem, ale i z niechęcią oraz sabotażem ze strony przełożonego, niepotrafiąca jednocześnie poukładać sobie życia prywatnego. Nie jest to może jakaś wybitnie oryginalna postać, ale za to taka, której widz wierzy i kibicuje. Duża w tym zasługa wcielającej się w tę postać aktorki Caroline Abras, której oszczędny występ stanowi jedną z mocniejszych stron produkcji.

Aktorsko ogólnie jest przyzwoicie, problemem natomiast jest sposób, w jaki napisano (lub poprowadzono) pewne role. Taki Ibrahim na przykład to pięknoduch, król życia, gość, który w zasadzie niejednokrotnie wzbudza naszą sympatię (również dobra rola Enrique Diaza). Czy powinniśmy się dziwić, że korzysta z życia? Co takiego złego zrobił na naszych oczach poza tym, że pomagał grubym rybom prać brudne pieniądze i dzięki temu dostał mu się kawałek tortu? To sympatyczny facet, może tylko nieco za sprytny i zbyt ceniący sobie własną wygodę. Samo przedstawienie tej postaci w taki sposób nie jest niczym złym, ale gdy twórcy co chwilę, choćby poprzez komentarze Rufo i Vereny, wbijają widzowi do głowy, że ten sam Ibrahim to diabeł wcielony, coś tu ewidentnie zgrzyta. Podobnie rzecz wygląda z wątkiem tzw. „Czarodzieja”, sędziwego i schorowanego byłego ministra sprawiedliwości, będącego obrońcą podejrzanych biznesmenów. Głos zza kadru co chwila informuje nas, że ten stary człowiek to mistrz prawa, zna wszystkie kruczki i sztuczki oraz że jest skłonny użyć każdej z nich, byle by oddalić zagrożenie od swoich klientów. Tymczasem na ekranie widzimy starszego człowieka, który momentami sprawia wręcz wrażenie przerażonego obrotem spraw, a w rozmowach, podczas których teoretycznie powinien na ekranie rozbłysnąć jego prawniczy geniusz, wszystkim, na co go stać, jest błagalny ton, uderzanie w dramatyczne nuty i odwoływanie się do starych znajomości.

o mecanismo, the mechanism, netflix, brazylijski serial, serial nieanglojęzyczny, dobrze naoliwiona maszyna, recenzja

Świetnie natomiast wypadają na ekranie prawdziwi antagoniści – ów biznesowo-prawniczo-polityczny zlepek, uważająca się za lepszą kasta prawdziwych właścicieli państwa, pozbawiona jakichkolwiek moralnych wątpliwości, gotowa za wszelką cenę bronić własnego stanu posiadania. W jednej ze scen postać, która chwilę wcześniej wyniosła z biura swojego teścia obciążające go dokumenty, w rozmowie o grożących im konsekwencjach mówi, że wierzy w sprawiedliwość. W „ich” sprawiedliwość. To chyba właśnie chęć zobaczenia jak w końcu dopadnie ich wszystkich prawdziwa sprawiedliwość sprawia, że widz odpala kolejne odcinki. 

Niewykorzystany potencjał

Jakkolwiek jednak historia rzeczywiście wciąga, to trochę brakuje tu emocji. Głos zza kamery nieustannie uprzedza wydarzenia na ekranie, co z jednej strony ma sens, w końcu oglądamy serial oparty na faktach, więc stopniowanie napięcia rozwojem wydarzeń nie jest tu najważniejsze. Z drugiej jednak sprawia, że „O Mecanismo” ani razu tak naprawdę nie chwyta za gardło. Czasami ciężko oprzeć się wrażeniu, że twórcy zwyczajnie chcieli odhaczyć najważniejsze momenty afery i w sposób mechaniczny prowadzą akcję z punktu A do punktu B itd. To jest tak naprawdę najważniejszy problem tego serialu: nie angażuje emocjonalnie widza w stopniu, w jakim mógłby to robić, brakuje w nim scen, które zapadną widzowi w pamięci. Szkoda, bo był tu ewidentnie potencjał na coś zdecydowanie większego, a otrzymujemy jedynie nieco wystającego ponad przeciętność średniaka. 

„O Mecanismo” to serial, który mimo wszystkich swoich wad wart jest jednak zobaczenia. Jest całkiem nieźle zagrany, ładnie nakręcony i okraszony niezłą, choć dyskretną muzyką. Przede wszystkim zaś zabiera nas w odległą część świata, która rzadko znajduje się w centrum naszych zainteresowań. Brazylia pokazana w serialu może i tonie w korupcji i z pewnością nie jest najszczęśliwszym miejscem do życia dla zwykłego człowieka, ale ma swój ukryty, niekłamany urok. „O Mecanismo” doczeka się ciągu dalszego i niżej podpisany, mimo dość krytycznego stosunku, chętnie go obejrzy. 

Cały pierwszy sezon (8 odcinków) obejrzeć można w serwisie Netflix.

Gra aktorska
7
Zdjęcia
8
Muzyka
6
Scenariusz
5
Oparty na faktach brazylijski serial kryminalny o słynnej operacji Lava Jato. Nieźle nakręcony i zagrany, scenariusz jednak pozostawia nieco do życzenia. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że nie do końca wykorzystano potencjał tkwiący w materiale źródłowym.
Ocena czytelników
6

Plusy

  • gra aktorska
  • soundtrack
  • aspekty wizualne
  • wciągająca fabuła

Minusy

  • mechaniczne prowadzenie akcji
  • brak zaangażowania emocjonalnego widza

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane