2
Recenzja do: Future Man (2017 )
Recenzje

14 listopada swoją premierę na platformie Hulu miał pierwszy sezon „Future Man”. Jeśli pilot miał zachęcić do dłuższego pozostania z serialem, to nie spełnił tych oczekiwań.

Produkcje nawiązujące do lat 80. wyrastają niczym grzyby po deszczu. Kto tylko poczuje zapach pieniądza, od razu zabiera się do tworzenia kolejnego serialu lub filmu, który wywoła w odbiorcach nostalgię. W myśl zasady „kiedyś to było pięknie” powstał również „Future Man”. Produkcja w zamyśle miała być parodią blockbusterów dotyczących podróży w czasie. Niestety, w pierwszym odcinku jest zbyt mało ironii, a za wiele żartów o kupie.

Josh Futturman (Josh Hutcherson) jest woźnym w laboratorium medycznym, któremu jedyne, co w życiu wyszło, to posiadanie nazwiska brzmiącego jak „future man”. Niedawno przekroczył dwudziestkę, mieszka z rodzicami, a wieczorami i podczas przerw w pracy gra w grę, którą mało kto lubi. Właśnie to ostatnie okazuje się być jego drugim życiowym sukcesem, bo oto udaje mu się – jako pierwszemu na świecie – przejść całą kampanię. Josh to typowy nieudacznik, jakich wielu w produkcjach filmowych i telewizyjnych. Oczywiście nagle nadarza się okazja, aby zmienił swoje życie: w jego pokoju pojawia się dwoje głównych bohaterów gry, którą właśnie zakończył – Tiger i Wolf. Przybywają z przyszłości, która nie jest kolorowa. Oznajmiają Joshowi, że jego ulubiona gra była jedynie testem mającym odnaleźć Wybrańca, który uratuje ludzkość i zapobiegnie szaro-burej przyszłości.

Future Man

Historia jest bardzo wtórna, ale daje również spore pole do popisu. Niestety, w pierwszym odcinku nie dowiadujemy się za wiele ani o Tiger i Wolfie, ani nie jest nam dane obejrzeć minionych dziesięcioleci. Tylko na chwilę przenosimy się do roku 1969, który od współczesności wydaje się różnić jedynie modelami samochodów i tym, że w telewizji akurat nadają relację z lądowania na Księżycu. Nudy.

Zanim zaczęłam pisać tę recenzję, postanowiłam, że dam „Future Man” jeszcze jedną szansę. Zwiastun produkcji Hulu obiecywał mieszankę nostalgii z zabawnymi gagami, dobrymi scenami akcji i przyzwoitą obsadą. Co do ostatniego – nie mam co narzekać. Zarówno Hutcherson, jak i Eliza Coupe oraz Derek Wilson potrafią sprawić, że serialowych bohaterów ogląda się z przyjemnością. Zaznaczę, że jest to zadanie niezwykle trudne, ponieważ postacie albo zostały marnie napisane, albo dopiero w następnych odcinkach będzie mi dane je poznać. Po pierwszym epizodzie niezbyt interesują mnie losy głównego bohatera oraz przybysza z przyszłości, Wolfa. Jednak Tiger ma coś w sobie: wydaje mi się, że pod warstwą agresji i głupkowatości kobieta skrywa traumatyczne przeżycia albo chociaż duży bagaż emocjonalny. Mam nadzieję, że nie są to jedynie czcze życzenia.

Niestety, danie drugiej szansy temu serialowi było niezwykle trudnym zadaniem. Wszystko przez te nieszczęsne żarty. Może przesadziłam z oczekiwaniami, bo czego można spodziewać się po produkcji reżyserowanej przez Setha Rogena i Evana Goldberga, ale czy naprawdę potrzebujemy kolejnego serialu, w którym humor opiera się na żartach o seksie i kupie?

Future Man

Josh zniszczył swój joystick, więc poszedł kupić drugi. Zwyczajna scena, wręcz niepotrzebna – a jednak nagle zamieniła się w długą dyskusję ze sprzedawcami o tym, którego z bohaterów gier najchętniej by przelecieli. Główny bohater najchętniej fantazjuje o Tiger – co twórcy kilkanaście minut później nawet nam pokazują. Josh postanawia uczcić przejście kampanii masturbacją, podczas której marzy o pocałunkach z postacią z gry. Sam akt nie jest czymś, czego należy unikać w serialach, a scena fantazji Josha, w której całuje komputerową wersję Tiger, przypadła mi do gustu, ale… twórcy postanowili obrócić wszystko w żart. Tuż przed orgazmem w pokoju bohatera pojawiają się przybysze z przyszłości i Josh wytryskuje na Wolfa. Serio, Hulu?

Takich smaczków jest sporo. Jak na trzydziestominutowy odcinek zdecydowanie za dużo, więc bardzo szybko oglądanie „Future Man” staje się po prostu niesmaczne. Jeśli lubicie taki poziom humoru, to na pewno będziecie się świetnie bawić, bo nawiązań do dziurek, 69 i fekaliów jest co niemiara. Jednak mój mózg bardzo cierpiał, kiedy musiał tego słuchać.

W internetowych zakamarkach produkcja cieszy się uznaniem, więc może coś w tym jest i kiedy obejrzę cały sezon wrócę do was odmieniona. Jednak pilot „Future Man” określam jako ogromny zawód.

Gra aktorska
6
Zdjęcia
5
Muzyka
5
Scenariusz
2
To, co miało być ciekawą parodią filmów z lat 80., okazało się zestawieniem TOP 10 najpopularniejszych żartów o seksie i kupie. Jednak wciąż mam nadzieję, że pilot był jedynie falstartem.
Ocena czytelników
2

Plusy

  • Aktorzy robią, co mogą, żeby wycisnąć coś dobrego ze scenariusza

Minusy

  • Niski poziom humoru
  • Nieciekawy scenariusz
  • Brak odpowiedniego przedstawienia bohaterów

Komentarze

(2)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

  • Solv
    Solv

    Totalnie nie zgadzam się z recenzją (zresztą recenzowanie tylko pilota jest delikatnie mówiąc dziwne). Scenariusz jest taki bo właśnie ma taki być (bzdurny, totalnie zakręcony). Humor mógłby być bardziej wyrafinowany ale to chyba jedyna wada jak dla mnie. Serial jest idealny na wieczór do piwka. Zero myślenia, sama rozrywka.

  • Zuzanna Włodarkiewicz
    Zuzanna Włodarkiewicz
    @Suzie95

    Jak dla mnie jest na razie ok. Potrzebowałam czegoś takiego, gdzie nie muszę myśleć i mogę się odmóżdżyć.

Powiązane

Seriale

Future Man

Josh Futturman, w ciągu dnia dozorca, nocą jeden z najlepszych gamerów na świecie, zostaje rekrutowany przez przybyszów z przyszłości do ocalenia świata przed obcymi.