Recenzja do: Nightflyers (2018 )
Recenzje

George R. R. Martin zdobył ogromną sławę dzięki adaptacji serii książek „A Song of Ice and Fire”, którą HBO wykorzystało do stworzenia serialu „Game of Thrones”. Szybko stało się jasne, że tak rozpoznawalny autor prędzej czy później doczeka się kolejnych propozycji ekranizacji swoich dzieł. Martin jest bardzo płodnym pisarzem, a co najważniejsze, nie zamyka się tylko w jednym gatunku. HBO postanowiło sięgnąć po fantasy jego pióra, co przyczyniło się do ogromnego wręcz wzrostu popularności tego gatunku. Syfy natomiast wybrało science fiction, a dokładnie krótkie opowiadanie z 1980 roku, „Nightflyers”. Jak się okazało, nawet największy talent pisarski może nic nie znaczyć, jeśli adaptacja zostanie zrealizowana przez nieodpowiednie osoby.

Nightflyers, sezon 1, recenzja, Syfy, Netflix

Klątwa Syfy

Większość fanów sci-fi słysząc nazwę stacji Syfy kręci nosem, a w ich głowach uruchamia się tysiąc podprogramów ostrzegawczych. Przez lata Syfy produkowało niskobudżetowe seriale i filmy klasy B, tylko kilkukrotnie osiągając jakiś większy sukces. Efekty specjalne rodem z Painta, drewniane aktorstwo i fatalnie napisane scenariusze nie powstrzymały właścicieli stacji przed brnięciem dalej w to dziwne przedsięwzięcie. Wraz z rozwojem platform streamingowych coś się wreszcie zmieniło. Koprodukcje np. z Netflixem dostarczyły potrzebnych pieniędzy, czego jednym z pierwszych efektów jest właśnie „Nightflyers”. Serial pokazał wszystkim, jak daleką drogę przeszło Syfy, ale także jak wiele jeszcze drzemie w niej demonów przeszłości, w niektórych momentach bardzo widocznych na ekranie. Pomimo tak znanego nazwiska, stojącego za tym serialem, czyli Martina, zaskakujące jest, jak małe zainteresowanie wzbudziła ta produkcja. Przyczyny należy zapewne upatrywać w odwiecznym problemie promocji danego dzieła i najpewniej najwięcej komentarzy dotyczących „Nightflyers” pojawi się po premierze światowej na platformie Netflixa. Niestety data tego wydarzenia wciąż nie została podana.

Nightflyers, sezon 1, recenzja, Syfy, Netflix

Misja

„Nightflyers” jako adaptacja Syfy przedstawia grupę naukowców, wyruszających w rejony kosmosu, do których nikt nigdy wcześniej nie dotarł. Na pomysł tak niebezpiecznej misji wpadł naukowiec, Karl D'Branin, który jakiś czas wcześniej odkrył tajemniczy obiekt, przemierzający rubieże naszego Układu Słonecznego. Zebrał on więc ekipę doświadczonych przedstawicieli różnych dziedzin nauki i postanowił dowiedzieć się, czym dokładnie jest obiekt nazwany Volcryn. Powody, dla których wszyscy godzą się na udział w tej misji, nie są do końca czysto akademickie, ale pokierowane fatalną sytuacją na Ziemi. Planeta umiera, a ludzkość jest dręczona przez tajemniczą zarazę, która najpewniej w bardzo niedalekiej przyszłości wszystkich wybije. D'Branin zachowuje się w tym momencie mocno egoistycznie, o czym możemy przekonać się podczas późniejszych wydarzeń, ale jego charyzma zjednała mu wielu. Udało mu się namówić Roya Erisa, kapitana statku kolonizacyjnego Nightflyer na to, aby przewiózł ekipę badawczą do miejsca spotkania z Volcrynem. Nikt nie przypuszcza nawet, jak fatalne konsekwencje dla wszystkich na pokładzie będzie miała ta decyzja.

Nightflyers, sezon 1, recenzja, Syfy, Netflix

Szaleństwo czy manipulacja?

Od pierwszych minut obecności naukowców na pokładzie statku sytuacja jest, delikatnie mówiąc, napięta. Załoga bardzo sceptycznie podchodzi do pomysłu tak dalekiej podróży, ale nikt nie zamierza podważać doświadczenia kapitana. Nastawienie zdecydowanie większej części załogantów ulega znacznej zmianie po informacji, że na pokład został zabrany L1, czyli telepata pierwszej kategorii. D'Branin odkrył zaskakujące podobieństwo pomiędzy sygnałami dochodzącymi z Volcryna i tymi emitowanymi przez telepatę. Jego plan jest prosty: użyć go do komunikacji z obiektem. Problem w tym, że L1 ma na sumieniu bardzo złe uczynki, o czym doskonale wiedzą wszyscy na pokładzie. Od tego momentu tak naprawdę zaczyna się powolne budowanie napięcia, które ma wzbudzić w widzu niepokój czy nawet strach. Niestety wychodzi to bardzo słabo, chaotycznie nawet. Pierwsze trzy odcinki serialu w pełni są poświęcone snuciu historii o tym, jak to ludzie bez zdolności telepatycznych gardzą telepatą i zrobią wszystko, żeby go ukatrupić. L1, zwany też Thalem, nie jest im dłużny w tej nienawiści i z uporem maniaka wchodzi do ich umysłów, mieszając im mocno w głowach. Dochodzi do niemal dantejskich scen, efektem których jest oczywiście śmierć kogoś z załogi, ale tutaj ponownie pojawia się geniusz D'Branina. Naukowiec tak zmanipulował Erisa, że ten jest w stanie zapomnieć o tym, co się działo na pokładzie jego statku, byle tylko dolecieć w wyznaczone miejsce i nawiązać kontakt z obiektem. Załoga nie wie finalnie, kto jest odpowiedzialny za chaos na pokładzie – telepata czy usterki systemu? Eris zaczyna w tym momencie wyglądać na typowego poszukiwacza przygód, zdolnego do ogromnych poświęceń, byle tylko zrobić krok w przyszłość, dotrzeć tam, gdzie nie dotarł jeszcze nikt przed nim i zobaczyć rzeczy niewidziane nigdy przez ludzkie oczy. Jego potrzeba odkrywania jest chyba jedyną stałą cechą charakteru wśród wszystkich bohaterów serialu i tylko sam D'Branin potrafi go w tej stałości zwyciężyć.

Strona 1 z 2
Gra aktorska
6
Zdjęcia
7
Muzyka
6
Scenariusz
7
„Nightflyers” jest serialem strasznie nierównym. Kiepski początek, doskonały środek, średnia końcówka i fenomenalny finał, wszystko to sprawia, że serial budzi u odbiorcy bardzo mieszane uczucia.
Ocena czytelników
7

Plusy

  • odcinki 4., 5. i 6.
  • minimalizm scenografii
  • świetne zrozumienie istoty sci-fi przez twórców
  • rozwinięcie wątku Volcryna
  • finał

Minusy

  • strasznie słabe pierwsze trzy odcinki
  • momentami przynudzał
  • sporo przegadanych bez sensu scen
  • Melantha Jhirl
  • dziecinnie naiwny kapitan

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Nightflyers

Przyszłość. Grupa naukowców wyrusza w kosmos w kierunku niezidentyfikowanego obiektu, mogącego być ratunkiem dla umierającej Ziemi. Z czasem ich pogląd na tę sytuację …