Recenzja do: Diablero (2018 )
Recenzje

Pod koniec 2018 roku Netflix obdarował nas pierwszym sezonem serialu „Diablero”. Meksykańska produkcja o egzorcystach i ich walce ze złem stała na naprawdę tragicznym poziomie. Jednak stacja postanowiła kontynuować przygody naszych bohaterów, a ja – nie wiedzieć czemu – również odpaliłem Netflixa i zacząłem oglądać. Czy jest lepiej?

Promyczek nadziei zdmuchnięty błędami przeszłości

Jest lepiej, jeśli chodzi o… ilość odcinków. Pierwszy sezon liczył 8 epizodów, teraz mamy ich tylko 6. Jest to niewątpliwy plus, bo przy pierwszym spotkaniu moja męka była strasznie długa. Tym razem okazała się o wiele krótsza i chwała twórcom za to. Nie wiem, na co liczyłem, ale „Diablero” nadal nie jest dobrym produktem, choć widać delikatny progres. Przy pierwszym zetknięciu z serialem najbardziej narzekałem na to, że traktuje się go zbyt poważnie i dopiero w dość intensywnym finale pomysłodawcy wprowadzili luźniejsze elementy. I właśnie początek 2. sezonu wpływa w bardziej komediowe nurty oraz nie tonie w „poważniackim” bagnie. Może nie jest to jakiś specjalnie wyrachowany humor, lecz niektóre jego elementy nawet potrafią rozbawić. Szkoda, że nie było tak od początku – wtedy prawdopodobnie mógłby to być całkiem przyjemny seans. Niestety, pamiętam masę błędów, które towarzyszyły mi podczas oglądania poprzedniego sezonu. To produkcja tak nierówna, że aż bolą oczy. I pomimo obrania nieco innego, lepszego kierunku, to reszta komponentów idzie w rozsypkę. 

Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę… I to szybko!

Niesamowite wydaje się tempo całego serialu. Nie, to nie jest wcale komplement, a wręcz odwrotnie. W 2. sezonie nasza specyficzna ekipa poskramiaczy demonów nie jest już razem. Po opanowaniu apokalipsy każdy poszedł w swoją stronę, co więcej – jeden z bohaterów znalazł się w czyśćcu. Jak możecie się domyślić, nadchodzi nowe zagrożenie, a więc trzeba ruszyć tyłek, odszukać wszystkich członków i przekonać ich, aby ponownie walczyli ze złem. Jeśli myślicie, że przywódca grupy będzie opracowywał jakiś genialny plan i prowadził rozmowy motywacyjne na eksperckim poziomie, to muszę was rozczarować. Elvis nie bardzo się stara. Pyk, pyk – szybka gadka i jazda – no problemo, idziemy za tobą w ogień. I nie tylko w ogień. Okazuje się, że dotarcie do czyśćca prowadzi przez… wirującą pralkę. Pomysł tak absurdalny, że nawet w swojej głupocie zabawny, jednak ciąg przyczynowo-skutkowy w kolejnych minutach zostaje mocno zachwiany. Już na etapie 2. odcinka ekipa jest zwarta i gotowa do boju. Nastąpiło to po szybkich negocjacjach czy perswazjach słownych. Widać, że twórcom bardzo się śpieszy, przez co cierpi budowanie napięcia, a relacje między bohaterami są mało wiarygodne.  

Trudne sprawy i źli, którzy są bardzo źli

Kiedy już drużyna wkracza na wojenną ścieżkę, to wcale nie jest lepiej. Powracają niektóre wątki z poprzedniej odsłony, a także głęboko skrywane tajemnice. Dowiemy się, co stało się z dzieckiem, które zniknęło na początku serialu. Powróci stary znajomy (z dość ciekawym image’em) i oczywiście pojawi się nowy antagonista. Kolejny potworny element. Nie czuć żadnego zagrożenia. Organizacja, która ma swój demoniczny plan, po prostu sobie istnieje. Nie wiedzieć czemu, wszyscy na około trzęsą portkami, że ich czyny mogą doprowadzić do końca świata, lecz ja zupełnie tego nie czułem. Porównując sytuację do tego, co się działo w 1. sezonie, należałoby stwierdzić, że ta frakcja to jakiś żart. Jej motywacje oraz działania tylko pozornie mają miejsce, a my musimy uwierzyć w to na słowo honoru. 

Nigdy więcej

Ja twórcom „Diablero” nie wierzę już wcale. To produkcja, w której leży i radośnie kwiczy tak wiele składników. Realizacja jest na totalnie amatorskim poziomie. Jesli ktoś narzekał na efekty specjalne w serialowym „The Witcher”, to zapraszam do obejrzenia efektów prac speców właśnie od tej produkcji. Montaż okazuje się szkaradny, zdjęcia nudne, a aktorstwo umowne. Scenarzyści również nie wiedzą, co robią, bo wszystko jest pretekstowe, napisane ślamazarnie i chaotycznie. Pomimo tego, że twórcy zmienili trochę ton historii, to utrzymuję swoje stanowisko – „Diablero” to produkt tandetny, bez pomysłu i zrobiony nie wiadomo po co i nie wiadomo dla kogo. Stanowczo odradzam po raz drugi, ale teraz na pewno robię to po raz ostatni. Stacja anulowała serial. Tak bardzo mnie cieszy ta informacja, bo – znając moje masochistyczne zapędy – wróciłbym ponownie do tego serialu. I znowu cierpieć największe męki.

Gra aktorska
3
Zdjęcia
3
Muzyka
2
Scenariusz
4
O Słodki Jezu w morelach, meksykańscy egzorcyści znowu będą zabijać demony! „Diablero” w 2. sezonie wraca z mniejszą liczbą odcinków, a te nie są już tak śmiertelnie poważne. Jednak to w dalszym ciągu seans tylko dla wytrwałych.
Ocena czytelników
3

Plusy

  • Bardziej luzacki ton opowiadanej historii
  • Mniejsza ilość odcinków

Minusy

  • ciąg przyczynowo-skutkowy
  • brak napięcia
  • słabe relacje między bohaterami
  • techniczne bagno błędów

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Recenzje