Recenzja do: Elite (2018 )
Recenzje

Po wielkim sukcesie „La casa de papel” („Dom z papieru”) było tylko kwestią czasu, kiedy znowu zobaczymy niektórych aktorów na ekranie. Tydzień temu premierę miało „Elite”, w którym wystąpiła trójka znanych nam już twarzy. Czy i tym razem spisali się świetnie? I czy wyróżniali się na tle innych?

W szkole dla elity pojawia się trójka osób z klasy robotniczej – Samuel, Christian oraz Nadia – i nie zostają zbyt dobrze przyjęci. Tworzy to cały szereg wydarzeń, które niczym domino, prowadzą do śmierci jednej osoby.

Już od pierwszych zdjęć czy zwiastunu było wiadomo, że „Szkoła dla elity” będzie serialem młodzieżowym. Osadzenie akcji w prestiżowej placówce, gdzie główne skrzypce gra młodzież i ich problemy, nie zdominowało jednak całej fabuły. Mamy tu bowiem element kryminalny – wprowadzony za pomocą przesłuchań, które często zapowiadają, o czym będzie kolejna retrospekcja. Bo struktura narracji „Elite” jest retrospekcyjna. Serial rozpoczyna się sceną z miejsca zdarzenia. Nie wiemy, kto zginął, widzimy jedynie zatrzymanie Samuela. A następnie, w miarę posuwania się kolejnych przesłuchań, twórcy serwują nam historię chronologicznie, aż do ostatniego odcinka. Perspektywy niektórych wydarzeń, pokazywane z punktu widzenia różnych osób, uzupełniają nam cały obraz i podkreślają, że czasem wystarczy jeden mały szczegół, by wywołać lawinę błędów i złych decyzji. Trafił do mnie taki sposób – budował napięcie, zwiększał zaciekawienie, kto zabił i dlaczego, a to wszystko podkreślała praca kamery, dzięki czemu widz ma dostarczone także wrażenia wizualne.

Wachlarz twarzy

Mamy w „Elite” całą gamę różnych osób. Nadia (Mina el Hammani) jest muzułmanką, zmuszoną zrezygnować z hijabu w szkole; ambitna Lu (Danna Paola) walczy o status najlepszej uczennicy; Samuel (Itzan Escamilla) boryka się z problemami pierwszej miłości i nie zostaje zbyt dobrze przyjęty w szkole, a jego brat właśnie wyszedł warunkowo z więzienia. We wspomnianego brata, Nano, wciela się Jaime Lorente, znany z roli Devnera w „La casa de papel” – po raz kolejny odgrywa rolę tego złego, beznadziejnie zakochanego, i po raz kolejny mnie zachwycił. Dużą rolę otrzymał również Miguel Herrán, znany jako Rio z „Domu z papieru”, w „Elite” odgrywający Christiana, niezbyt mądrego, ale za to wesołego i rozrywkowego chłopaka, który wplątuje się w dziwny układ z Carlą i Polem. Mamy tu również postać Mariny, która jest chyba największą zagadką dla mnie, bo w momencie, w którym już zaczynałam ją lubić, robiła coś strasznie głupiego. Nie pomagał tu też fakt, że aktorka ją grająca, María Pedraza, w „La casa de papel” grała podobnie irytującą postać (Alison Parker). Cała trójka, znana nam z tej fenomenalnej produkcji, w „Elite” dalej prezentuje świetny poziom, a cała reszta bohaterów dobrze im dorównuje. Każda z postaci jest ciekawa – nawet kiedy irytuje.

Duża liczba bohaterów, na których skupia się serial, a którzy są jednocześnie podejrzanymi w sprawie o morderstwo, daje również duże pole manewru dla przeróżnych wątków. Twórcom udało się to pogodzić w świetny sposób. Osiem odcinków, po około 40 minut każdy, wykorzystali co do minuty najlepiej, jak się dało, rozwijając w dużym stopniu każdy temat. Poruszane są problemy z narkotykami i uzależnieniami, wątek różnic społecznych, łamania prawa, szantażu (i to nie jednego), pojawia się też motyw LGBTQ+. Jednocześnie mamy tu duży nacisk na nagość – dużo rozbieranych scen, pełno seksu. Ta wulgarność w zasadzie mi nie przeszkadzała, wprost przeciwnie, dodawała smaku niektórym scenom.

Efektowna powtarzalność

Na wspomnienie zasługuje też muzyka. Niekiedy stanowi ledwo słyszalne tło, na które nie zwraca się zbytnio uwagi, a innym razem jest głośna, intensywna i ucicha w momencie, gdy bohater na ekranie zdejmuje z uszu słuchawki – ten zabieg bardzo mi się spodobał, a twórcy użyli go kilka razy, zawsze w świetnym momencie.

Sam wątek kryminalny nie jest zbyt mocny. Nie ma tu typowego prowadzenia śledztwa. Są jedynie krótkie sceny z przesłuchań, które nakierowują fabułę. Do samego końca nie wiadomo, kto zabił, chociaż przez tych kilka odcinków byłam już kilka razy pewna, że wiem. Wtedy twórcy zawsze rzucali mi w twarz czymś, co zmieniało mój sposób myślenia. A gdy już zobaczyłam efekt końcowy – byłam zaskoczona, bo sprwcą okazał się ktoś, kogo podejrzewałam najmniej. 

Spędziłam z „Elite” świetny czas. To nie jest serial wygórowany i ambitny. Może i trąca za bardzo teen dramą, ale pozostaje dobrą produkcją, która stanęła na wysokości zadania i absolutnie spełniła moje oczekiwania. Nie mogę się doczekać kolejnego sezonu, a wierzę, że się go doczekamy.

Gra aktorska
9
Zdjęcia
9
Muzyka
9
Scenariusz
8
„Elite”, chociaż bazuje na znanych nam dobrze motywach i zagraniach, ma w sobie „to coś”. Ciekawie przedstawiona historia, która wciąga widza już od pierwszych scen.
Ocena czytelników
8.5

Plusy

  • różnorodność postaci
  • wielowątkowość
  • sposób prowadzenia historii

Minusy

  • powtarzalne motywy

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Elite

Serial opowiada o wydarzenia dziejących się w szkole Las Encinas. Trójka dzieciaków z klasy robotniczej jest przekonana, że za sprawą stypendiów umożliwiających …


Aktualności