Recenzja do: Mrs. America (2020 )
Recenzje

W 1972 roku Kongres Stanów Zjednoczonych przyjął Equal Rights Amendement, w skrócie ERA, czyli poprawkę do konstytucji. Jej celem było – mówiąc bardzo ogólnikowo – zrównanie praw obu płci. By taka poprawka rzeczywiście weszła w życie, konieczna jest ratyfikacja, czyli ostateczna zgoda poszczególnych organów państwowych, w tym przypadku legislacji stanowych. Wydawało się, że zatwierdzenie ERA to kwestia czasu, aż tu nagle pojawiła się ona – Phyllis Schlafly, do dziś określana jako najsłynniejsza amerykańska antyfeministka.

Stop ERA, czyli kobiety kontra kobiety

Schlafly związana z polityką była już od lat. Startowała zresztą do Kongresu, ale bez powodzenia. Jednak zanim zajęła się jawnym sprzeciwem wobec ERA, jej zainteresowania obracały się raczej wokół militariów, wojska i obrony kraju. Niemniej w latach 70. powołała do życia ruch krytykujący wspomnianą poprawkę, czym zjednała sobie wiele innych Amerykanek. Schlafly uważała, że ERA pozbawi kobiety prawa do alimentów czy też zmusi je do służby wojskowej w związku z trwającą wojną w Wietnamie.Jednocześnie w tym samym czasie w USA coraz bardziej wzrastała świadomość problemów, jakie wiązały się ze stereotypizacją płci i nie tylko. Mówiono o prawie do aborcji, o emancypacji. Twarzą ruchu feministycznego została wówczas Gloria Steinem, dziennikarka i aktywistka, jedna z organizatorek krajowego marszu kobiet na rzecz równości, który odbył się w 1970 roku. Nie zapominajmy też, że pod koniec lat 60. w Kongresie zasiadła pierwsza zarnoskóra kobieta, Shirley Chisholm, która zresztą później ubiegała się o nominację prezydencką.

Mrs America recenzja

Jak na razie nie wspomniałam nic o samym serialu, ale „Mrs. America” przedstawia właśnie opisane przeze mnie w bardzo skrótowy i niezbyt zgrabny sposób wydarzenia. Zarysowanie ich jest kluczowe do tego, by zrozumieć, jakie przesłanie stoi za tą produkcją, w jakim celu ona powstała i czego właściwie dotyczy. I chociaż realia oddane są w sposób niezwykle barwny, dzięki czemu nie mamy wątpliwości, że cofamy się do lat 70., to jednak porażające jest to, jak wiele wywołanych w tym tytule dyskusji nadal trwa i nie zapowiada się, by miały wkrótce ucichnąć.

Dbałość o szczegóły

Z pewnym zażenowaniem przyznam, że nie znałam bliżej historii pokazywanej w serialu. Mimo to zachęciła mnie tematyka, zapowiedzi oraz oczywiście obsada z Cate Blanchett w roli Phyllis Schlafly na czele. Aktorsko jest tutaj zresztą naprawdę znakomicie. Blanchett stworzyła postać antypatyczną, ale nie przejaskrawioną – samodzielnie możemy wyciągnąć wnioski na jej temat. Ja chociażby odniosłam wrażenie, że antyfeminizm Phyllis nie rozwinąłby się do tego stopnia, gdyby nie to, że jej wcześniejsze polityczne działania nie spotkały się z takim sukcesem, jakiego oczekiwała. W tym upatrzyła dla siebie szansę na zaistnienie i wprowadzenie istotnych zmian. Jest to o tyle ciekawe, że wielokrotnie widzimy na ekranie, jak Phyllis jest dyskryminowana przez mężczyzn – i to nawet chwilę po tym, jak zapewnia, że nigdy jej to zjawisko nie dotknęło.

Cała reszta obsady również znakomicie sobie radzi. Jestem zachwycona Rose Byrne grającą Glorię Steinem, która ma w sobie nieprawdopodobną charyzmę, siłę i urok czy też Sarah Paulson w roli koleżanki Phyllis – pozornie nieśmiałej, ale jednak zdecydowanej.

Mrs America recenzja

W tej materii zjawiskowa jest również sama charakteryzacja. Wystarczy porównać sobie autentyczne fotografie z bohaterkami, które obserwujemy na ekranie i trzeba przyznać, że tutaj zadziałały nie tylko znakomite zdolności aktorskie, ale także kostiumy, fryzury czy makijaż. Właściwie cała scenografia prezentuje się nieźle. Jeśli dodamy do tego całkiem dynamiczny montaż, sprawną reżyserię oraz odpowiednio dopasowaną muzykę, to zyskujemy dzieło rzeczywiście przemyślane i dopięte na ostatni guzik. Bez względu na temat, trzeba przyznać, że „Mrs. America” po prostu dobrze się ogląda. Odcinki wciągają i na dodatek cieszą oko, dlatego tym łatwiej przyswoić poszczególne smaczki w fabule.

Z klasą

Trzeba przyznać, że niespodziewanie premiera „Mrs. America” doskonale wstrzeliła się czasowo w to, co aktualnie ma miejsce w Polsce. Stąd też moja początkowa uwaga, że niektóre z dyskusji nadal trwają. Aktualność serialu naprawdę przeraża, miejscami tak bardzo, że siłą rzeczy zadawałam sobie pytanie: „czy to na pewno działo się w latach 70., a nie tydzień temu?”.

Nie ma jednak sensu zagłębiać się w polityczne dywagacje, bo nie od tego są recenzje. Powiem więc, że podoba mi się, w jaki sposób historia jest prowadzona. Trzy jak dotychczas dostępne odcinki idą wspólną ścieżką, jednak narracja rozbija się na trzy tory: na Phyllis, Glorię i Shirley. Mam nadzieję, że ten zabieg utrzyma się aż do samego końca, bo umożliwia poszerzenie perspektywy, a my, jako widzowie, rzeczywiście będziemy czuli, że otrzymaliśmy pełny obraz.

Mrs America recenzja

Dodatkowo podoba mi się, że twórcom udało się zachować w miarę neutralne podejście. Oczywiście wydźwięk jest dość jasny, mimo to serial stara się pokazać obie strony konfliktu jednakowo, tak by pozostawić odbiorcy wolne pole. Nie ma tu propagandy, nie ma nakłaniania do danej opinii – jest wciągająca opowieść pełna emocji, która nie potrzebuje gwałtownych, dramatycznych skoków akcji, by sprowokować do myślenia i utrzymać przy ekranie.

Serial dostępny na platformie HBO GO.

Gra aktorska
9
Zdjęcia
8
Muzyka
8
Scenariusz
8
„Mrs. America” miało bardzo dobry początek w postaci trzech barwnych, napakowanych treścią odcinków, które pochłaniają od pierwszych minut. Dbałość o detale i podejmowanie ważnych tematów w sposób nienachalny to z pewnością klucz do tego, by stać się jedną z bardziej interesujących premier ostatnich miesięcy.
Ocena czytelników
8

Plusy

  • znakomita obsada
  • kostiumy i scenografia
  • muzyka
  • szeroka perspektywa

Minusy

  • niedosyt – chciałoby się wiedzieć więcej i więcej

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.