Recenzja do: Mr. Iglesias (2019 )
Recenzje

Dzieł popkultury o legendarnych nauczycielach powstało już sporo. Nie spodziewałam się zatem, że nowa produkcja komediowa Netflixa, „Mr. Iglesias”, jakoś zrewolucjonizuje ten temat. Moje przypuszczenia okazały się zgodne z rzeczywistością, choć efekt mimo wszystko jest całkiem zadowalający.

Każdy zasługuje na drugą szansę

Gabe Iglesias uczy historii w jednym z publicznych amerykańskich liceów. Jego klasa jest nie byle jaka; to zbieranina dzieciaków z najróżniejszych środowisk, w tym takich, w których wyraźnie brakuje pieniędzy. Gdy Gabe dowiaduje się, że szkoła planuje wyrzucić jego uczniów, ponieważ odstają poziomem od reszty, decyduje się zorganizować wakacyjne lekcje, by pokazać zarządowi liceum, a przede wszystkim swoim podopiecznym, że tkwi w nich ogromny potencjał, którego w żadnym wypadku nie należy marnować.

Motyw wykorzystany w tym serialu jest niezwykle popularny. Nie po raz pierwszy belfer (i to o dość ekstrawaganckich metodach nauczania) staje w obronie uczniów uważanych z jakiegoś powodu za „gorszych”. I poza wpajaniem im wiedzy pokazuje też, jak rozwijać talent i umiejętności, a przy tym mierzyć wysoko i nie bać się marzyć o lepszym świecie. W efekcie oczywiście okazuje się, że w niepozornych nastolatkach drzemią ogromne pokłady inteligencji i ambicji – a przynajmniej u większości z nich.

Komedia nie skupia się jednak wyłącznie na tym. Akcja regularnie przenosi nas do pokoju nauczycielskiego bądź do pobliskiego baru, gdzie możemy obserwować potyczki słowne nauczycieli. Gabe, Tony i Abby, jako nauczyciele historii, mają wiele wspólnych tematów, ale równie dużo ich dzieli ze względu na skrajnie inny światopogląd. Jeśli dołożyć do tego Raya, nauczyciela starej daty, Paulę – szczerą do bólu dyrektorkę i jej asystenta, Carlosa, otrzymujemy mieszankę iście wybuchową.

Mr. Iglesias, Profesor Iglesias, serial, seriale komediowe, sitcom, Netflix, sezon 1, recenzja, Gabriel Iglesias

Bohaterowie ciekawi, gorzej z aktorami

Postacie w serialu są naprawdę barwne i interesujące. Jestem właściwie pełna podziwu, że w jednym świecie przedstawionym znalazło się tylu bohaterów o tak zróżnicowanych osobowościach. Scenariusz bowiem nie przeznacza całego miejsca wyłącznie na nauczycieli, odrobina czasu ekranowego dostała się też niektórym uczniom (mam nadzieję, że w przypadku powstania drugiego sezonu będzie tego znacznie więcej). Produkcja stara się podchodzić do wielu odrębnych wątków – właściwie tematyka letniej szkoły i nadrabiania zaległości przez słabszych uczniów zanika po pierwszych dwóch odcinkach, by potem pokazać takie rzeczy jak strajk, konkurs talentów, przygotowywanie się do naukowego decathlonu czy też wybór odpowiedniej uczelni. Poprzez pojedyncze wątki serial całkiem nieźle pokazuje, że znaczna część uczniów nie ma na głowie wyłącznie nauki, a i samo chodzenie do szkoły może się wiązać z ogromnym stresem i wieloma wyzwaniami. Odpowiednie pokierowanie nastolatkiem (nie zmuszanie go) sprawia, że jakoś odnajduje się w tym chaosie, w efekcie czego w przyszłości podąży właściwą ścieżką zawodową.

Niestety, mimo ciekawie rozpisanych postaci znacznie cierpi gra aktorska. Gabriel „Fluffy” Iglesias, jak można się łatwo domyślić, wciela się w tytułowego bohatera; jeśli ktoś nie kojarzył wcześniej tego pana, to spieszę z informacją, że jest on przede wszystkim uznanym amerykańskim stand-uperem latynoskiego pochodzenia. I chociaż ma już na koncie trochę ról, szczególnie w produkcjach telewizyjnych, podczas oglądania „Mr. Iglesias” nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że ten człowiek nie gra, tylko właśnie występuje na scenie. Z łatwością dałoby się wyciąć całe fragmenty, gdzie chyba zapominał, że to serial, a nie jeden z jego performance’ów. Oczywiście nie da mu się odmówić plastycznej mimiki i niesamowitej zdolności do modulowania głosu, no i siłą rzeczy jego bohatera się lubi, ale wolałabym, żeby bardziej skupiał się na wpasowaniu w czas i miejsce akcji, zamiast odstawiać show.

Mr. Iglesias, Profesor Iglesias, sitcom, serial, seriale komediowe, sezon 1, Netflix, recenzja

Gra aktorska pozostałych członków obsady też pozostawia wiele do życzenia. Nie wiem, czy tak wynikało ze scenariusza, ale większość (z naciskiem na Maggie Gehę grającą Abby) zachowywała się w niezwykle przerysowany, a przez to sztuczny sposób. Można założyć, że taka już specyfika serialu (zresztą w sitcomach to częste zjawisko), można się też przyzwyczaić, jednak od czasu do czasu pojawiały się myśli w stylu: „taaa, bo ta osoba na pewno by tak zrobiła w prawdziwym życiu”. Aktorzy wcielający się w uczniów nie robią jakiegoś specjalnego wrażenia, choć całkiem niezła wydała mi się Cree Cicchino w roli Marisol; jej postać zresztą szybko wylądowała w moich ulubionych.

Komedia komedią, ale… czy śmieszy?

Chociaż „Mr. Iglesias” sięga po naprawdę proste rozwiązania, również w zakresie żartów, to jednak muszę przyznać, że świetnie się bawiłam przy oglądaniu. Kilkukrotnie zdarzyło mi się zaśmiać na głos, a to wbrew pozorom nie zdarza się tak często. Bohaterowie całkiem celnie komentują aktualną sytuację polityczną czy edukacyjną (ale nie martwcie się – nie dostaniecie przepełnionego polityką produktu, to po prostu drobne wstawki), pojawia się też wiele komizmu sytuacyjnego i gagów. To wszystko sprawia, że całość jest niezwykle łatwa i przyjemna w odbiorze. Co prawda początek sezonu nieco mi się dłużył, a nawet nudził, jednak z czasem sytuacja się rozkręca, warto zatem przeczekać początkowe epizody i sprawdzić, czy może później fabuła wciągnie nas na tyle, by kontynuować przygodę.

Mr. Iglesias, Profesor Iglesias, serial, sitcom, seriale komediowe, sezon 1, Netflix, recenzja, Gabriel Iglesias

To nie jest z całą pewnością sitcom idealny. Brakuje mu oryginalnych rozwiązań, czegoś innowacyjnego, tymczasem tutaj mamy do czynienia z kalką wielu innych produkcji. Ponieważ jednak zawsze lubię mieć w zanadrzu jakiś lekki, niezobowiązujący serial (który jednocześnie nie wywołuje fali cringe’u), chętnie obejrzę kolejne odcinki tego, jeśli takowe powstaną. Może twórcy mnie zaskoczą, może sam Iglesias zaskoczy mnie umiejętnościami aktorskimi wykraczającymi poza stand-up. Może. Na razie jest nieźle, a zdecydowanie mogłoby być lepiej.

Serial dostępny na platformie Netflix.

Gra aktorska
5
Zdjęcia
7
Muzyka
6
Scenariusz
6
„Mr. Iglesias” to przyjemny sitcom do obejrzenia w letni wieczór. Bohaterowie wzbudzają sympatię (nawet pomimo przesadzonego zachowania aktorów), a humor jest utrzymany na całkiem niezłym poziomie. Ja dobrze się bawiłam i chętnie wrócę do serialu, jeśli powstanie kontynuacja.
Ocena czytelników
6

Plusy

  • humor
  • klimat
  • serial porusza różne tematy
  • lekka, przyjemna w odbiorze formuła
  • odcinki jak to w sitcomie są krótkie, dzięki czemu sezon nie jest rozciągnięty

Minusy

  • nieprzekonująca, przerysowana gra aktorska
  • trochę nużący początek sezonu
  • mało kreatywny

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Mr. Iglesias

Losy dobrodusznego nauczyciela historii w liceum, który pomaga uzdolnionym, jednak trudnym uczniom w znalezieniu lepszego jutra.