Recenzja do: Modern Love (2019 )
Recenzje

Kiedyś było fajniej.  Wieczne narzekanie na lepsze czasy, w których nawet związki były trwalsze, emocje realniejsze, a ludzie do siebie lgnęli, a nie przed sobą uciekali. Pamiętacie to?Ośmioodcinkowy serial „Modern love”, wyprodukowany przez Amazon, właśnie o tym opowiada. O miłości we współczesnym świecie, której daleko do tej, którą widzimy na okładkach gazet. Tej ociekającej lukrem i brokatem, od której rzewnieje serce, usta wyginają się w uśmiechu, a umysł, cóż umysł. Co najważniejsze – miłości niekoniecznie ograniczającej się do romantycznej relacji.

Seriali o miłości było już wiele. Mamy w końcu XXI wiek, a to wciąż sprzedaje się najlepiej – wielkie rozstania, a zaraz po tym wielkie powroty, okraszone takimi miłosnymi epopejami, że jedyne, na co ma się ochotę, to wyrzucenie telefonu bądź komputera za okno. Tymczasem tytułowe „Modern love” niesie ze sobą powiew świeżości.

Miłość we współczesnym świecie 


Dawno niczemu mocno nie słodziłam, chcę więc lojalnie ostrzec, że mogę dzisiaj ciut przedobrzyć. 
Wracając jednak do sedna; „Modern love” na przestrzeni ośmiu (rewelacyjnych) odcinków opowiada o miłości. Niby tej współczesnej, bo tak mówi tytuł, ale w sumie nie jestem pewna, czym miałaby się ona cechować. Tak czy inaczej – w odniesieniu do tytułu, współczesność można by wziąć od kultury, w której teraz żyjemy. W przełożeniu na odcinki  – że matki mogą samotnie wychowywać dziecko, para homoseksualistów adoptować dziecko, a starsza pani zakochać się w starszym samotnym panu, który przed laty stracił swoją żonę.  


Tak też jak wspomniałam we wstępie, jeśli komuś romantyczność kojarzy się z tęczą, cukierkami i lukrem, i jest do tego zupełnie i totalnie uprzedzony, to nie musi się bać, tu tego nie znajdzie. Znaczy – są oczywiście momenty pełne pokrzepienia, ale wciąż są to raczej wyjątki, bo tłem jest zwykła szara rzeczywistość i tacy sami ludzie, pełni wad, niedopowiedzeń, humorów, chorób i przejść za sobą. 


Prawdziwe życie jest do bani, ale polubisz je


Nie mogłam darować sobie cytatu z „Friends”, bo w odniesieniu do „Modern love” sprawdza się idealnie. Moim ulubionym odcinkiem był chyba „At the Hospital, an Interlude of Clarity”, w którym randkująca para trafia do szpitala. Spędzają ze sobą czas, rozmawiają, opowiadają o sobie i swoich problemach. Otwierają się przed sobą, i  jest to tak niewymuszone, że myślę przez chwilę „wow, tak może wydarzyć się w rzeczywistości” i chyba nie ma niczego lepszego od takiego uczucia i wrażenia. Parę razy cofałam któreś sceny, wyłapując kolejne szczegóły, niby nieistotne a robiące takie wrażenie. 


Wart wspomnienia jest również i ten odcinek („Take Me as I Am, Whoever I am”) gdzie bohaterka (Anne Hathaway) zmaga się z chorobą psychiczną i jest odrzucana przez kolejnych mężczyzn, którzy sobie z tym nie mogą poradzić. Przyglądamy się jej przygodom, zmaganiom z życiem i z samą sobą, po to, by zrozumieć lekcję. By się nauczyć, gdzie szukać szczęścia, gdzie może się ono znajdować, a gdzie raczej nie warto się zawodzić.


W gwiazdorskiej obsadzie 


Byłam do „Modern love” sceptycznie nastawiona i przyznaję się do tego. Czuję się winna, że odkładałam oglądanie, bo kiedy w końcu do tego przysiadłam, spędziłam dobry czas. Nie tylko za sprawą świetnie  napisanych historii, ale również gwiazdorskiej obsady. 


Co nie znaczy, że nie doceniam gry aktorów tych mniej znanych. Och nie. Tym milej się to ogląda, jak widzisz Anne Hathaway, albo Andrew Scotta (och!!!), albo Dev Patela, którego pamiętasz z filmu „Slumdog…”, a koło ich boku kogoś nieznanego, kto totalnie za nimi nadąża! 


Nie będę mówić swoich ulubionych odcinków, scen czy cytatów, bo tym pewnie zaspamuję gdzieś indziej. Jestem totalnie oczarowana, mile zaskoczona i doprawdy – jeżeli mignie wam gdzieś zwiastun, nie zastanawiajcie się ani chwili. Chociaż sama jestem wielbicielką krwi i morderstw na ekranie – chętnie zrobiłam sobie od tego przerwę. Was również do tego zachęcam. 

(Tu chciałam dodać jeszcze, że chapeu bas za ostatni odcinek, a szczególnie jego końcówkę – nie będę zdradzać, ale jeśli obejrzycie całość, pewnie przyznacie mi rację.)

„Bo lęk każdy odczuwa inaczej. Dla kogoś jest burzą, dla mnie – mgłą, która przenika mnie całego i nie potrafię się z niej wydobyć”. 

Serial dostępny jest na platformie Amazon Prime Video.

Gra aktorska
10
Zdjęcia
9
Muzyka
10
Scenariusz
8
Brakowało mi takiego powiewu świeżości. Czegoś na miarę współczesnej Bridget Jones, która pod postacią innych bohaterów i historii wciąż do nas przemawia. Miło, smutno, gorzko a jednak z jakimś przesłaniem. Oby więcej.
Ocena czytelników
8

Plusy

  • aktorzy
  • muzyka
  • scenariusz
  • powiew świeżości
  • autentyczność

Minusy

  • za krótki sezon
  • (poproszę więcej)

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Modern Love

Serial opowie osiem historii, skupiających się na różnych rodzajach miłości. Produkcja bazuje na esejach publikowanych w magazynie New York Times oraz podcaście …