1
Recenzja do: Luther (2010 )
Recenzje

Idris Elba powraca już po raz piąty do jednej ze swoich najlepszych ról. Mowa oczywiście o błyskotliwym i twardym Johnie Luterze. Szczerze mówiąc nie byłem zbyt optymistycznie nastawiony do jego kolejnych starć z kryminalistami po tragicznym, zaledwie dwuodcinkowym czwartym sezonie. Jednak muszę przyznać, że scenarzyści wysunęli wiele wniosków i powrót okazał się zaskakująco bezbolesny. Przynajmniej dla widza...

Z deszczu pod rynnę

Po pierwsze nowa sprawa kryminalna jest interesująca i świetnie poprowadzona. Po drugie Idris Elba jest jak zawsze turbo-dobry. Po trzecie i chyba najważniejsze – powrót Alice, i to w jakim stylu! Ponownie pojawia się w życiu Luthera w najmniej odpowiednim momemencie, wywracając wszystko do góry nogami. Nasz detektyw będzie zmuszony do pomocy starej znajomej, jednocześnie borykając się z poszukiwaniem mordercy i porachunkami z gangiem George’a Corneliusa. Jak się okaże, niektóre z tych wątków mają ze sobą bardzo dużo wspólnego, a ich połączenie ma dużo sensu. Obawiałem się, że fakt pojawienia się Alice to jedynie próba przyciągnięcia widzów, którzy postawili krzyżyk po poprzednim sezonie i jej udział będzie znikomy lub bardzo nieudolnie poprowadzony. Owszem, trochę tak jest, że z większą chęcią przystąpiłem do seansu, nie mogąc się doczekać, aż zobaczę ją na ekranie. Nie poczułem się jednak oszukany, bo jej wątek nie jest ani wtórny, ani naciągany. 

Relacja Alice-John oraz jej problemy z półświatkiem gangsterskim zdecydowanie dominują w tej odsłonie, przez co sprawa kryminalna trochę zdaje się stać w cieniu. A jest ona dosyć intrygująca: nieuchwytny morderca, siejący postrach na ulicach Londynu, którego historia jest doprawdy ciekawa oraz mroczna. Część elementów układanki dosyć szybko poukładamy sobie w głowie, ale kupuję w pełni jego motywacje. Równie szybko poznamy jego tożsamość, zajrzymy do jego domu, pracy, życia rodzinnego, a ten ostatni aspekt dosłownie mrozi krew w żyłach. I właśnie trochę szkoda, że momentami zapominamy o tym drugoplanowym wątku. Przez takie prowadzenie fabuły nieco umyka nam samo śledztwo, nasi bohaterowie w zbyt szybkim tempie wpadają na kolejne tropy, szczególnie Luther, który na miejsca zbrodni wpada dosłownie na chwilę. Wiadomo, nasz detektyw ma poważniejsze sprawy na głowie niż poświęcanie całej swojej uwagi na policyjne pierdoły. 

Blood of London

Krew się będzie lała. Jest mroczniej i brutalniej niż zwykle, to trzeba przynać. Szczególnie w finale, kiedy będziemy zmuszeni pożegnać się z niektórymi postaciami. Twórcy nie patyczkują się, trup ściele się gęsto, zarówno jesli chodzi o randomowych bohaterów, jak i tych, którzy zagrzali miejsca na dłużej. Serial zawsze był poważnym, mrocznym kryminałem, ale takiej eskalacji przemocy jeszcze nie było. Nie znaczy to jednak, że będziemy świadkami tortur rodem z „Hostelu” lub „Saw” czy sugestywnie pokazanych martwych ciał w stylu „Seven”. Czerwona jucha nie barwi całego ekranu, jednak w porównaniu do poprzednich odsłon jest w tym temacie progres. Na szczęście nie jest on przesadzony, a wygładzenie niektórych scen odebrałoby relalizmu tej mrocznej opowieści.

Najmroczniejszy jak zawsze jest nasz czarnoskóry, charyzmatyczny tytułowy bohater. Ponowne pojawienie się Alice sprawia, że Luther ma częste wahania. Stoi na skraju przepaści. Jeden krok to przodu i zniknie w ciemności, z której nie będzie już powrotu. Lawiruje między sympatią i toksyczną reacją z bezczelną i dobrze wyszkoloną Alice oraz profesjonalną pracą policjanta. A naprawdę trudno to pogodzić. Zawsze tak było, że był skomplikowaną postacią, pełną sprzeczności, złości oraz stania na krawędzi między moralnością, sprawiedliwością i pracą policjanta. Nawet w poprzednim sezonie, pomimo słabego poziomu, jego postać hipnotyzowała widza. Idris Elba odwalił kawał dobrej roboty i tym razem nie jest inaczej.

Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść

Finał jest niesamowicie dramatyczny, pełen emocji i zwrotów akcji. Nie wszystkie rozwiązania można uznać za trafione, jednak ostatnia scena jest idealna, aby zakończyć historię niestrudzonego detektywa. Pamiętliwi fani serii odnajdą również nawiązanie do początków serialu, tworzące swoisty most między prologiem a epilogiem. Piąty sezon idealny nie był, odstaje poziomem od tego, co było na początku, jednak po poprzedniej odsłonie jest to ogromny krok do przodu. Nie wiem, czy z Lutherem się jeszcze spotkamy, czy to na ekranie telewizora, czy kina, ale wcale mi na tym nie zależy. Czasem trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść i to jest właśnie ten moment. 

Gra aktorska
8
Zdjęcia
7
Muzyka
7
Scenariusz
6
Po ostatnim, słabiutkim czwartym sezonie „Luthera” wcale nie czekałem na kolejne przygody niestrudzonego detektywa. Tymczasem twórcy wysunęli wnioski i piąta odsłona jest o niebo lepsza. Mam jednak nadzieję, że to już ostatnie spotkanie z bohaterami tego serialu.
Ocena czytelników
9

Plusy

  • relacja Luther-Allice
  • interesująca sprawa kryminalna
  • wprowadzenie większej brutalności

Minusy

  • sprawa kryminalna na drugim planie
  • wiele uproszczeń scenariuszowych

Komentarze

(1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

  • Michał Ziaja
    Michał Ziaja
    @michax

    Jest zdecydowanie lepiej jak w serii czwartej, która była tak tragiczna, że nie pamiętam z niej dosłownie nic. Zresztą z serii 1-3 też nie wiele pamiętam, ale to bardziej wina tego jak dawno te serie leciały (2010,2011 i 2013). Ale to że jest lepiej jak w 4 serii nie oznacza, że jest super, bo jest średnio, a czasami przyzwoicie. Dla mnie 5 sezon to idealny przykład na to, zresztą cały serial, też najlepsze serie czyli 1 i 2, że Idris Elba w roli Luthera przerósł serial. Jest to kapitalny przykład tego jak jedna postać robi cały serial, jak jeden aktor ciągnie serial na swoich barkach, a reszta ekipy zwyczajnie nie daje rady w starciu z Elba. Jedynie kto mu dorównuje to Ruth Wilson w roli jego przyjaciółki/wroga, Alice i widać że wciąż świetnie bawi się w tej roli.

    Oczywiście przywrócono ją do życia gdy poza ekranem uśmiercono ją w 4 serii (pewnie nie chciała/nie mogła wrócić kilka lat temu aktorka), ale mnie to nie przeszkadza, bo dla mnie "Luther" to trochę taka produkcja jak serial z Cumberbathem "Sherlock" ,czyli bardzo dużo rzeczy naciąganych może się dziać, choć te dwa seriale mają zupełnie inny klimat. Popularność przygód Alice i Luthera przerosła twórcę serialu. Po prostu te postacie zasługują na lepsze odcinki i tak było też w 1 i 2 serii, które są najlepsze, ale też to były sezony nierówne. Sezon 5 podobnie jak wcześniejsze broni się aktorstwem Wilson i Elby i klimatem trochę jak z "Czerwonego smoka", "Milczenia owiec" i dlatego postawię 6-/10 bo dzięki aktorom i ich charyzmie jakoś się ogląda. Początkowo miałem dać 5/10, ale dla Elby i Wilson podciągnąłem trochę ocenę.
    Nie wątpię, że Luther wróci jeszcze, tak wynika choćby z wypowiedzi Elby, ale jak to bywa z produkcjami BBC to może nastąpić za dwa, trzy, pięć, sześć, osiem lat. "Luther" podobnie jak było z "Sherlockiem" to taki serial na którego więcej razy się czeka jak ogląda. Ciekawe że w Polsce jest lepiej 5 sezon przyjęty jak w UK i USA.

Powiązane

Aktualności