Recenzja do: Marvel's Luke Cage (2016 )
Recenzje

Przyznaję bez bicia, że pierwszy sezon „Luke'a Cage'a” nie bardzo przypadł mi do gustu. W dużej mierze miałam spory problem z tym, żeby jakkolwiek uwierzyć w tę postać. Zbytnie idealizowanie jej przez twórców nie wpłynęło zbyt dobrze na mój odbiór. Owszem, byłam świadoma tego, że nadal mam do czynienia z serialem o superbohaterze, a jednocześnie miałam wrażenie, że scenarzyści za bardzo gloryfikują tytułowego bohatera. Tym samym po cichu liczyłam, że sytuacja ulegnie zmianie wraz z drugim sezonem. O, jak bardzo ucieszyło się moje czarne serduszko, kiedy okazało się, że twórcy zrobili z tym serialem dokładnie to, czego oczekiwałam.

Ludzka strona Cage'a

Nie czytałam komiksów z Lukiem Cagem, natomiast wiem, jak był w nich przedstawiany. Daleko mu było do idealnego i wzorowego bohatera. Wprost przeciwnie – komiks bardzo wyraźnie podkreślał wady protagonisty, za największą uznając zbytnią porywczość. Tego właśnie zabrakło mi w pierwszym sezonie. Na całe szczęście wiele się zmieniło. 

Nie mogę przejść obojętnie wobec tego, kto odpowiadał za reżyserię pierwszego odcinka drugiego sezonu, a mowa oczywiście o Lucy Liu, postaci znanej z kreacji aktorskich w różnego rodzaju filmach akcji. Stąd też nie dziwi mnie zupełnie, jaki kierunek obrała fabuła w epizodzie otwierającym nową serię. To, co uderza od pierwszych minut, to nie tylko fakt, że protagonista staje się niejako takim samym mieszkańcem Harlemu jak inni; duży nacisk kładzie się też na to, jak wygląda ta społeczność. W tym kontekście postać Luke'a Cage'a nabiera nowego, lepszego znaczenia. I znacznie przyjemniej się ją ogląda, a co najważniejsze – jesteśmy w stanie jej kibicować.

Luke Cage, Marvel, sezon 2, Netflix, recenzja

Bohater na celowniku

To, co też mnie bardzo uderzyło w momencie oglądania drugiego sezonu, to fakt, że akcent został położony nie tylko na to, że nasz bohater nie radzi sobie ze swoją porywczością, ale też na to, CO DOKŁADNIE tę porwyczość powoduje. Tutaj mamy bardzo szeroki wachlarz możliwości. Warto zwrócić uwagę, że pierwsze skrzypce gra tutaj postać szefowej mafii – Mariah (w tej roli Alfre Woodard). Zna charakter Luke'a Cage'a, wie dokładnie, jakie są jego słabe punkty, więc doskonale wykorzystuje to w starciach z nim. Przysłowiowej oliwy do ognia dolewają też sami mieszkańcy Harlemu, którzy z niecierpliwością czekają na chociażby najmniejsze potknięcie naszego protagonisty. Osaczenie Luke'a Cage'a w taki sposób sprawia, że nie tylko staje się on dla nas bardziej ludzki, ale też – co bardzo ważne – zaczynamy coraz lepiej go rozumieć. Każdy z nas chyba choć raz w życiu odczuł, czym może być presja społeczna.

Akcja, napięcie… Finał!

W przypadku filmów, jak i seriali o superbohaterach, bardzo ważne jest to, aby w odpowiedni sposób budować napięcie. Widz musi od samego początku „wejść” w akcję, musi go ona porwać bez reszty. W pierwszym sezonie w ogóle tego nie było. Przyznam szczerze, że mocno się na nim wynudziłam. W przypadku drugiej serii przygód Luke'a Cage'a jest nieco lepiej, choć niestety – daleko temu do ideału. Twórcy zdecydowanie lepiej opracowali kompozycję sezonu: przez pierwszą połowę śledzimy wydarzenia prowadzone wyjątkowo konsekwentnie i spójnie. Z każdym kolejnym odcinkiem rośnie apetyt na więcej, ale scenarzyści bardzo dobrze wiedzieli, jak dawkować widzowi emocje. Niestety, jakkolwiek podoba mi się sam sposób budowania napięcia w serialu, tak niestety momentami nie brakuje zbyt wielu mocno przegadanych i niekoniecznie potrzebnych scen. To chyba problem każdego z seriali superbohaterkich w przypadku Netflixa.

Co poszło nie tak?

Chciałabym, aby w serialu superbohaterskim, za który odpowiedzialny jest Netflix, było jak najmniej wad. Patrząc na to, jak budowana była akcja w drugim sezonie „Luke'a Cage'a”, jak poprowadzono narrację oraz jak został skonstruowany bohater, liczyłam na to, że może w końcu nie będę narzekać. Tak się jednak nie dzieje. Nie ukrywam, że serial – choć dobry i przyjemny w odbiorze – zmęczył mnie. Nie chodzi tu o tematykę, jaką podejmuje czy nadmierne dłużyzny fabularne, kiedy nic się nie działo. Mój zarzut skierowany jest przede wszystkim do liczby odcinków. Według mnie spokojnie można było skrócić całość do powiedzmy 11 epizodów i serial zupełnie by na tym nie stracił, a może nawet zyskał. Może wynika to z moich personalnych upodobań do krótszych form serialu, niemniej 13 odcinków to dużo jak na jedną historię – a w tym konkretnym przypadku zdecydowanie za dużo. Podobny błąd został popełniony w przypadku drugiego sezonu „Jessiki Jones”. Serio, więcej nie zawsze znaczy lepiej.

W ogólnym rozrachunku serial nie wypada źle, choć przyznaję, ze oczekiwałam czegoś więcej. Aktorstwo jest na porządnym poziomie, dialogi nie budzą żenady, akcja ma odpowiednie tempo. Teoretycznie wszystko jest lepiej, niż w przypadku sezonu pierwszego. Jednak kiedy naprawdę lubimy seriale o superbohaterach, kochamy szeroko rozumiane kino akcji, a co najważniejsze – sporo rzeczy w tym gatunku już widzieliśmy, to wymagamy więcej. Być może przy następnej produkcji Netflixa w końcu doczekam czasów, kiedy naprawdę, ale to naprawdę serial mnie pochłonie bez reszty. Na tyle, że zapomnę o tym, która jest godzina i wypadałoby jednak iść już spać.

Gra aktorska
8
Zdjęcia
7
Muzyka
6
Scenariusz
7
Drugi sezon „Luke'a Cage'a” naprawia nieco błędy popełnione w pierwszym sezonie, choć to wciąż nie jest serial wybitny. Niemniej ogląda się bardzo przyjemnie i cieszy to, że Cage w końcu dostał bardziej ludzki niż boski charakter.
Ocena czytelników
7

Plusy

  • dobrze skonstruowane postaci
  • gra aktorska
  • dobre budowanie napięcia

Minusy

  • za dużo odcinków
  • dłużyzny fabularne

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Artykuły