Recenzja do: Lost in Space (2018 )
Recenzje

Netflix wielokrotnie udowodnił, że zna potrzeby rynku seriali jak mało kto. Od kilku lat tworzy nie tylko sporą liczbę produkcji, bijąc na głowę tradycyjne stacje telewizyjne, ale pokazał, że wysoki poziom da się osiągnąć niemal w każdym gatunku. Jednym z nich jest science fiction, który od dziesięcioleci ma ogromną rzeszę oddanych fanów. Grzechem byłoby zatem nie skorzystać z tej sposobności i nie próbować stworzyć naprawdę dobrego serialu sci fi – takiego jak „Lost in Space”.

Lost in Space, Netflix, sezon 2, recenzja, sci fi

Udany reboot

Pomysł stworzenia opowieści o kolonizatorach szukających nowego domu dla naszej rasy to nic nowego. Zresztą Netflix, decydując się na „Lost in Space”, sięgnął po pomysł z lat 50. ubiegłego wieku, kiedy to w amerykańskiej telewizji emitowano produkcję o tym samym tytule. Zarówno wówczas, jak i teraz oba seriale wzbudziły ogromne zainteresowanie, stając się swego rodzaju fenomenem popkulturowym. Wersja Netflixa zyskała ten status bardzo szybko po premierze pierwszego sezonu, kiedy w internecie zawrzało od dyskusji dotyczących fabuły i wykonania całego przedsięwzięcia.

Twórcy rebootu „Lost in Space” od początku nie mieli zamiaru tworzyć czegoś zupełnie oderwanego od pierwowzoru, stawiając zamiast tego na retro styl, który okazał się strzałem w dziesiątkę. Po raz pierwszy od naprawdę wielu lat ktoś postanowił wyprodukować serial familijny, który będzie trafiał w gusta dorosłych, jak i dzieci. Niektórzy odbiorcy nie do końca zrozumieli ten przekaz i uznali całość za serial średniej klasy, ale fani sci fi docenili powrót do korzeni serialu.

Problemem ze zrozumieniem serialu okazuje się jego wyjątkowa złożoność, nie w wersji fabularnej, ale tego, jak w ogóle został skonstruowany. Trudno spodziewać się, że scenariusz w gładki sposób połączy elementy przeznaczone dla zupełnie innych grup wiekowych, ale w „Lost in Space” wyszło to całkiem przyzwoicie, dzięki czemu nie czuć tutaj nieprzyjemnych przeskoków pomiędzy wątkami. Całość z założenia nie miała być do końca poważna, dlatego podczas seansu można natknąć się na całą masę dziur logicznych i potknięć, które nie zostały tam jednak umieszczone przez niedopatrzenie. Serial od początku do końca miał na celu zapewnienie rozrywki wszystkim przed ekranami, dlatego w wielu miejscach musiał pójść na skróty, a co najważniejsze – nie przeszkadza to zbytnio w odbiorze, bo emocje są dawkowane w odpowiedni sposób, aby odwrócić od tego uwagę. Nie jest to łatwe zadanie, ale Netflix wykonał je bardzo dobrze, szczególnie w sezonie drugim.

Lost in Space, Netflix, sezon 2, recenzja, sci fi

Odmóżdżenie

Najbardziej znienawidzona rzecz w świecie seriali to bez wątpienia cliffhanger. Netflix zagrał va bank, stosując tego typu rozwiązanie w finałowym odcinku pierwszego sezonu, ale zrobił to w sposób dający jednak pewną dawkę satysfakcji. Opowieść wydawała się zamknięta, jak i jednocześnie otwarta, co było bezpiecznym kierunkiem, biorąc pod uwagę, że nikt wtedy jeszcze nie wiedział, czy serial dostanie drugi sezon.

Będąc już po jego premierze kilka dni temu można z całą pewnością stwierdzić, że twórcy dołożyli wszelkich starań, aby „Lost in Space” pokazać z jeszcze lepszej strony. Fabularnie wciąż nie możemy być do końca pewni, w jaki sposób Netflix ma zamiar kontynuować opowieść, bo porównując z oryginałem, tak naprawdę wciąż jesteśmy na samym początku historii rodziny Robinsonów. Z drugiej zaś strony wplatanie do serialu masy wątków z dalszych przygód głównych bohaterów może sugerować, że tak właśnie potoczą się ich dalsze losy. Jakie by nie było rozwiązanie, w obu przypadkach jest to wygrana dla widza, który ma gwarancję doskonałej rozrywki.

„Lost in Space” nie sili się na powagę, nie próbuje moralizować na siłę, ale daje czysty zastrzyk adrenaliny. Nie jest to na pewno wymarzony sposób na spędzenie czasu przez osoby szukające logiki i trzymania się np. zasad fizyki, ale ci, którzy chcą odseparować się od świata rzeczywistego, powinni być zadowoleni. Scenariusz został zbudowany w taki sposób, aby nie zostawiać widza samemu sobie na dłużej niż 5 minut, dlatego możemy być pewni szybkiej akcji pełnej dramatycznych zwrotów już od pierwszych chwil nowego sezonu. Przez wszystkie pozostałe odcinki tempo nie maleje i w pewnym momencie łapiemy się na tym, że to naprawdę działa, to totalne odmóżdżenie staje się idealnym relaksem. „Lost in Space” dzięki temu to idealny serial do binge-watchingu w długie wieczory, kiedy nie mamy co robić, a chcemy poczuć trochę emocji.

Lost in Space, Netflix, sezon 2, recenzja, sci fi

Robinsonowie bez zmian

Fabuła, jak i główni bohaterowie nie zmienili się zbyt wiele od poprzedniego sezonu. Wciąż większość z nich jest prostolinijna i czarno-biała aż do bólu, ale nie ma co ukrywać, że to takie postacie najlepiej pasują do produkcji opartych na akcji i szybkim dawkowaniu emocji. Scenariusz nie pozostawia zbyt wiele miejsca na rozbudowywanie charakterów, ale z biegiem fabuły zaczynamy rozumieć w jaki sposób funkcjonuje rodzina Robinsonów, więc w drugim sezonie czujemy się z nimi całkiem komfortowo. Szkoda, że twórcy nie postanowili nieco urozmaicić tych postaci, bo po kilku odcinkach czuć, że zaczynają nam się nieco nudzić. Nie są w stanie nas niczym zaskoczyć, dlatego przewidywalność ich poczynań psuje efekt.

Dlatego też „Lost in Space” zapewnia bardzo prostą rozrywkę, która działa na widzów, ale tylko jeśli przyjmą świat z ekranu bez uprzedzeń. Nie spodziewajmy się tutaj wielopoziomowych intryg i poważnych dyskusji filozoficznych na temat nowych światów odkrytych w mrokach kosmosu. Ten serial zamiast tego próbuje nawiązywać do kina przygodowego z lat 90., kiedy to Disney serwował najlepsze odmóżdżacze w branży. Oglądając drugi sezon „Lost in Space”, naprawdę można poczuć magię tamtych lat, kiedy jako dzieci siedzieliśmy przed ekranami telewizorów wpatrzeni w kolejne cudo zza oceanu, które również nie siliło się na bycie arcydziełem. Różnica jest taka, że „Lost in Space” w swoim drugim sezonie olśniewa efektami specjalnymi, przy których niejedna inna produkcja sci fi obecna na rynku może się schować.

 

Netflix nie szczędził pieniędzy na drugi sezon „Lost in Space” i była to bardzo dobra decyzja. Do tego dochodzi doskonale napisany scenariusz, który nie przynudza, a ukrywa wszystkie minusy serialu, co nie było wcale takie proste. Nowy sezon połyka się w całości, a kiedy się kończy, czujemy w sobie buzujące emocje i ogromną chęć przeżycia jakiejś wielkiej przygody. Wywołanie takiej reakcji u widza nie jest łatwym zadaniem, szczególnie u tego dorosłego, ale Netflix sprostał mu z nawiązką.

Gra aktorska
7
Zdjęcia
9
Muzyka
8
Scenariusz
8
"Lost in Space" kontynuuje bardzo udaną opowieść przeznaczoną dla całej rodziny, nawet tych jej członków, którzy wcześniej nie przepadali za sci fi. Drugi sezon jest zdecydowanie intensywniejszym doznaniem, nie pozwalając na ani chwilę nudy.
Ocena czytelników
7

Plusy

  • efekty specjalne
  • akcja cały czas trzyma w napięciu
  • całkowicie pochłania uwagę

Minusy

  • zbyt oczywiste rozwiązanie wielu wątków
  • Robinsonowie są nie do pokonania
  • kompletne olanie zasad fizyki

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Lost in Space

Rodzina Robinsonów zostaje wybrana do przeniesienia się w kosmos i rozpoczęcia kolonizacji w odległej galaktyce. Podczas podróży nieszczęśliwie zbaczają z kursu …


Recenzje