Recenzja do: Life Sentence (2018 )
Recenzje

W bazie seriali The CW 7 marca pojawił się wstęp do nowej produkcji, która ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu nie spotkała się u widzów z entuzjastycznym powitaniem na ekranach. Ten komediodramat wyprodukowany w USA przez Richarda Keitha opowiada o Stelli, z której barków pewnego dnia został zdjęty wyrok śmierci wydany przez nowotwór. Powrót do świata swoich bliskich bez ściśle ograniczonej liczby dni do przeżycia okazał się niestety o wiele trudniejszy i bardziej bolesny, niż można by się było tego spodziewać.

Lucy Hale, Life Sentence, The CW, cancer, pilot

Tort pogrzebowy

Większość osób w obliczu śmiertelnej choroby prawdopodobnie kompletnie by się załamała i zamknęła w szczelnym kokonie utworzonym ze swojego cierpienia. Stellę (Lucy Hale) w momencie diagnozy otacza cała rodzina, która obiecuje ją wspierać. Od tamtej chwili postanawiają nie zmarnować ani minuty jej skróconego życia. Wraz z bliskimi robi rzeczy, na które nigdy by się wcześniej nie odważyła. Czerpie pełnymi garściami z darowanego czasu, ciesząc się z każdego dnia tak, jak gdyby to był jej ostatni (bo w końcu mogło tak być). Kiedy spróbowała już w jej mniemaniu wszystkiego, dociera do niej, że zapomniała o jednym, prawdopodobnie tym dla niej najważniejszym. Nie podarowała swojego serca ukochanej osobie. Z tej okazji rodzice fundują Stelli podróż do stolicy miłości – Paryża. Tam (oczywiście!) dziwnym zbiegiem okoliczności wpada na ulicy prosto w ramiona idealnego mężczyzny – Wesa (Elliot Knight). Po kilku miesiącach znajomości para bierze ślub i wiedzie perfekcyjne życie (jakżeby inaczej!).

Elliot Knight, Life Sentence, The CW, cancer, pilot

Poważna tematyka w formie komedii

W dniu „pogrzebu" Stelli za życia dziewczyna dowiaduje się, że leczenie przyniosło najlepsze możliwe rezultaty i jest całkiem zdrowa. To przełomowy moment odcinka, wtedy też bowiem informuje o tym swoją rodzinę i, zamiast zatopić się w bezdennej studni szczęścia, stopniowo przygniata ją lawina trosk oraz ujawnianych sekretów. W tamtych chwilach zapewne niejeden raz przechodzi jej przez myśl, że wolałaby nadal trwać z wyrokiem śmierci nad głową, niż dopuścić do powstania konfliktów między najbliższymi.

Pod komediową przykrywką rozgrywa się dramat rozpadającej się rodziny, którą do tej pory trzymała w jednym kawałku wyłącznie choroba Stelli. Świat, stworzony na potrzebę osłodzenia jej dni i mentalnego wsparcia leczenia za pomocą pozytywnych fal emocjonalnych, powoli zmienia się w chaos. Tajemnice trzymane tak długo w ukryciu przed umierającą wychodzą na jaw, przez co wejście do „świata żywych” staje się o wiele bardziej problematyczne, niż mogłoby się wydawać.

Lucy Hale, Life Sentence, The CW, cancer, pilot

Genialnie dopracowane szczegóły

Produkcję przepełniają brzmienia hitów muzyki pop. Możemy usłyszeć między innymi „Castle on the Hill” Eda Sheerana, „Fire and the Flood” Vance’a Joya oraz wiele innych utworów genialnie pasujących do wartkiej fabuły. Oczywiście ścieżka dźwiękowa nie jest perfekcyjna. Momentami ma się wrażenie, że przytłacza ona akcję i należałoby uznać ją za przesadzoną. W końcu nie w każdej scenie musi lecieć inna piosenka. Mimo wszystko konwencja przepełniona komediowymi, a zarazem groteskowymi sytuacjami pozwala przymknąć oko na chwilami zbyt bujny soundtrack. Przeboje znanych artystów są ogromnym atutem; mnie osobiście od razu zrobiło się cieplej na sercu, kiedy tylko usłyszałam jeden z moich ulubionych utworów, a w skutek tego ocena serialu znacznie wzrosła (o 0,5 punktu, bo od samego początku wahałam się między 6/10 a 7/10).

Zakochałam się w dynamicznej mimice Lucy Hale. Nie wiem, czy bohaterka serialu celowo została wykreowana na tak ekspresywną osobę, czy to tylko aktorska interpretacja roli. W każdym razie nie było chwili, w której dzięki grymasowi Stelli nie byłoby widać, co dzieje się w jej wnętrzu. Zdezorientowanie, zaskoczenie, złość, łagodność, radość – nawet nie zdawałam sobie sprawy, że jedna osoba jest w stanie w tak wyraźny sposób uzewnętrzniać swoje emocje. Pozostali odtwórcy ról również spisali się bardzo dobrze. Widz mógł odczuć idealne współistnienie i stopienie się aktorów z odgrywanymi postaciami oraz scenariuszem.

 

Lucy Hale, Life Sentence, The CW, cancer, pilot

Serial jest bez dwóch zdań znacznie przesłodzony i mam wrażenie, że taka historia nie mogłaby zdarzyć się w realnym świecie, ale jako baza pod scenariusz ciekawej produkcji komediowej spisuje się znakomicie. Trochę szkoda, że dotarł do tak niewielkiego grona odbiorców. Mam nadzieję, że z kolejnymi odcinkami bardziej się wkupi w łaski oglądających. Jednocześnie obawiam się, że pilot okaże się jedynym, czym serial będzie mógł się chwalić z dumą. Nie pozostaje jednak nic poza trzymaniem kciuków za producentów, żeby utrzymali poziom, oraz polecaniem pierwszego odcinka znajomym. Na ten moment daję nieco naciąganą 7, oby tak dalej (albo tylko lepiej)!

Gra aktorska
8
Zdjęcia
6
Muzyka
7
Scenariusz
6
To zdecydowanie nie jest typowa historia dziewczyny, u której wycofał się nowotwór. Warto obejrzeć, jeśli nie dla niestandardowej fabuły, to dla wspaniale odegranej przez Lucy Hale głównej roli. Pilot zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie, oby tak dalej.
Ocena czytelników
6.5

Plusy

  • ciekawa, niestandardowa fabuła
  • genialna gra aktorska

Minusy

  • odcinek przepakowany monologami bohaterki
  • czasami można było poczuć się przytłoczonym przez wciąż zmieniającą się muzykę w tle

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Life Sentence

Stella pogodziła się z tym, że rak powoli zaczyna ją zabijać. Kiedy jednak okazuję się, że został on całkowicie wyleczony, musi stawić czoła wszystkim wcześniejszym …