Recenzja do: Les Misérables (2018 )
Recenzje

W kinie i serialach ciężko jest znaleźć realny obraz życia ludzkiego. Bardzo łatwo znużyć widza, a codzienność zwykłego śmiertelnika ma to do siebie, że pełno w niej rutyny i niezbyt gwałtownych emocji. Często jesteśmy źli, ale stosunkowo rzadko wpadamy w furię. Zdarza nam się zakochać, ale prawdziwą, czystą miłość przeżywają tylko nieliczni. Nic więc dziwnego, że twórcy wolą ukazywać te skrajne uczucia – jest to sposób na oderwanie od rzeczywistości, a także ogromna dawka rozrywki. Twórcy serialu ,,Les Misérables” postanowili zrezygnować z tego zabiegu i ukazać życie ludzkie takim, jakim jest naprawdę. Bez upiększania postaci, bez dodawania dramaturgii. Czy udało im się to zrobić w sposób warty uwagi?

Adaptacje powieści

Aby zacząć mówić o najnowszej produkcji BBC, trzeba najpierw wspomnieć o kontekście, w jakim powstała. Scenariusz do miniserialu został oparty na powieści romantycznego pisarza – Victora Hugo – pod tym samym tytułem. Książka składa się z pięciu części, w których opisywane są losy bohaterów zmagających się ze zwykłymi problemami życia w społeczeństwie.

Została stworzona cała masa adaptacji filmowych, jednak największy sukces uzyskali ,,Les Misérables” z 2012 roku. Twórcy serialu podkreślili jednak wyraźnie, że ich twór nie jest w żaden sposób inspirowany którąkolwiek z wersji kinowych, również tą najpopularniejszą. Nie zawiera musicalowych elementów, a także stanowi dużo wierniejsze odzwierciedlenie dzieła pisarza. Oczywiście każdy miłośnik literackiego pierwowzoru już na pierwszy rzut oka zauważy niewielkie różnice (m.in. liczbę koleżanek głównej bohaterki i nieco inną chronologię przedstawianych wątków), jednak są to zmiany kosmetyczne, które mają podkreślić, że twórcy nie poszli po linii najmniejszego oporu.

Powieść Hugo powstała w XIX wieku i właśnie w tym okresie rozgrywa się akcja powieści i serialu. Pisarz zbudował swoje dzieło na historiach, których był świadkiem lub które usłyszał, i choć sytuacje miały miejsce dwa wieki wstecz, to nie da się nie zauważyć ich ponadczasowości. Stygmatyzacja byłych więźniów, konflikty znienawidzonych rodzin czy niespełnione miłości to wciąż tematy aktualne.

Les Miserables, Lily Collins, Dominic West, 2018, BBC, serial, miniserial, Nędznicy, recenzja

Zwykłe problemy, prosta forma, wyjątkowy efekt

,,Les Misérables” z 2012 jest musicalem. Od początku sądziłam, że takie zobrazowanie powieści Hugo jest najtrafniejszym wyborem i nie da się ukazać tej historii lepiej. Każdy, kto nie zainteresował się fabułą, mógł zostać oczarowany muzyką filmową, która w tym przypadku stała się już klasykiem. W serialu twórcy zrezygnowali z tego zabiegu i o dziwo, wcale na tym nie stracili. Dzięki temu opowieść nabiera jeszcze większej autentyczności i całkowicie angażuje widza w życie bohaterów.

Obserwujemy życie nastolatki z Francji, Fantyny, która poznaje starszego od siebie Felixa. Pomimo ostrzeżeń przyjaciółek, dziewczyna angażuje się w relację z mężczyzną i z czasem zakochuje się w nim. Równolegle przyglądamy się także losom Jeana Valjeana, który wychodzi z więzienia po 19 latach i próbuje rozpocząć życie na nowo. Początkowo wydaje mu się, że jest skazany na dalsze bycie złodziejem, ale gdy poznaje biskupa Myriel, odkrywa, że w każdej chwili może się zmienić i czynić dobro. Lily Collins i Dominic West wcielili się w swoje postacie naprawdę dobrze, choć nie da się ukryć, że rola Valjeana jest dużo bardziej złożoną niż Fantyny, i wymagała od aktora więcej poświęcenia i pracy.

Równie imponujące, co rezygnacja z musicalu, jest to, że twórcy zdecydowali się na przedstawienie elementów naturalistycznych. W dość dosadny sposób obrazują specyfikę tych czasów i nie boją się pokazać brudnego, nagiego mężczyznę, a także stosu ciał poległych w bitwie pod Waterloo. Nie jest także zwyczajne, aby do roli amanta wybrać aktora z bliznami na twarzy i nieoczywistą urodą. To wszystko składa się na to, że ,,Les Misérables” wprowadza nas w zwykły, niedoskonały świat. Nie jest to jednak świat nudny, bo przepełniony specyficznymi dla danej epoki strojami, budownictwem, a także tradycjami i obyczajami.

Les Miserables, Nędznicy, Lily Collins, BBC, serial, miniserial, 2018, recenzja

Minusy serialu

Nie ma jednak na świecie rzeczy idealnych. Serial, choć został stworzony w ciekawy w swojej prostocie sposób, posiada kilka wad.

Niepokuszenie się o stworzenie musicalu było dobrym zagraniem, jednak zrezygnowanie z muzyki prawie całkowicie – to już naprawdę duży grzech. Trafnie dobrane kompozycje mogłyby wprowadzić widza w XIX-wieczną krainę jeszcze bardziej dosadnie, tak jak np. w przypadku serii ,,Pride and Prejudice”. Miejmy nadzieję, że John Murphy, kompozytor pracujący przy produkcji serialu, zaprezentuje swoją muzykę w kolejnych odcinkach.

Drugim elementem, który nie przypadł mi do gustu, są zdjęcia. Choć w całej tej recenzji chwalę prostotę, to akurat w tym segmencie można było odrobinę zaryzykować i nakręcić nietuzinkowe ujęcia. Dla osób, które zwracają uwagę na ten aspekt, schematyczność może okazać się przytłaczająca.

Niemniej jednak uważam, że serial jest interesujący i każdy, niezależnie od tego, czy oglądał film, czytał książkę, czy też nie miał styczności z ,,Les Misérables” wcześniej, znajdzie w nim coś dla siebie.

To warta uwagi produkcja, która idealnie nada się na mroźne, styczniowe wieczory.

Les Miserables, Dominic West, Lily Collins, Nędznicy, BBC, 2018, serial, miniserial, recenzja

Serial nie jest jak na razie dostępny w Polsce.

Gra aktorska
7
Zdjęcia
3
Muzyka
2
Scenariusz
9
Twórcom miniserialu ,Les Misérables” udało się ukazać wizję Victora Hugo. Zobrazowali życie tytułowych nędzników w sposób bardzo realny, tym samym nie serwując nudy i przewidywalności.
Ocena czytelników
7

Plusy

  • scenariusz
  • forma serialu
  • gra aktorska

Minusy

  • mała rola muzyki w serialu
  • sztampowość w wykonaniu zdjęć

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane