Recenzja do: Legion (2017 )
Recenzje

Dziesiąty odcinek trzyma wysoki poziom poprzednich rozdziałów opowieści o pogoni za Amalem Faroukiem. Popycha też bardzo do przodu całą historię, podkręcając naszą ciekawość przed finałem. Zaburza status quo, próbuje odpowiedzieć na kilka pytań, które przewijają się przez cały drugi sezon i – oczywiście – dodaje kolejne. A przy tym, jak zwykle, jest ucztą dla oczu i uszu!

Kim tak naprawdę jest David? 

Powoli zbliżamy się do finału drugiego sezonu najambitniejszego serialu komiksowego współczesnej telewizji. Przyjemność z oglądania potęguje fakt, że „Legion” doczeka się kolejnej serii. To świetna informacja, zwłaszcza w kontekście lawiny anulacji, która niedawno przetoczyła się w serialowym światku.

Dziesiąty odcinek pcha fabułę do przodu i jednocześnie przygotowuje nas na finał. Skupia się przede wszystkim na próbach rozwikłania zagadki prawdziwej natury Davida. Czy nasz bohater skończy jako czarny charakter – Legion, niszczyciel świata? Czy Farouk to jedyny demon, z którym David musi się zmierzyć? Co dalej z jego związkiem z Syd? To tylko podstawowe pytania, które możemy zadać sobie po obejrzeniu tego odcinka. „Legion” przyzwyczaił nas jednak do tego, że zagadek zawsze jest o wiele więcej, a wszystko, co dzieje się na ekranie, może być zakwestionowane. Nigdy bowiem nie wiemy, czy dana scena jest prawdą, snem, czy też iluzją wykreowaną przez Farouka (lub Davida).

Legion, FX, serial, sezon 2, odcinek 10, recenzja, legion s02e10

Minotaur w króliczej norze

Jak to zwykle bywa, jako widzowie musimy przyswoić sobie całkiem sporo. Nie ma lekko – „Legion” to serial wymagający. W dziesiątym odcinku pojawia się kilka symboli – niektóre nowe, inne – przewijające się już wcześniej. Mamy więc motyw wpadania do króliczej nory – Syd odnajduje w niej odpowiedzi na ważne dla niej pytania i doświadcza wizji, które mieszają przeszłość z przyszłością oraz teraźniejszością. Jednocześnie ta królicza nora (w końcu wychodzi z niej królik!) jest także gigantycznym odpływem, z którego ktoś wyciągnął korek – tak, jakby cała życiodajna moc miała zostać spuszczona z powierzchni Ziemi. Czyżby była to zapowiedź wspomnianej już wcześniej zagłady?

Ostatnim motywem, o którym warto wspomnieć, to oczywiście labirynt, który jest chyba głównym tematem w tym sezonie. Kulejący Minotaur (potwór z czaszką byka) zostaje w tym odcinku uzdrowiony przez Farouka i wyrusza na krwawe łowy – najwyraźniej to sygnał, że bohaterowie powinni jak najszybciej uciekać z labiryntu. Czy to się uda? Przekonamy się w finale.

Na dokładkę – uczta dla oka

Grzechem byłoby nie wspomnieć o, jak zwykle, doskonałej warstwie wizualnej, która jest chyba najmocniejszym punktem serialu. Odcinek dziesiąty to mini dzieło sztuki (ale to przecież nic nowego w przypadku „Legion”). Zachwyca plastycznością kadrów, kolorami, różnymi stylami scenografii, które jakimś dziwnym sposobem tworzą spójny, tajemniczo-niepokojący klimat. Nie trzeba rozumieć wszystkiego, co się dzieje, żeby z fascynacją wpatrywać się w ekran.

Szczerze mówiąc byłam przekonana, że twórcom nie uda się utrzymać wysokiego poziom pierwszego sezonu. Jednak, biorąc pod uwagę dotychczasowe odcinki, muszę przyznać, że się myliłam. I wiecie co? Uwielbiam się tak mylić!

Gra aktorska
8
Zdjęcia
10
Muzyka
8
Scenariusz
8
Bardzo dobry odcinek, który pcha fabułę do przodu. Głównym tematem jest próba odpowiedzi na pytanie – czy David jest tak naprawdę pozytywnym bohaterem?
Ocena czytelników
8

Plusy

  • warstwa wizualna
  • muzyka
  • ambiwalencja postaci Davida

Minusy

  • jakie minusy? :)

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Legion

Serial oparty na serii komiksów o grupie X-Men. David Haller od kilku lat przebywa w szpitalu psychiatrycznym, ponieważ stwierdzono u niego schizofrenię. Po spotkaniu …


Recenzje