1
Recenzja do: Stranger Things (2016 )
Recenzje

Po ubiegłorocznej emisji na Netflixie pierwszy sezon „Stranger Things” spotkał się z entuzjastycznym odzewem widzów, zebrał wielu fanów i skradł ich serca, trzymając w niepewnym oczekiwaniu na następne odcinki. Oto są! Kontynuacja historii trzynastolatka zaginionego w równoległym wymiarze właśnie ukazała się na platformie i kolejna dawka adrenaliny w najwyższym stężeniu czeka na tęskniących za koszmarami z Upside Down.

Aż trudno uwierzyć, że można stworzyć coś, co porwie serce widza i nie będzie chciało wypuścić go ze swoich sideł zupełnie jak obcy stwór, który uwięził umysł Willa. Twórcy „Stranger Things” stanęli na wysokości zadania, a sezon drugi przebił wszystkie granice postawione przez poprzednie odcinki.

Podczas gdy grupa przyjaciół, policja i rodzina urządzili ogromne poszukiwania, Will walczył o życie w świecie wyjętym prosto z koszmarów sennych. Sceneria wydawała się taka sama jak w rzeczywistości, jednak zawsze oddalony o grubość cienia czyhał równoległy świat paraliżującego strachu i ciągłego zagrożenia ze strony okropnych kreatur. Ad extremum z pomocą Eleven (dziewczyny z mocami telekinetycznymi) udało się wyrwać go ze szponów śmierci i sprowadzić z powrotem do naszego bezpiecznego wymiaru! Niestety... w swoim ciele przyniósł niechcianych lokatorów, a przez to cały czas miał w sobie część świata z drugiej strony, której nie potrafił się pozbyć.

Tak zakończył się pierwszy sezon „Stranger Things”  i powiem szczerze, że przed nocnym maratonem szykowałam się na mocne rozczarowanie kolejną częścią, bo nie wierzyłam, że mogę dostać coś lepszego. Na całe szczęście zostałam więcej niż mile zaskoczona. Moim zdaniem serial jest idealną propozycją dla osób, które jeśli lubią się bać, to w przytulnych warunkach okraszonych pełną wdzięku atmosferą. Mimo że opis fabuły brzmi nieco mrocznie i przerażająco, w rzeczywistości przepełniony jest specyficznym humorem, smaczkami dla fanów fantastyki i gier, miłosnymi perypetiami i dylematami oraz klimatem lat 80., a przede wszystkim klasyczną muzyką tamtych czasów, która dopełnia całą konwencję.

W drugim sezonie w tle możemy usłyszeć utwory takich zespołów jak m.in. Metallica, The Police, Queen, Scorpions, Bon Jovi. Oczywiście nie zabrakło kawałka The Clash „Should I stay or should I go” (ulubiona piosenka Willa i Jonathana). Podkład muzyczny sprawia, że widz czuje jeszcze mocniej,  jakby znalazł się wraz z dzieciakami ponad trzydzieści lat wcześniej, kiedy ci muzyczni mocarze byli u szczytu swojej kariery. Aż momentami ma się ochotę zamknąć oczy i słuchać wyłącznie ścieżki dźwiękowej. Byłoby to możliwe,  gdyby nie zabójczo ciekawa fabuła, od której ciężko się oderwać choćby na moment, żeby skoczyć do kuchni po prowiant (moje współlokatorki mogą zaświadczyć, że nie spuściłam wzroku z ekranu, nawet robiąc kolację).

Na sukces i ogólnie pozytywną opinię o serialu wpływają również zdjęcia oraz efekty specjalne, które w sposób realistyczny ukazują  inny wymiar, bramę oraz fantastyczne istoty; widz ma wrażenie, jakby coś takiego naprawdę istniało gdzieś w podziemiach laboratorium. Poza tym scenariusz zawiera w sobie tak skrajne elementy, jak perspektywa unicestwienia świata przez upiorne monstrum, hodowla stworzenia z obcego wymiaru oraz wielki dramat miłosny nastolatków, który momentami wydaje się poważniejszy niż pełzająca pod ziemią zagłada. Serial z tak zgrabnie zmieszanymi ze sobą wątkami nie mógł nie odenieść sukcesu. Fabuła najnowszych odcinków skupia się głównie na połączeniu Willa z inteligentną istotą, która żyje jako cień po drugiej stronie i sieje zniszczenie w naszym wymiarze, wysyłając Demogorgony oraz rozrastając się pod powierzchnią Hawkins, podczas gdy jej serce tkwi w laboratorium, z którego uciekła niegdyś Eleven. Dowiadujemy się również, w jaki sposób ta dziewczyna z niesamowitymi zdolnościami dała radę przeżyć starcie z Demogorgonem i kto ją uratował, co jest dość nieoczekiwanym zwrotem akcji oraz nie lada zaskoczeniem. Do mniej więcej piątego odcinka akcja rozwija się powoli. Składają się na nią oczywiście wydarzenia kluczowe dla historii, ale nie można chyba uznać pierwszej połowy za wartko płynący strumień, ponieważ uwaga widza musi jednocześnie skupić się na kilku miejscach, w których przebywają bohaterowie. Dopiero kiedy ich drogi się łączą i stapiają w jedną rzekę,  wszystko zaczyna nabierać tempa i rozwija się coraz szybciej, aż do samego finału.

Wśród czwórki przyjaciół jeden ma niesamowitego pecha i zły gust do znajdowania sobie zwierzątek domowych. Przygarnięcie młodego Demogorgona przez Dustina oraz nakarmienie go batonikami nugatowymi chyba nie było dobrym pomysłem. W mieście pojawiła się też nowa dziewczyna, Max, a jej przybycie wywołało nie lada zamieszanie w paczce, ponieważ zawróciła w głowie dwójce chłopców. W głowie Willa pojawiało się coraz więcej strasznych obrazów, które okazały się tak naprawdę wspomnieniami istoty z innego wymiaru, współdzielącą z nim ból i myśli. Za to Mike swoją tęsknotę rozładowywał,  próbując skontaktować się z Eleven przez radio.

Jedną ze słabych stron są niektóre rozwiązania fabularne, a szczególnie finał. Jestem fanką happy endów, ale ten był zdecydowanie zbyt… nugatowy. Moim zdaniem bal, podczas którego następuje zamknięcie wątków w najbardziej pomyślny dla każdego z bohaterów sposób, jest lekką przesadą. Wszystkie mroczne chwile podsumowane zostały sielskim tańcem, a z tyłu głowy widz ma przeświadczenie, że to wszystko co się wydarzyło, traktują tylko jak koszmar senny, który nie miał miejsca. Nie jest to jednak bardzo nachalne zakończenie i na szczęście nie psuje ogólnego obrazu serialu.

Uważam, że serial w pełni zasługuje na wysokie oceny. Jest pełen humoru rozładowującego ciężką atmosferę i wątków pobocznych, każdy bohater jest osobnym bytem, historią, której nie jesteśmy w stanie poznać, pełną sekretów i barwnych zagadek. Nie jest to produkcja bardzo wymagająca, nie ma na celu wzbudzić refleksji, zadumy czy nakłonić do zastanowienia się nad swoim życiem, to czysta rozrywka, którą ogląda się siedząc wieczorem przed komputerem po ciężkim dniu w pracy. Mimo wszystko jest przyjemnością wysokich lotów; człowiek nie ma wrażenia, że zmarnował dziewięć godzin, przeciwnie, czuje, że świetnie się bawił i zrelaksował.

Każdemu, kto jeszcze nie widział drugiego sezonu „Stranger Things”, ponieważ nie miał czasu,  polecam zarezerwować sobie jedną noc, kupić mnóstwo popcornu i zatopić się w tym cudownym seansie. Za to ci, których ten serial nie usatysfakcjonował po pierwszej części, niech koniecznie do niego wrócą i dadzą mu kolejną szansę, ponieważ poziom, który osiągnął, tym razem przekracza wszelkie granice.

Gra aktorska
7
Zdjęcia
8
Muzyka
10
Scenariusz
9
Drugi sezon bez dwóch zdań wypadł jeszcze lepiej niż poprzedni (co wydawało się niemożliwe). W każdym momencie widz zastanawia się, co wydarzy się za chwilę i przez nawet minutę seans nie wieje nudą. Do tego dochodzi mistrzowska ścieżka dźwiękowa, realistyczne efekty specjalne i ogromna doza humoru, który rozbawi każdego.
Ocena czytelników
9

Plusy

  • Ścieżka dźwiękowa
  • Porywająca akcja
  • Lekka, rozrywkowa forma

Minusy

  • Nieco zbyt słodkie zakończenie

Komentarze

(1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

  • Magdalena Marciniak
    Magdalena Marciniak
    @MagdalenaMarciniak

    Po zakończeniu drugiego sezonu warto obejrzeć Beyond Stranger Things - dostępne na Netflixie :)

Powiązane

Seriale

Stranger Things

Akcja serialu rozgrywa się w 1983 roku w stanie Indiana, USA. W spokojnej, podmiejskiej dzielnicy ginie chłopiec. Przyjaciele, rodzina i policja zaczynają poszukiwania, …