Recenzja do: Unikitty! (2017 )
Recenzje

Kreskówki przeszły chyba jedną z największych transformacji ze wszystkich odmian seriali, jakie kiedykolwiek powstały. Tak naprawdę krótkie animowane historyjki były obecne w świecie telewizji na długo, zanim ktokolwiek użył po raz pierwszy słowa „serial”. Nikogo tutaj nie zaskoczę informacją, że Disney bardzo się do tego przyczynił. Studio założone przez Walta Disneya zagwarantowało masową ekspansję tej formy audiowizualnej rozrywki na cały świat. To właśnie Amerykanie pierwsi określili, jak ma wyglądać styl przedstawiany w tego typu produkcjach i to oni przez długie dekady byli wiodącym rynkiem, jeśli chodzi o tworzenie kreskówek.

Dwadzieścia lat temu coś się zmieniło i animacje dla najmłodszych przeszły ogromną przemianę, pchając cały gatunek w dziwnym kierunku. Wiele osób uważa, że jest to ślepa uliczka, inni natomiast, że to zwykłe znamię czasów, nakazujące starszemu pokoleniu odpuszczenie swoich ideałów i oddanie sterów w ręce kolejnego. Jakby nie było naprawdę, nie można nie zauważyć, że dzisiejsze kreskówki różnią się znacząco od tych, które pamiętają dorośli dziś ludzie. Dlaczego tak się stało i czy można nadal cieszyć się z ich oglądania?

Witajcie w świecie Kici

„Kicia Rożek” powinna być bardzo dobrze znana wszystkim młodszym widzom z filmu „The Lego Movie” z 2014 roku. Szalona i mocno nierozgarnięta Kicia ma poważne problemy behawioralne (który kot nie ma), ale zawsze stara się patrzeć na świat przez różowe okulary. Tego koloru akurat nie brakuje, nie tylko na niej samej, ale też na wszystkim, co ją otacza (co kontrastuje z krótkim jingielem death metalowym w intrze, którego kompletnie się tam nie spodziewałem). Główna bohaterka wiedzie wesołe życie wraz z grupą oddanych przyjaciół, z którymi są czymś na wzór magnesu do przyciągania kłopotów. Każde, nawet najbardziej trywialne zajęcie, jakiego się razem lub osobno podejmą, kończy się lawiną wydarzeń trudną do zatrzymania. W przypadku odcinka premierowego, Kicia postanawia wyprawić urodziny swojemu braciszkowi, co bardzo szybko kończy się w wyjątkowo nieprzewidywalny sposób.

Kicia Rożek, Unikitty!, sezon 1, Cartoon Network, recenzja, przedpremiera, premiera

Prapremiera?

Pierwszy odcinek oglądałem w towarzystwie mojego niemal siedmioletniego syna, bo w tym przypadku zdecydowanie bardziej chodzi o reakcje dzieci niż dorosłych, chociaż i o tym warto potem wspomnieć. Nie minęły dwie minuty, odkąd włączyłem kreskówkę, a mój syn oznajmił mi, że on już to widział. Mocno się zdziwiłem, przecież to odcinek przed premierą, ale machnąłem na to ręką uznawszy, że zapewne pomyliło mu się z inną produkcją. Niestety jego spoilerowanie w pewnym momencie wzbudziło moje podejrzenia, ponieważ było poprawne z fabułą. Okazało się, ze Cartoon Network wyemitował ten odcinek przedpremierowo na swoim kanale, ale bez podania o tym informacji w żadnej oficjalnej rozpisce. Mój syn miał zatem ogromne szczęście, bo trafił na emisję odcinka, o którym nie wiedział nawet, że jest taki wyjątkowy. Jeśli macie dzieci, to możecie się domyślić, jak wyglądała reszta seansu w jego towarzystwie. „Tata patrz, teraz będzie fajne”, „O! Zobacz, co teraz się stanie”, „Uważaj, zaraz będzie super scena” – i tak przez cały odcinek.

Kicia Rożek, Unikitty!, sezon 1, Cartoon Network, recenzja, przedpremiera, premiera

Target

W dużym stopniu cała ta sytuacja z wcześniejszą znajomością odcinka przez mojego syna bardzo mi pomogła w zrozumieniu mechanizmów, jakie odpowiadają za reakcję młodego odbiorcy. Miałem unikatową możliwość przyjrzenia się na żywo temu, co budzi największe zainteresowanie dziecka, a emocje dobrze już przetrawione różnią się znacząco niż w przypadku pierwszego kontaktu. To, na co mój syn zwrócił największą uwagę, to sceny, w których jest najwięcej akcji, a już na pewno takie, gdzie do głosu dochodzi abstrakcyjny zamysł twórców. Żeby to zrozumieć, trzeba być świadomym, jak ogromną przemianę przeszły kreskówki, o czym napisałem we wstępie. To, co mnie jako dziecko cieszyło, było najczęściej powolną opowieścią grającą na najprostszych emocjach. Świat był tam czarno-biały (nie ekran, taki stary nie jestem), więc bohaterowie dobrzy byli krystaliczni, a ci źli, cóż, czynili zło dla samego aktu, rzadko dla większego celu. W „Kici Rożek” zauważyłem rzecz zupełnie inną. Całość kreskówki działała już tylko na jedną emocję, czyli podniecenie, karmione adrenaliną powstałą na skutek nieustannej akcji dziejącej się na ekranie. Czy to dobrze?

Kicia Rożek, Unikitty!, sezon 1, Cartoon Network, recenzja, przedpremiera, premiera

Uzależnieni od adrenaliny

Twórcy „Kici Rożek” zapewne doskonale wiedzieli, w jaki sposób zbudować animację, żeby przyciągnęła jak największe grono osób przed ekrany telewizora. Każda kreskówka tworzona w obecnych czasach staje się bezwiednie trybikiem w machinie służącej do napędzania coraz większych potrzeb młodego odbiorcy. Musi być szybko, głośno, jaskrawo i broń Boże nie może być ani na sekundę nudno. Wygląda to tak, jakby twórcy obawiali się, że dziecko odejdzie od ekranu, jeśli nie zostanie na czas nakarmione odpowiednią dawką adrenaliny. Właśnie tak się dzieje, bo gdzieś po drodze zapomniano, o co tak naprawdę chodzi w kreskówkach. Zapytałem mojego syna, o czym według niego była ta historia. Poprawnie streścił mi fabułę, ale nie widziałem tam nigdzie żadnej głębszej refleksji, którą ja, jako dorosły człowiek, zauważyłem, ale i tak musiałem się nad tym wysilić. Nie było żadnej wyraźnej puenty, która jasno dałaby do zrozumienia dziecku, po co to ogląda. Nie było żadnej lekcji, nauczki ani ostrzeżenia. Było natomiast dużo hałasu, kolorów, pędzącej akcji i... dużo zabawy z oglądania.

„Kicię Rożek” naprawdę świetnie się ogląda, jeśli założymy, że będzie to zwykły odmóżdżacz, niepróbujący na siłę edukować. Dzieci też potrzebują prostej formy rozrywki bez udziału szarych komórek i jeśli będzie to odpowiednio dawkowane, to nic złego im się nie stanie. My, dorośli i poważni przecież już ludzie, też chodzimy do kina czy włączamy telewizję tylko po to, żeby spędzić trochę czasu na lekkiej rozrywce i nikt nas za to nie goni. Obejrzenie raz na kilka dni „Kici Rożek” nie zamieni dzieci w zombie, ale może zaoferować miło spędzony czas: w moim przypadku męskie kino z adoracją pojedynków mechów, które jakiś szalony scenarzysta postanowił umieścić w tej kreskówce.

Gra aktorska
7
Zdjęcia
7
Muzyka
8
Scenariusz
6
„Kicia Rożek” nie ma zamiaru być ważną i edukacyjną kreskówką, tylko prostą rozrywką, co jej się świetnie udaje.
Ocena czytelników
7

Plusy

  • wybuchowy charakter Kici
  • finałowa walka mechów
  • dobra niewymagająca rozrywka

Minusy

  • wszystko dzieje się trochę za szybko
  • kreskówka generuje dużo „hałasu”

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Unikitty!

Tytułowa Kicia jest wieczną optymistką, w której drzemie mały demon. Wraz ze swoimi najbliższymi przyjaciółmi przeżywa niesamowite przygody wymagające od niej sprytu …