Recenzja do: Jinn (2019 )
Recenzje

Każdy z nas wie, że dżin uwolniony z butelki/lampy może spełnić nasze trzy życzenia – w końcu niemal każdy widział „Aladyna” albo czytał „Baśnie tysiąca i jednej nocy”. Każdy zaś, kto czytał opowiadania Andrzeja Sapkowskiego o wiedźminie Geralcie, wie, że to istoty niebezpieczne i przewrotne. Serial „Jinn” pokaże nam perspektywę świata arabskiego, dla którego dżiny są elementem rdzennych przedislamskich wierzeń.

Przyłóż ucho do skały i słuchaj

Jinn, Netflix, Yassin, Vera, Mira, Keras

Fabuła na początku wydaje się dość prosta: grupa uczniów z prywatnego liceum w Ammanie jedzie na wycieczkę szkolną do Petry. W jej trakcie jeden z uczniów zostaje upokorzony i w gniewie wypowiada życzenie... które oczywiście się spełnia jeszcze tego samego dnia, czego wynikiem jest śmierć jednego z dręczycieli. Wszyscy uważają to za wypadek, do czasu aż jednej z obecnych na wycieczce dziewczyn objawia się dżin i prosi ją o pomoc w złapaniu zbiegłego „złego” dżina.

Od tego momentu mamy szaloną galopadę po wątkach i pomysłach. Jest mocno chaotycznie, nowe elementy fabularnej układanki pojawiają się znikąd i prowadzą tak naprawdę do coraz większego bałaganu. Finał urywa historię, pozostawiając więcej pytań niż odpowiedzi, a widza z brakiem chęci do oglądania kolejnego sezonu.

Dżin może zamienić się w każdego

Jinn, Layla, Mira, Netflix

Zrozumiałe jest, że fabuła może być nieco chaotyczna – inny krąg kulturowy oznacza również inny sposób kręcenia filmów. Możliwe, że sytuację uratowaliby bohaterowie, gdyby widz czuł wobec nich cokolwiek innego niż tylko irytację.

Nie mam nic przeciwko szkolnym dramom i młodzieży, ale takie postaci i ich relacje trzeba umieć pisać. To rzecz niełatwa nadać im pozory życia, dać im charaktery i jeszcze sprawić, by oglądający poczuli z nimi jakąś więź albo chociażby nawet cień sympatii. Tymczasem bohaterowie „Jinna” to gromada antypatycznych snobów, których rozrywkami są imprezy, alkohol i dokuczanie słabszym. Ewentualnie są kartkami papieru, które zupełnie nie wiedzą, co ze sobą zrobić.

Jedyna postać, która jako tako wzbudza sympatię, Yassin, szybko traci ją, kiedy okazuje się, jakie decyzje podejmuje. Niemniej jednak to jedna z lepiej napisanych ról w tym serialu, która przynajmniej przechodzi jakąś przemianę, widać u niej progres i jakiekolwiek rozterki moralne. Można byłoby powiedzieć, że to wszystko, co dzieje się z nim w finałowym odcinku pierwszej serii, jest konsekwencją jego wyborów albo nawet próbą odzyskania twarzy, pokazania się od dobrej strony.

Mój syn opętany jest przez dżina

Keras, Jinn, Netflix

Jedno nie pozostawia wątpliwości – paranormalna teen drama z akcją osadzoną na Bliskim Wschodzie to coś, czego jeszcze w szeroko dostępnych kanałach nie było. Szkoda tylko, że niestety jest słabo zrealizowana również na poziomie ekspozycji i ogólnego przedstawienia świata nadprzyrodzonego. Bo co tak naprawdę Europejczycy wiedzą o dżinach, poza tym, że można je zamknąć w butelce i spełniają twoje życzenia?

Twórcy „Jinna” mają problem z kreowaniem tego świata nadnaturalnego i jego ekspozycją – jest ona bardzo nierównomiernie rozłożona na cały sezon. Zupełnie nie rozumiem decyzji twórców w kwestii tego, żeby podział na „frakcje” przedstawić dopiero w kilkunastu ostatnich minutach ostatniego odcinka sezonu. Wprowadzenie zupełnie nowej informacji, nowego elementu kluczowego w takim momencie nie ma żadnego logicznego sensu i ostatecznie nie wpływa na nic.

Jednocześnie są bardzo niekonsekwentni w przypadku kreowania elementów paranormalnych. Dlaczego Keras wraz ze swoim ciałem rozpada się w piach, kiedy opuszczają go siły, ale jego „nosiciel” Hussni nagle znajduje się w Ammanie, tymczasem kiedy dżin zamieszkujący w Verze przenosi się na Yassina, ciało dziewczyny nie znika? Czemu Keras nie mógł się wyrwać trzymającym go Beduinom, zmieniając się w dym i piach?

Strona wizualna ani nie zachwyca, ani nie odrzuca – zarówno na poziomie zdjęć, jak i w przypadku efektów specjalnych mamy do czynienia z typowym średniakiem. Najbardziej zawiodłam się niestety na muzyce – liczyłam na jakieś ciekawe arabskie brzmienia, zarówno klasyczne, jak i nowoczesne, tymczasem dostaliśmy wielkie nic.

Serial dostępny na platformie Netflix

Gra aktorska
2
Zdjęcia
5
Muzyka
5
Scenariusz
1
„Jinn” niestety nie spełnił oczekiwań, jakie w nim pokładałam – nie jest serialem z dobrą fabułą ani z interesującym światem. Raczej nie sięgnę po drugi sezon.
Ocena czytelników
2

Plusy

  • interesujący pomysł

Minusy

  • irytujący bohaterowie
  • niekonsekwencja w kreowaniu świata przedstawionego
  • chaos fabularny
  • problemy z kompozycją

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.