Recenzja do: iZombie (2015 )
Recenzje

Muszę z ręką na sercu powiedzieć, że nie miałam najmniejszej ochoty na piąty sezon „iZombie” po tym, co zadziało się z czwartym. Był średni, żeby nie powiedzieć słaby, i nawet myśl, że nadciąga finał całego serialu, nie poprawiała mi humoru i zabierałam się za oglądanie jak pies do jeża. Tymczasem, o dziwo, pozbycie się wątku ojca Blaine’a zadziałało na produkcję ożywczo. I chociaż nadal wiele tutaj zabrakło do poziomu prezentowanego w pierwszej czy drugiej serii, to jednak muszę przyznać, że ostatnia odsłona okazała się całkiem niezła. UWAGA: MOŻLIWE SPOILERY.

iZombie, sezon 5, ostatni sezon, serial, Netflix, The CW, recenzja, Rose McIver, Liv Moore, seriale na podstawie komiksów, Clive Babineaux

Kiedy to zombie muszą uciekać przed ludźmi, nie odwrotnie

Jak wiadomo, w poprzednim sezonie ostatecznie runęła kurtyna między światem nieumarłych a tym, który doskonale znamy. Do opinii publicznej dotarła wiadomość, że zombie rzeczywiście istnieją, co, oczywiście, miało swoje plusy i minusy. Z jednej strony Liv nie musiała już dłużej ukrywać przed nikim prawdziwej natury, a z drugiej: jak to bywa w takich przypadkach, pewnym ludziom musiała się nie spodobać taka kolej rzeczy. Piąta seria stoi pod znakiem nadciągającej wojny. Czy to oznacza, że Clive i Liv będą musieli zrezygnować ze swojego codziennego ganiania za przestępcami? Nie, choć można odnieść wrażenie, że zeszło to na dalszy plan.

Wydaje mi się, że twórcy bardzo starali się utrzymać balans pomiędzy znanym nam już, proceduralnym charakterem produkcji, a kontynuowaniem wątku Liv jako Renegade, wprowadzając do tego masę motywów, powiązanych w ten czy inny sposób z aktualną sytuacją polityczno-społeczną w Seattle. Niestety nie zawsze im to wychodziło. Nadal mamy kilka świetnych wcieleń głównej bohaterki, nadal przyglądamy się, jak przyrządza sobie obiad z mózgu kolejnego denata, ale to wszystko z upływem czasu blednieje na rzecz spraw ważniejszych. Nie zrozumcie mnie źle, nie poczytuję tego jako wadę; scenariusz nie byłby w stanie dobrze pokazać rosnącej rebelii w Filmore Graves i formowania się grupy walczącej z zombie, gdybyśmy nadal roztkliwiali się nad tym, w kogo tym razem zmieni się Liv. Mimo to, po kilku latach spędzonych z serialem, człowiek przyzwyczaja się do niektórych rzeczy i momentami po prostu tęskniłam za pospolitym proceduralem.

iZombie, sezon 5, ostatni sezon, serial, Rose McIver, Rahul Kohli, Liv Moore, Ravi Chakrabarti, recenzja, The CW, Netflix, seriale na podstawie komiksów,

Nowi i starzy bohaterowie

W piątym sezonie „iZombie” pojawiło się kilka „świeżych twarzy” i trzeba przyznać, że choć niektórzy wnieśli do serialu coś ciekawego, o tyle pojawienie się pozostałych wydało mi się przerostem formy nad treścią.

Ucieszyłam się, kiedy Don-E dostał wątek romansowy, bo przez cały czas myślałam sobie, że to bohater z niewykorzystanym potencjałem, który po prostu stoi sobie jako goguś Blaine’a i nie odgrywa żadnej znaczącej roli. Dobrze, że twórcy zrobili coś skrojonego wyłącznie pod niego, nawet jeśli ten motyw nie zajął zbyt dużo czasu antenowego. Wybranka okazała się urocza, więc był to miły dodatek do obsady.

Nie rozumiem natomiast wprowadzenia takich postaci jak ojciec Liv czy dziennikarka, która przeprowadzała wywiad z Blaine’em (w tej chwili nawet nie jestem w stanie przypomnieć sobie jej imienia). Niby wątek tej kobiety miał służyć widowiskowemu ujawnieniu prawdziwej twarzy antagonisty, ale spójrzmy prawdzie w oczy: czy ktoś jeszcze na tym etapie nie wiedział, jakim typem człowieka – czy raczej zombie – jest Blaine? Bo nie zaskoczyło to nikogo, nawet społeczności Seattle, skoro to całe dramatyczne zdemaskowanie skończyło się tak szybko, że wkrótce nikt już o tym nie pamiętał. Ojca Liv uważam natomiast za zbędne komplikowanie fabuły na ostatniej prostej.

iZombie, sezon 5, recenzja, ostatni sezon, Netflix, The CW, seriale na podstawie komiksów, Blaine

I love you, „iZombie”

Przyznaję, że tematyka zombie nie należy do moich ulubionych. Właściwie to za nią nie przepadam. A jednak coś skłoniło mnie do obejrzenia tego serialu, ba, zostałam z nim do samego końca. Myślę, że zdecydowały o tym te wszystkie elementy, które ponownie dostrzegłam w piątym sezonie: fajnie wyważony humor, świetna gra aktorska (szczególnie Rose McIver i Rahula Kohliego), doskonale napisani główni bohaterowie (polubiłam nawet Majora, chociaż wcześniej nie pałałam do niego sympatią), kreatywność w nowych zagadkach kryminalnych i ładna, zawsze dopasowana do danej sceny muzyka. W piątej serii nadal mamy do czynienia z genialnym komizmem sytuacyjnym – odcinek z mózgiem tancerki należy do moich ulubionych – a choć sprawy rozwiązywane przez Liv i Clive’a stawały się coraz bardziej przewidywalne, to i tak z przyjemnością oglądałam, jak odkrywają prawdę.

Sam finał pozostawił mnie z nieco mieszanymi uczuciami. Na pewno nie spodobało mi się podkoloryzowanie i nienaturalny przeskok czasowy, przez który miałam wrażenie, że wiele momentów po prostu wycięto. Jednak nie da się ukryć, że wątki zostały w większości ładnie zamknięte. Po zobaczeniu napisów końcowych w ostatnim odcinku nie poczułam niedosytu, nie poczułam złości na to, że to wszystko się tak potoczyło – raczej zdominowała mnie nostalgia i zmieszanie. Zmieszanie, bo sądzę, że finał pięciosezonowego serialu mógłby być lepszy, a nostalgia – bo chyba będzie mi się nieco tęskniło za tą historią, nawet jeśli gdzieś po drodze zagubiła swoją ikrę.

iZombie, serial, sezon 5, ostatni sezon, seriale na podstawie komiksów, recenzja, Netflix, The CW

„iZombie” zaczęło diametralnie tracić poziom z chwilą, kiedy w fabule zdecydowano się na zwrot akcji w postaci ujawnienia tytułowych istot. Twórcom doskonale wychodziło to odcięcie zombie od codzienności należącej do ludzi. Tajemnica, jakiej musiała trzymać się Liv i nie tylko, dodawała serialowi smaczku. Niestety później, wraz z całym tym murem, jakim otoczono Seattle, produkcja stopniowo zaczynała tracić urok, co zresztą skutkowało fatalnym sezonem czwartym. Piąty podniósł całość z kolan i poszedł dalej, może chwiejnym krokiem, ale jednak stanowczym. I wiem, że będzie mi w jakiś sposób brakowało tego przyglądania się, jak Liv w tak apetyczny sposób przyrządza kolejne obiadki z mózgu. Dlatego, mimo że finałową serię można by w wielu miejscach poprawić (zwłaszcza w kwestii ostatniego odcinka), to i tak uważam to za całkiem godne, sprawnie zrealizowane zakończenie.

Serial dostępny na platformie Netflix.

Gra aktorska
8
Zdjęcia
7
Muzyka
7
Scenariusz
6
Nie było to może zakończenie idealne, ale całkiem przyzwoite. „iZombie” schodzi ze serialowej sceny z podniesioną głową i chociaż lepiej by na tym wyszło, robiąc to już po trzecim sezonie, to i tak czuję się usatysfakcjonowana jako widz.
Ocena czytelników
8.5

Plusy

  • świetni bohaterowie
  • kreatywność
  • humor
  • ładne zakończenie wątków większości postaci

Minusy

  • nieco przekombinowany finał
  • brak równowagi między formą proceduralną a pozostałymi wątkami

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

iZombie

Zadrapana przez zombie Olivia Moore zamienia się w potwora. Porzuca dotychczasową pracę i zatrudnia się w kostnicy, gdzie ma stały dostęp do pożywienia. Poprzez …