Recenzja do: It's Always Sunny in Philadelphia (2005 )
Recenzje

Przy aż czternastu sezonach produkcji niełatwo jest utrzymać jej wysoki poziom, śmiem twierdzić, że nawet graniczy to z niemożliwością. Twórcom „It’s Always Sunny in Philadelphia” ta sztuka udała się jednak przez trzynaście sezonów, przy czym ten ostatni był jednym z najlepszych. Dlatego myślę, że można im wybaczyć średni czternasty sezon.

Dennis, Charlie, Mac, Frank oraz Wielki Ptak… to znaczy Dee powracają po raz kolejny jako jedni z najgorszych ludzi na planecie. Poprzedni sezon miał swój burzliwy finał po tym, jak Mac ujawnił się swojemu tacie poprzez występ taneczny i wydawało się, że czeka nas szereg zmian w nowych odcinkach. Nie do końca tak się stało, jednak przy tym serialu trudno jest zdecydować, czy to wyszło mu na plus, czy nie. Ekipa z baru Paddy’s Pub nadal oferuje nam taką samą porcję nieświadomej mizoginii, szowinizmu i rasizmu, jaką dostarczali przez poprzednie lata.

Wszystko po staremu

W tym sezonie może nie podobać się to, że oczekiwaliśmy jakiejś nowej ery w życiu Gangu, a dostaliśmy kilka niezdarnych prób zmian i nietrafionej refleksji. Mac, pomimo swojego przełomowego momentu w poprzednich odcinkach, zdaje się, że bardziej cofa się w rozwoju charakteru. Jego obsesja na punkcie Dennisa tylko narosła i to w okropnie nieprzyjemny sposób. Gang nadal wyżywa się na Dee bez powodu, chociaż w niej akurat możemy dostrzec niewielką przemianę. Dziwna rodzicielska/małżeńska relacja Franka i Charliego sięga szczytu toksycznej czy po prostu chorej. Zdawałoby się, że wszystko, co kochamy w tych postaciach, pozostało nienaruszone, jednak to trochę nie jest to, czego spodziewałam się po finale poprzedniego sezonu. Wydaje się, jakby sami twórcy produkcji byli trochę zmęczeni już tym serialem, co w bezpośredni sposób dają nam do zrozumienia w ostatnim odcinku – chociaż puenta serii jest pozytywna i widzimy, że nawet jeśli nic nie ma większego sensu, to ważne są inne wartości.

its always sunny in philadelphia, sezon 14,

W przypadku wszystkich ubiegłych sezonów zaśmiewałam się na każdym oglądanym odcinku. Absurd goniony przez absurd, który niósł za sobą jakieś przesłanie, dostarczał świetnej rozrywki i swego rodzaju nauczki dla społeczeństwa. Tutaj także zastosowano nonsens i wprowadzono kilka nieudanych, a śmiem nawet twierdzić, że tandetnych prób przesłania, tyle że jakoś po prostu nie współgrają one ze sobą. Humor oczywiście jest i pojawiło się trochę zabawnych momentów, w których czuć dawna wprawa w rozśmieszaniu widza Na przykład odcinek „The Janitor Always Mops Twice”, który nakręcony w stylu starych, czarno-białych filmów detektywistycznych oferuje ciekawe rozwiązanie fabularne i widać, że twórcy dobrze się bawili przy wymyślaniu tego odcinka.

Pusta puenta

Jednakże nowa seria nie była też wolna od wpadek, jak epizod „Woman’s Right To Chop”, który niby porusza kwestię aborcji i tego, że kobiety powinny mieć prawo do decydowania o sobie, ale w efekcie wychodzi to takie wymuszone i bez wyrazu. Producenci kompletnie nie trafili tu ze swoją zwyczajowo pouczającą puentą. Szansę na prawdziwy wątek miała Dee jako jedyna kobieta w składzie, a więcej uwagi od niej dostał… pies. Tak samo niewykorzystany potencjał wyglądał w przypadku odcinka „Dee Day”: zapowiadał się świetnie i już wystarczyłoby oglądanie, jak Gang musi robić to, co Dee im każe, bez narzekania, bez tego wątku w tle o radnej.

its always sunny in philadelphia, sezon 13

Co się zaś tyczy pozytywnych aspektów, warto nadmienić, że dało się wreszcie zauważyć jakiś mały postęp w rozwoju Gangu, mimo iż dotyczący bardziej tego, jak zmęczeni są otoczką życia wokół Paddy’s Pubu . Możliwe, że najmocniejszym elementem tego sezonu był fragment, kiedy zobaczyliśmy obnażoną duszę Dennisa poprzez jego wygląd zewnętrzny. Inne postacie też zdają się odsuwać od baru i iść w swoją stronę, tak jak Charlie i Frank po poznaniu Alexeiego i Nikkiego. Jak już wspomniałam, sam odcinek finałowy dużo nam sugeruje, jeśli chodzi o podejście zarówno Gangu, jak też twórców do samej produkcji. Wszyscy wydają się zniechęceni tym, że robią to wszystko, bo muszą, albo czują presję, a brak w tym zabawy. Ostatnie minuty niby dają jakąś nadzieję na nowy start, ale czy tak się rzeczywiście stanie? Nie wiadomo.

Muszę niestety przyznać, że cały czternasty sezon obejrzałam bardziej z powodu swojego uwielbienia do tej produkcji i nadziei, że może kolejny odcinek będzie lepszy od poprzedniego. Sezon sam w sobie jest mało angażujący jak na narzucone przy wcześniejszych seriach standardy. Odcinki niby nie wieją nudą, a jednak są w pewien sposób nużące i pozbawione wyrazu. Największym rozczarowaniem okazał się Mac, który mimo tak pięknego rozwoju swojej postaci w poprzednich sezonach został w tych odcinkach przywrócony do roli obsesyjnie zakochanego w Dennisie. Po raz pierwszy zaczęłam się zastanawiać, czy może nie nadeszła już pora, by tę produkcję zakończyć, póki jeszcze wywołuje pozytywne wspomnienia. Pomyślałam tak pierwszy raz, odkąd zaczęłam przygodę z „It’s Always Sunny in Philadephia” tych kilka lat temu.

Gra aktorska
7
Zdjęcia
7
Muzyka
6
Scenariusz
5
"It's Always Sunny in Philadelphia" przez wiele sezonów udowadnia, że potrafi rozbawić widzów jak żaden inny serial. Absurd łączony z krytyką współczesnego społeczeństwa wychodzi im bezbłędnie już od trzynastu sezonów. Średnio jednak to wyszło w najnowszym czternastym sezonie i pierwszy raz możliwe, że stary i okropny Gang to trochę za mało.
Ocena czytelników
6

Plusy

  • zabawa formą,
  • droga do jakiejś zmiany,
  • lekki rozwój postaci Dee

Minusy

  • tandetna puenta,
  • spadek jakości humoru,
  • bez wyrazu

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.