Recenzja do: Instinct (2018 )
Recenzje

Passa kryminalna trwa w najlepsze. Uwielbiamy skandynawskich pisarzy kryminałów (tych rodzimych zresztą też), uwielbiamy filmy, ale również i seriale z tego gatunku, których, chcąc nie chcąc, powstaje na pęczki. Trudno w tym temacie o jakąś oryginalność, bo wydaje mi się, że wszystko zostało już pokazane. Wtem na rynku pojawia się „Instinct”, który niby ma się nam spodobać, oczarować wyjątkowością, aż w końcu sprawić, że z niecierpliwością będziemy wyczekiwali kolejnego odcinka. Chyba jednak twórców zawiódł instynkt.

„Instinct” opowiada historię byłego agenta CIA, Dylana Reinharta (Alan Cumming), który po odejściu ze służby bierze się za pisanie książek i wykładanie na uczelni. Akurat w momencie, w którym okazuje się, że pisanie drugiej książki idzie mu miernie, w jego życiu pojawia się Lizzie, policjantka z Nowojorskiego Departamentu Policji, która prosi „wybitnego pisarza” o radę i pomoc w rozwikłaniu śledztwa i w odnalezieniu seryjnego zabójcy. Dylan najpierw się waha, szybko jednak odnajduje w tym szansę na odnalezienie inspiracji do napisania kolejnej powieści. Tak historia się rozkręca.

Instinct, CBS, serial, pilot, recenzja, Alan Cumming

Jestem rozdarta emocjonalnie, naprawdę, głównie przez to, że pokładałam w tym serialu wielkie nadzieje.  Nadzieje powiązane z wcielającym się w główną rolę Alanem Cummingiem, którego pokochałam za jego rolę w „The Good Wife”. Tam, jako Eli Gold, spisywał się wyśmienicie i choć momentami serial wydawał się ciągnięty na siłę, oglądałam go właśnie dla Cumminga. Pomyślałam, że skoro jest dobrym aktorem, to przecież da radę, prawda? Wyciągnie kolejny serial na wyżyny i będzie świetnie. Tyle że stało się zupełnie na odwrót.

Kiedy intryga zawodzi, a banał goni banał

Może przez to, że w swoim życiu przeczytałam bardzo wiele książek kryminalnych albo obejrzałam drugie tyle seriali o tej samej tematyce, jestem wyczulona na kilka rzeczy. Na to, jak zostaje przedstawiona zbrodnia jako taka, bo przecież do niej wracamy przez resztę odcinka; na to, jak zachowują się w swoim towarzystwie śledczy, co motywuje nimi podczas rozwiązywania zagadek; aż w końcu na to, czy ta zagadka jest jakoś porządnie przemyślana, czy może napisana na kolanie w któreś popołudnie, kiedy scenarzysta nie miał co robić i ot tak sobie nabazgrał na papierku pomysł… z którego powstał serial. Zbrodnia przedstawiona w „Instinct” nie jest jakaś wybujała. Ot, zabójstwo, na którego ślad od razu wpada nasz wyśmienity doktor, profesor i były agent CIA, Dylan. Nie wiem, czy to miało świadczyć, że jest dobrym śledczym, jednak według mnie było to zdecydowanie za proste.

Instinct, CBS, serial, pilot, recenzja, Alan Cumming

Zresztą postać Dylana tak właśnie zostaje wykreowana – nie dość, że wyśmienity pisarz, agent CIA (rzekomo nikt o tym nie wie), to jeszcze w dodatku śledczy, który trafia na trop mordercy już po znalezieniu pierwszej ofiary. Nie dość, że jest zadufany w sobie (co, powiedzmy, można by jeszcze przełknąć, gdyby wzięło się pod uwagę to, że naprawdę jest poczytnym pisarzem, więc może te wszystkie pochlebstwa uderzyły mu do głowy), to jeszcze gadatliwy i w pewnych momentach bardzo irytujący. Wysokie mniemanie o sobie jakoś kontrastuje z tym, że jego agentka nie pochwala drugiej książki, że jego mąż pracuje w knajpie i serwuje drinki, więc teoretycznie wiedzie normalne życie. A, widzicie, zapomniałam. Nasz bohater, oprócz tej całej wspaniałości, jest jeszcze szczególnie utalentowany –  ma fotograficzną pamięć: to, co raz przeczyta, zostaje mu w głowie; tyle tylko, że nie widzi tego, a jedynie słyszy głosy. Czy ktoś mi tu próbuje podrobić mojego Sherlocka? Nieładnie. 

Pod napięciem

Całe śledztwo, którego napięcie budowane jest od pierwszej sekundy odcinka, też wydaje się grubymi nićmi szyte – oto w toalecie jednego z klubów zostaje znalezione ciało dwudziestolatka, rzekomo „króla klubów”. Znalezione przy nim karty (dwie z talii) jasno wskazują, kto będzie następną ofiarą. Mimo że Dylan wpada na ślad niby od razu, nie ratuje ani ofiary numer dwa, ani numer trzy. Wciąż jednak wychodzi z założenia, że jest bardzo dobry w tym, co robi. Przy nim, szczerze powiem, ginie postać Lizzie (Bojana Novakovic), policjantki, która co prawda sili się na jakieś riposty, dzięki którym mielibyśmy ją zapamiętać, ale też jej to nie wychodzi – albo przyćmiewa ją Dylan, albo po prostu ma tak słabą osobowość, że woli stać w cieniu jakiegoś laika, niż sama pokazać, co potrafi. 

Instinct, CBS, serial, pilot, recenzja, Alan Cumming

Aktor, który nie zawodzi 

Może nie jedynym, ale jednym z niewielu plusów serialu jest sam Cumming – to, jak się zachowuje, jak jest ubrany, jak jego postać jest przedstawiona (nie mylić z tym, jak się ta postać zachowuje, bo to dwie różne rzeczy). Tym samym jestem ogromnie zawiedziona, bo serial naprawdę miał potencjał, a główny bohater mógł wybić się spośród tych śledczych, którzy mają depresję, piją, a do pracy chodzą tylko po to, by się nie zapić, i których wykreowały inne seriale kryminalne. Myślałam, że „Instinct” zaskoczy mnie jakąś nieprzewidywalnością, świeżością i poczuciem, że hej! Jest jeszcze dla tego gatunku szansa. 

Po obejrzeniu pilota mam wielkie wątpliwości, nie wykluczam jednak, że kolejne odcinki będą lepsze – bo przecież i takie cuda się czasem zdarzały. W tym miejscu małe pytanie – czy Elie może wrócić do „The Good Fight”? Byłabym wielce uradowana.

Gra aktorska
6
Zdjęcia
7
Muzyka
6
Scenariusz
4
Liczyłam na poczucie świeżości i nieprzewidywalności. Dostałam odgrzewany kotlet, który mimo zmienionych kilku składników wciąż smakuje tak samo. Trochę szkoda.
Ocena czytelników
5

Plusy

  • Alan Cumming
  • postać Dylana Reinharta, a raczej jego charakteryzacja
  • scenariusz ma swoje dobre punkty

Minusy

  • wyidealizowana postać głównego bohatera
  • przewidywalne śledztwo
  • policjanci, za których robotę odwala doktor i pisarz
  • Lizzie, która zostaje przyćmiona przez Dylana

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Instinct

Dylan Reinhart, po zakończeniu pracy w CIA, stara się rozpocząć spokojne życie i skupić się na pracy profesora i pisarza. Przeszłość dogania go szybciej niż przypuszczał: …