Recenzja do: I Am the Night (2019 )
Recenzje

Nie bez powodu nawiązałam w tytule recenzji do piosenki Happysadu. Konstrukcja tego utworu nieco mi przypomina produkcję TNT: w obu dostrzegamy silną nostalgię, wspomnienia walą bohaterów po łbach, a im dalej w las, tym robi się mroczniej, aż do finału, gdzie emocje się kumulują. Różnica jest jednak zasadnicza. W piosence Happysadu dziadek jest postacią raczej pozytywną. Tymczasem w „I Am the Night” mamy do czynienia z jednym z najbardziej przerażających antagonistów, jakich kiedykolwiek widziałam.

Życie pisze najlepsze scenariusze

Fabuła serialu została oparta na prawdziwej historii. Główną bohaterką jest 16-letnia Fauna Hodel, która w dość dramatycznych okolicznościach dowiaduje się, że została adoptowana (czy raczej przygarnięta). Naturalnym odruchem u dziewczyny było pragnienie poznania biologicznej rodziny i odkrycia swoich korzeni. Wyjeżdża zatem do Los Angeles, by spotkać się z dziadkiem – i jak szybko się okazuje, okoliczności związane z jej narodzinami są owiane niepokojącą tajemnicą. Fauna drąży, by poznać prawdę; drąży również Jay, upadły reporter i weteran wojenny, który za życiowy cel obiera sobie zdemaskowanie wszystkich grzechów George’a Hodela. Drogi obojga przecinają się na drodze wspólnych poszukiwań.

Fauna Hodel to autentyczna, żyjąca postać – brała ona nawet udział w tworzeniu tego serialu, którego motywy oparto na jej autobiograficznej książce, „One Day She'll Darken: The Mysterious Beginnings of Fauna Hodel”. Co prawda scenariusz „I Am the Night” odbiega w wielu punktach od prawdziwych wydarzeń (dla przykładu Jay Singletary, reporter, nigdy nie istniał), ale sporo z nich miało również miejsce w rzeczywistości.

Serial jest idealnym połączeniem dramatu, thrillera i kryminału – poza wątkiem przewodnim, czyli śledztwem prowadzonym przez Jaya i Faunę, przedstawione zostają także liczne problemy społeczne, w tym dyskryminacja rasowa. Akcja rozgrywa się w latach 60. XX wieku, obyczajowość tej epoki jest silnie widoczna i pokazana w niezwykle szczery, przekonujący sposób. Kolejne odcinki (a jest ich zaledwie sześć) połyka się w mgnieniu oka. Jeśli szukacie mocnego, dynamicznego kryminału, skupionego wokół jakiejś zbrodni, to możecie nieco się zawieść. W fabule nie chodzi o niespodziewane zwroty akcji, nie chodzi tu nawet o znalezienie mordercy – to przede wszystkim głęboka, przenikliwa opowieść o ludzkiej naturze, dręczących psychikę demonach i przeszłości, której nie mogą zakopać nawet pieniądze czy wpływy wynikające z szanowanego stanowiska.

I Am the Night, serial, TNT, HBO GO, recenzja, Chris Pine, India Eisley, Fauna Hodel

Krew tężeje

Nie oznacza to wcale, że podczas oglądania będziecie się nudzić. Historia Fauny jest tak intrygująca, że szybko pogrążycie się w odkrywaniu tajemnic jej rodziny i nawet jeśli niektórych rzeczy domyślicie się nieco wcześniej niż sami bohaterowie, zostanie to wam podane w taki sposób, że i tak wyprostujecie się na krześle jak struna. Wiele było scen, podczas których moje nerwy były napięte jak postronki, szczególnie finał sprawił, że nie mogłam spokojnie usiedzieć, a czasem wstrzymywałam oddech. Nieczęsto się zdarza, bym tak bardzo uległa nastrojowi jakiegoś serialu, tutaj zaś dałam się pochłonąć całkowicie. Twórcy idealnie stopniują napięcie, by w kluczowym momencie zapędzić widza w kozi róg.

Nic z tego nie miałoby miejsca gdyby nie styl, w jakim nakręcono „I Am the Night”. Dzięki odpowiedniej technice filmowania mamy wrażenie, jakbyśmy rzeczywiście oglądali produkcję z lat 60. Autentyzm został dodatkowo podkreślony przez niemalże drobiazgową dbałość o kostiumy, scenografię i muzykę. Nawet dialogi czy gesty wykonywane przez bohaterów są dokładnie przemyślane. Chwilami aż trudno było mi uwierzyć, że poszczególne sceny zostały nakręcone w XXI wieku. Mam tu do czynienia z kinem noir w najczystszej postaci – postaci, która zachwyca i oblepia widza mrocznym, tajemniczym klimatem.

Jak z nagrodami, to proszę w tę stronę

Coś, co również wyróżnia ten serial, to mistrzowska gra aktorska. Szczególnie Chris Pine, wcielający się w Jaya, daje tutaj taki popis swoich umiejętności, że gdyby w mojej mocy było przyznawanie wszelkich nagród, to nie czekałabym na żadną inną produkcję, tylko wręczyłabym je jemu. Pine pracuje całym ciałem, każda, nawet najmniejsza zmiana w jego mimice potrafi wyrazić całą gamę emocji; jego kreacja jest do bólu prawdziwa i przekonująca. Reporter, który lata świetności ma za sobą, pogrążony w nałogach i szarpany wspomnieniami z wojny, ma jednocześnie w sobie ogrom charyzmy, jakiej nie można się oprzeć. Trzeba tu też dodać, że serial bardzo umiejętnie podszedł do tematu powojennej traumy. Nie jest to w żaden sposób nachalne, nie stanowi to też jedynej definicji Jaya jako bohatera – to nierozerwalna część jego bardzo zróżnicowanej, fascynującej osobowości.

I Am the Night, serial, TNT, HBO GO, recenzja, Chris Pine, India Eisley, Fauna Hodel

Indię Eisley miałam (nie)przyjemność oglądać w horrorze „The Curse of Sleeping Beauty”. Produkcji zdecydowanie nie polecam, bo jedyne ciarki, jakie poczujecie, to ciarki wstydu, ale już wtedy dostrzegłam w tej aktorce potencjał, właściwie była jednym z nielicznych jaśniejszych punktów w całym filmie. W „I Am the Night” poradziła sobie znakomicie. Wcale nie odstaje od bardziej już doświadczonego aktora, jakim jest Pine, zamiast tego wyciska ze swojej roli absolutnie wszystko. Nie jest beznamiętną kukiełką, która przechodzi tylko z punktu A do punktu B, tylko prawdziwą, zaangażowaną emocjonalnie uczestniczką, a raczej centrum wydarzeń. Niezwykle podoba mi się zestawienie jej delikatnej, dziewczęcej urody z ogromną siłą w głosie.

Trzeba też przyznać, że Jefferson Mays, grający George’a Hodela, również odwalił kawał dobrej roboty. Nie musiał nawet wiele mówić, wystarczyło jedno spojrzenie, by i jego rozmówca, i ja przed ekranem, mógł poczuć chłód i strach. Tak demonicznej, przerażającej postaci nie widziałam już dawno.

Jeśli jak dotąd „I Am the Night” wymykało się z waszych planów serialowych, to koniecznie musicie nadrobić zaległości. Całość można pochłonąć właściwie za jednym posiedzeniem – a ja na pewno jeszcze do niej wrócę.

 

Serial dostępny na platformie HBO GO.

Gra aktorska
9
Zdjęcia
9
Muzyka
8
Scenariusz
9
„I Am the Night” to poruszająca, dopracowana w każdym calu historia, która widza pochłonie i nie puści jeszcze na długo po zakończeniu seansu. Ciekawa fabuła została doprawiona idealnie dobraną obsadą i odpowiednią techniką filmowania. Mały majstersztyk.
Ocena czytelników
8.5

Plusy

  • kapitalna gra aktorska
  • dobrze oddana obyczajowość lat 60.
  • fabuła trzyma w napięciu do samego końca
  • serial jest genialnie nakręcony
  • klimat

Minusy

  • ci, którzy szukają stricte kryminału, mogą nie być do końca zadowoleni

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

I Am the Night

Historia skupia się na młodej kobiecie, która przed laty została oddana do adopcji. Próbuje ona rozstrzygnąć tajemnice swojej przeszłości. W końcu trafia do niesławnego …


Recenzje