Recenzja do: Hollywood (2020 )
Recenzje

Przemysł filmowy rządzi się swoimi prawami. Przez wiele lat mniejszości etniczne, społeczne oraz kobiety zajmowały drugorzędne miejsce w wielkim świecie amerykańskiego show-biznesu. Zresztą nadal ogrom osób odstających od niegdyś przyjętych norm w Hollywood pozostaje pokrzywdzony. Dlatego też Ryan Murphy osadził akcję swej produkcji w Los Angeles tuż po II wojnie światowej, aby w sposób groteskowy ukazać narodziny patologii i układów panujących w półświatku amerykańskich gwiazd i nie tylko. Czy drugi oryginalny serial Murphy’ego stworzony dla Netflixa reprezentuje poziom chociaż zbliżony do innych dzieł twórcy? Przekonajcie się sami!

Hollywood, Netflix, Ryan Murphy, Serial limitowany, Recenzja, Historia filmu

Złota Era Hollywood

„Hollywood” to tytuł, który Ryan Murphy zawsze chciał stworzyć. Kiedy był dzieckiem, jego babcia opowiadała mu rozmaite historie poświęcone złotej erze Hollywood. Wtedy też Murphy po raz pierwszy usłyszał, m.in. o Rocku Hudsonie, który niespełna 45 lat później stał się jednym z głównych bohaterów jego produkcji.

Serial przedstawia ludzi z różnych grup społecznych, których łączy jedno niecodziennie marzenie, a mianowicie żarliwa chęć zaistnienia w świecie filmu. Bohaterowie Murphy’ego są postaciami z krwi i kości, które za wszelką cenę walczą o stworzenie nowego Hollywood. Hollywood, gdzie każdy może być sobą. Nie jest to zadanie łatwe, ponieważ pierwsza połowa XX wieku w Ameryce nie należała do najbardziej otwartych i wyrozumiałych. Jednak marzenia mają moc sprawczą, która jest wstanie przezwyciężyć najgorsze ograniczenia.

Historia napisana na nowo

Chcąc zmierzyć się z niesprawiedliwością złotej ery, Murphy postanowił dokonać reinterpretacji historii. Stworzył własną optymistyczną wersję wydarzeń mających miejsce niegdyś w Hollywood. Dlatego w świecie przedstawionym oprócz postaci fikcyjnych możemy poznać także bohaterów historycznych, jak Rock Hudson, Henry Willson, Anna May Wong, Hattie McDaniel czy Eleanor Roosevelt. Osoby obeznane w historii kina mogą być lekko skonfundowane, kiedy zapoznają się z karykaturami znanych hollywoodzkich person. Mianowicie historyczne postaci nierzadko przypominają staranie wykonane wydmuszki, które niestety mają mało wspólnego z pierwowzorami.

Oglądając „Hollywood”, odniosłem wrażeniem, że twórcy korzystają z niewiedzy przeciętnego widza. Niestety, ale wiele wydarzeń i posunięć bohaterów jest nieadekwatnych do mentalności panującej w tamtym okresie. Postacie myślą nazbyt współcześnie i wypadają przez to niesamowicie absurdalnie.

Dodatkowo każda nowa osoba na ekranie zmuszona jest wygłosić płomienną mowę o braku równości i nie byłoby to złe, gdyby tylko twórcy rozsądnie zbudowali charakterologicznie protagonistów. Tymczasem każdy bohater jest przypisany jednej nierówności. Mówiąc o karykaturalnych sprawach, warto wspomnieć o pojawieniu się postaci Vivien Leigh w trzecim odcinku produkcji. Scenariusz przedstawił tę niebanalną aktorkę Hollywood za pomocą dwóch zdań, dzięki którym dowiadujemy się, iż ta ma problemy ze swoim drugim mężem, Laurence’em Olivierem, dostała Oscara za „Przeminęło z wiatrem” („Gone with the Wind”) i ma problemy emocjonalne. Jeszcze coś wspomnieli o „Tramwaju zwanym pożądaniem” („A Streetcar Named Desire”), ale to tylko i wyłącznie tyle. Dawno nie widziałem tak okropnej ekspozycji bohaterki i czuję, że długo tego nie zapomnę.

Hollywood, Netflix, Ryan Murphy, Serial limitowany, Recenzja, Historia filmu

Kolory Hollywood

Ryan Murphy jest znany ze swojego perfekcjonizmu i dbania o najmniejsze detale. Nikogo więc nie powinien zdziwić fakt, że Murphy zlecił wykonanie większości kreacji bohaterów ręcznie. Twórca przyporządkował także unikalne kolory każdej wykreowanej przez siebie postaci, m.in. Claire nosi stroje czerwone i czarne w kropkowe wzory, Archie zazwyczaj odziany jest w ubrania odcieniu złotego, a Raymond różowego. Scenografia bezapelacyjnie jest najjaśniejszym punktem „Hollywood”.

Nie tylko stroje wyróżniają się iście hollywoodzkim kolorytem, ale także kadry komponowane przez osoby odpowiedzialne za zdjęcia. Ujęcia prezentowane w serialu najintensywniej wykorzystują trzy odcienie – karmelowy, złoty i czerwony – ponieważ są to kolory, które znakomicie odzwierciedlają złoty wiek Hollywood.

Warto wspomnieć także o tym, że podczas nagrań ekipa wykorzystała takie historyczne miejsca dla przemysłu filmowego, jak Musso & Frank Grill i Paramount lot w Los Angeles. Dodatkowo ekipa produkcyjna na potrzeby produkcji wybudowała replikę zburzonej w latach 80. apteki Schwabs, gdzie spotykali się aktorzy i dealerzy branży filmowej lat 50. XX wieku. Jak widać budżet, którym zarządzała ekipa, był potężny.

Hollywood, Netflix, Ryan Murphy, Serial limitowany, Recenzja, Historia filmu

Światła, kamera i akcja...

Obsada aktorska „Hollywood” w mojej opinii prezentuje się całkiem nieźle. Jednakże mam jeden problem, który niestety, ale dotyczy głównego bohatera produkcji. Gra Davida Corensweta (serialowy Jack Castello) jest nijaka, a jego ruchy i mimika mają mało wspólnego z dobrym aktorstwem. Myślę, że obsadzenie Davida w głównej roli nie było najlepszym rozwiązaniem i ten sprawdziłby się lepiej, wcielając się w postać drugoplanową. Zresztą tak jak to miało miejsce w innym serialu Murphy’ego, „The Politician”. Swoją drogą podczas seansu naszła mnie pewna myśl, która podpowiada mi, że David Corenswet byłby świetnym Supermanem w filmowym uniwersum DC. Cóż, ale my nie o tym...

Pisząc o wyczynach aktorskich obsady „Hollywood”, grzechem byłoby nie wspomnieć o rewelacyjnej i być może przełomowej roli Jima Parsonsa. Aktor ten przez dwanaście lat wcielał się w postać zabawnego geeka Sheldona Lee Coopera w sitcomie „The Big Bang Theory”. Teraz aktor nareszcie dostał szansę, aby się wykazać, dlatego też na ekranie sportretował postać Henry’ego Willsona, który był prawdziwym czarnym charakterem złotej ery Hollywood. W mojej opinii rola Jima Parsonsa jest najlepszą kreacją aktorską przedstawioną w całym siedmioodcinkowym serialu. Jak mniemam, duża w tym zasługa aktora, który wykorzystał swoje przez lata zdobyte doświadczenie.

Hollywood, Netflix, Ryan Murphy, Serial limitowany, Recenzja, Historia filmu

Co by było, gdyby?

Nie mam wątpliwości, że „Hollywood” to produkcja, która podzieli wielu serialomaniaków. Jest to tytuł, który wymaga zaakceptowania z góry przyjętej konwencji i uwierzenia w pewne uogólnienia. Widz, aby odczuć przyjemność z obcowania z tym dziełem, musi być gotowy na zupełnie nowe przedstawienie historii Hollywood przez twórców. Jeśli jesteś fanem kina i masz nadzieję na serial, który wiernie i w pełnej okazałości przedstawi złotą erę filmu, to będziesz rozczarowany. Jednak jeżeli nie przeszkadza ci nowa wersja powszechnie znanych wydarzeń, a konwencja baśni z dobrym zakończeniem ci odpowiada, to będziesz bawił się wyśmienicie.

Osobiście sposób, w jaki Ryan Murphy oraz jego ekipa zaprezentowali złotą erę, odpowiada mi i cieszę się, że to właśnie Murphy postanowił zająć się tym projektem. Oglądając „Hollywood”, nieustanie czuje się pasje i miłość, która towarzyszyła ekipie podczas pracy nad obrazem. Mimo że zdaję sobie sprawę, że nie jest to tytuł bez wad, wiem też, że będę do niego wracał w chwilach zwątpienia w kondycję naszej współczesnej społeczności. Ponieważ ta wcale nie różni się od tej pokazanej w „Hollywood”.

Serial limitowany „Hollywood” znajdziecie na platformie Netflix.

Gra aktorska
7
Zdjęcia
8
Muzyka
7
Scenariusz
5
Jeśli jesteś fanem kina i masz nadzieję na serial, który wiernie i w pełnej okazałości przedstawi złotą erę filmu, to będziesz rozczarowany. Jednak jeżeli nie przeszkadza ci nowa wersja powszechnie znanych wydarzeń, a konwencja baśni z dobrym zakończeniem ci odpowiada, to będziesz bawił się wyśmienicie.
Ocena czytelników
6

Plusy

  • Wielkie serducho, które czuć w przedstawionej opowieści;
  • Aspekty audiowizualne
  • Baśniowa konwencja;
  • Jim Parsons;
  • Scenografia;

Minusy

  • Całkowity retelling historii nie do końca znanej dużej części społeczeństwa;
  • Łopatologiczne przedstawienie postaci Vivien Leigh i nie tylko;
  • Nachalna eskspozycja bohaterów:
  • Absurdalne zachowania postaci;
  • David Corenswet;

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Hollywood

Ryan Murphy („American Horror Story”) określił swoją najnowszą produkcję jako „list miłosny do Tinseltown”. Serial opowiada o złotej erze Hollywood tuż po II wojnie …


Aktualności


Recenzje