4
Recenzja do: Here and Now (2018 )
Recenzje

HBO nigdy nie uciekało od trudnych tematów, które mogłyby zrodzić kontrowersje, wręcz przeciwnie – wciąż szuka takich opowieści. Misja społeczna, obrana już dawno temu, nadal jest realizowana z tym samym zapałem, czego skutkiem jest serial „Here and Now”. Dawno już nie widziałem produkcji tak śmiało próbującej odwzorować społeczne niepokoje dzisiejszego świata

 

here and now, hbo, tu i teraz, serial, recenzja

Poznajcie naszą rodzinę

Historia przedstawiona w „Here and Now” od pierwszych minut pokazuje, że nie będzie operą mydlaną, ale też niezupełnie od tego schematu odchodzi. Blacków poznajemy podczas przygotowań do celebracji sześćdziesiątych urodzin głowy rodziny, co bardzo szybko pozwala nam na zapoznanie się z głównymi bohaterami oraz motywami, którymi kierują się w życiu. Jubilat jest doświadczonym profesorem, który lata świetności ma już dawno za sobą. Wciąż stara się wykazywać chęci do aktywnego przeżywania swojego życia, ale po prostu nie potrafi tego robić. Monotonia dnia codziennego przytłacza go coraz bardziej, nie pozwalając mu uciec od przeszłości, prześladującej go bardziej za sprawą osób z otoczenia, aniżeli własnych wspomnień. On i jego żona zapędzili się w kozi róg, z którego nie są w stanie się wydostać, ale robią wszystko, by temu zaprzeczać. Razem postanowili adoptować trójkę dzieci z zupełnie różnych części świata, odważnie decydując się na zbudowanie wielokulturowej i wielorasowej rodziny

Wspaniałe marzenie o obdarowaniu niechcianych dzieci prawdziwym domem i miłością szybko przeistacza się w codzienne konflikty pomiędzy rodzicami a dorosłymi już pociechami. Zamiast należycie zbudowanego tła rodzinnego, twórcy serialu postanowili połączyć główne postacie w zupełnie inny, irracjonalny sposób. Elementem spajającym rodzinę stały się ich problemy natury egoistycznej, skoncentrowane jedynie na ich własnych uczuciach i potrzebach. Każdy egzystuje poprzez uwypuklanie własnych problemów, drenując czas i empatię pozostałych. Więzy rodzinne nie pozwalają im na ignorowanie drugiej osoby, przez co stają się wampirami energetycznymi, wysysającymi z siebie nawzajem pozytywną energię.

here and now, hbo, tu i teraz, serial, recenzja

Nałogowcy

Dopiero kiedy zrozumiemy, w jaki sposób działa rodzina Blacków, możemy zacząć próbę analizy zachowań poszczególnych członków. Wspólnym mianownikiem szybko okazuje się niezadowolenie z życia, co może być zaskoczeniem, biorąc pod uwagę, jaki status społeczny posiadają bohaterowie. Niemal każdy z nich odnosi sukcesy w dziedzinie, jaką sobie obrał. Greg – ojciec rodziny – to uznany profesor, jego żona, Audrey, realizuje się w pracy w szkole. Trójka ich adoptowanych dzieci nie może narzekać na brak pieniędzy. Ramon to odnoszący sukcesy programista, Ashley jest poważaną osobą w świecie mody, zaś Duc stoi na progu kariery w świecie trenerów motywacyjnych. Jedyne biologiczne dziecko Grega i Audrey, Kristen, również nie ma powodów do kręcenia nosem. Pomimo tego wszyscy zbierają się na cyklicznych spotkaniach, aby razem ponarzekać na otaczający ich świat. Zdecydowanie łatwiej jest to robić w przestronnym salonie niż w obskurnym mieszkaniu klasy średniej. Tutaj pojawia się właśnie problem odrealnienia środowiska, w jakim żyją bohaterowie: widzowie mogą nie znaleźć punktu zaczepienia pozwalającego na utożsamienie się z nimi.

Każda z głównych postaci ma całą masę problemów, ale na pierwszy plan zawsze wysuwa się uzależnienie od czegoś. Ramon nałogowo pali marihuanę, więc w momencie, kiedy w jego głowie pojawiają się tajemnicze wizje, wszyscy wokół przypisują ich powstanie właśnie temu. Ashley potrafi kłamać w żywe oczy, ukrywając nawet przed własnym mężem uzależnienie od kokainy. Duc stara się pozbyć wspomnień z dzieciństwa w Wietnamie poprzez niepohamowane maratony seksualne (akurat jego pobudki zostały bardzo dobrze uargumentowane, czego nie można powiedzieć o innych). Kristen natomiast żyje w świecie nierealnych oczekiwań, tworząc nieprawdziwe konta na portalach społecznościowych i licząc na aprobatę innych. Trudno zrozumieć, jakim cudem w jednej rodzinie pojawiło się aż tak wiele problemów opierających się na uzależnieniach, służących jako ucieczka od prawdziwego życia.

here and now, hbo, tu i teraz, serial, recenzja

Wszyscy jesteśmy chorzy

Fabuła serialu stara się wprowadzić widza w problem, jakim staje się nagła choroba Ramona, jednak robi to na tyle ospale, że przez pierwsze trzy odcinki w zasadzie o tym zapominamy. Dopiero w czwartym wraca do tematu na tyle dosadnie, że możemy się tym przejąć. Przez cały czas to, co dolega Ramonowi, to odległa halucynacja, niemrawo tłamszona przez epizody z jego lekarzem (psychologiem?). Pojawia się jednak wielkie zaskoczenie, bowiem chłopak najwyraźniej nie wziął swoich wizji z oparów jointa, tylko rzeczywiście możemy mieć do czynienia z elementem nadprzyrodzonym. Bardzo wolno rozwijająca się relacja z lekarzem jasno pokazuje, że ten wątek może okazać się kluczem do sukcesu serialu.

Postać doktora jest zresztą nie mniej intrygująca, ponieważ dzięki niej zostają poruszone kwestie społeczności muzułmańskiej w Stanach. Ten motyw jest o tyle ciekawy, że wywraca wszelkie założenia do góry nogami. Śmiało przedstawia syna lekarza: głęboko wierzącego, nastoletniego muzułmanina, który jednocześnie uważa się za osobę gender-fluid. W szkole zachowuje pozory, jednak w domu zakłada hidżab, udając kobietę. Jego ojciec akceptuje to, mając ku temu solidne powody, których tutaj nie zdradzę, bo nie chcę wam popsuć przyjemności z oglądania.

Nie można także nie wspomnieć o równie problematycznej bohaterce, jaką jest Kristen. Hamulcem jej rozpędzonej ochoty na doświadczenie seksualnych uniesień szybko staje się choroba weneryczna, jednak bez ingerencji rodziny ten hamulec prawdopodobnie zostanie zwolniony. Wyjątkowo buntowniczy i wręcz wojowniczy charakter dziewczyny zdaje się zupełnie nie pasować do pacyfistycznie nastawionej rodziny, przez co jej walka ze światem pociągnie za sobą wiele osób, w tym jej siostrę Ashley.

here and now, hbo, tu i teraz, serial, recenzja

Gdzie ta puenta?

Zdecydowanie najciekawszą postacią w „Here and Now” jest głowa rodziny, Greg (w tej roli Tim Robbins). Zawsze stoi z boku, nigdy nie robi nic pochopnie, a wyważony sposób bycia gwarantuje mu spokój ducha i sumienia. W pewnym momencie dotychczasowe decyzje doprowadzają go na skraj załamania nerwowego. Greg z każdym dniem czuje się coraz bardziej zagubiony we własnym życiu, nie potrafi zdefiniować żadnych celów, przez co traci chęć do życia. Momentem kulminacyjnym staje się celebracja sześćdziesiątych urodzin, potem jest już tylko gorzej. Obserwowanie tej stopniowej negacji każdego osiągnięcia jest nieco przytłaczające, ale dzięki temu serial bardzo dużo zyskuje.

Największym problemem całego serialu jest impotencja w sposobie prowadzenia fabuły. Od samego początku „Here and Now” to straszliwie wolno ciągnąca się opowieść o losach jednej rodziny, przeplatana zapychaczami w postaci nic niewnoszących scen seksu. Miłość fizyczna to niemal obowiązkowy element każdego odcinka, co można by zrozumieć, gdyby niosło ze sobą jakiś głębszy sens. Tymczasem seks i golizna pojawiają się zupełnie bez kontekstu, przez co naprawdę trudno pojąć, jakie było zamierzenie twórców. Niby można założyć, że to tylko migawka z życia normalnych przecież ludzi, ale przy oglądaniu „Here and Now” odnosi się wrażenie, że seks jest obecny na ekranie w celu zapełnienia czasu, podczas kiedy istotne elementy fabuły uciekają bez wyjaśnienia.

here and now, hbo, tu i teraz, serial, recenzja

Nie ma jak w domu

Serial ogląda się naprawdę dobrze, głównie za sprawą operowania obrazem, który daje widzowi poczucie bliskości i prawdziwej rodzinnej intymności. Uwypuklanie małych gestów pomiędzy bohaterami, jak trzymanie się za ręce czy przelotne spojrzenia, zostały zgrabnie użyte do zarysowania więzi, jaka ich łączy. Dbałość o szczegóły scenografii to dodatkowy duży plus, pokazujący, że każdy przedmiot może powiedzieć bardzo dużo o postaciach. Pokój Kristen jest pełen drobnych elementów, które dopiero po pewnym czasie rzucają więcej światła na jej problem z akceptacją własnej cielesności. Mieszkanie Ramona to przede wszystkim stanowisko komputerowe, które staje się centrum wszystkich najważniejszych wydarzeń w jego życiu. W zasadzie nie wiemy nic o tym jak mieszka, jakby istniały tylko komputer i łóżko. Idealnym dopełnieniem tak dopracowanego wizualnie dzieła powinna być również muzyka towarzysząca bohaterom, jednak tutaj zupełnie nie spełnia swojej roli. Nie potrafię sobie przypomnieć nawet jednego taktu, który zabrzmiał podczas oglądania.

„Here and Now” postanowił poruszyć bardzo wiele wątków będących obecnie głównymi problemami społecznymi. Homoseksualizm Ramona został przedstawiony w kontraście z tajemniczą chorobą, co wywiera ogromny wpływ na jego relację z chłopakiem. Historia tego związku jest chyba najbardziej wiarygodna w całej warstwie fabularnej, naprawdę można poczuć więź i zawarte w niej emocje. Najbardziej zaskoczyło mnie wyjątkowo rzeczowe podejście do tematu rasizmu w serialu. Nie ma tutaj miejsca na bezsensowne walki pomiędzy jedną a drugą stroną, zastąpiono to merytorycznym dialogiem. Ukazanie tego poprzez szkolną utarczkę dwóch grup nastolatków naprawdę zdało egzamin, co więcej, prawdopodobnie stało się jednym z najlepszych rozwiązań w serialach w ciągu ostatnich lat.

Pierwsze cztery odcinki serialu są z jednej strony interesujące, z drugiej zaś – wyjątkowo zniechęcające. Widać, że fabuła ma potencjał, ale jeśli będzie nadal szła tym samym torem, to „Here and Now” może się bardzo łatwo i szybko stać jednym z wielu seriali zapomnianych zaraz po obejrzeniu.

Serial będzie emitowany od 12 lutego w każdy poniedziałek o godz. 3.00 i godz. 20.10 w HBO.

Gra aktorska
9
Zdjęcia
7
Muzyka
5
Scenariusz
4
„Here and Now” zdecydowanie stara się opowiedzieć o czymś ważnym, problem tylko w tym, że nie do końca wiadomo o czym. Fabuła jest zbyt rozciągnięta, pełna niepotrzebnych elementów, co nieco ratuje fenomenalna gra aktorska.
Ocena czytelników
6

Plusy

  • świetna gra Tima Robbinsa
  • ciekawe podejście do tematu rasizmu i LGBT
  • bardzo interesujące postacie drugoplanowe

Minusy

  • niepotrzebne i nic niewnoszące sceny seksu
  • strasznie wolna akcja
  • nie możemy utożsamiać się z żadnym z bohaterów

Komentarze

(4)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

  • Hubert Jóźwiak
    Hubert Jóźwiak
    @Hubert

    Przyznam, że ocena mnie trochę rozczarowała, bo to była i w sumie nadal jest najbardziej wyczekiwana przeze mnie premiera jeśli chodzi o początek roku. Mam jednak nadzieję, że nie będzie tak źle jak piszesz. A co do tego minusa dotyczącego wolnego tempa, to dla mnie przy większości produkcji to akurat jest spory plus, jeśli akcja nie pędzi do przodu jak szalona. Takim dobrym przykładem jest choćby Rectify, w którym jest ślimacze tempo, ale właśnie m.in. przez to, ten serial jest tak niesamowity.

  • Dariusz Filipek
    Dariusz Filipek
    @Dariusz_Filipek

    I tak sprawdzę chociaż pilot. Mimo to dziękuję za rzeczową recenzję. Chociaż sceny seksu są zawsze potrzebne, nawet jeśli nic nie wnoszą.;)

  • Monik
    Monik

    Wielka szkoda, że cała akcja tak strasznie się wlecze, bo to rzeczywiście może zniechęcić do oglądania. Jednak już jakiś czas czekam na ten serial, więc mimo wszystko dam mu szansę

Powiązane

Seriale


Aktualności