1
Recenzja do: GLOW (2017 )
Recenzje

W ciągu ostatnich kilku lat Netflix dał się poznać jako platforma streamingowa, która nigdy nie bała się podejmowania odważnych tematów. Stworzyła wiele seriali, będących dzisiaj przykładem dla konkurencji, w jaki sposób należy kręcić nowoczesne produkcje. Z jednej strony posiada tytuły, które pokochały miliony widzów, z drugiej zaś potrafi stworzyć niesamowite babole, odstraszające widzów już po pierwszym odcinku. „GLOW” przykuł uwagę swoim niecodziennym podejściem do opowiadania w sposób ciekawy historii na pierwszy rzut oka błahej, ale wciągającej od samego początku. Trzeci sezon okazał się natomiast zburzeniem tego ładu, pozostawiając wyjątkowo mieszane uczucia.

Show must go on?

Historia o zbieraninie przypadkowych kobiet, które szukając swojego miejsca w świecie, trafiają na własne uprzedzenia i wciąż potrafią przekuć je na sukces, od samego początku potrafiła złapać widza za serce. Droga, którą przebyły główne bohaterki, była wyboista i pełna przeciwności losu, ale odcinek po odcinku można było poczuć z nimi coraz większą więź. Z najniższego rodzaju dna podnosiły się powoli na nogi, żeby w finale drugiej serii stanąć na nich na tyle pewnie, aby wzbudzić w widzach naglącą potrzebę kontynuacji ich opowieści. Netflix poszedł za ciosem i postanowił dalej kontynuować ten niesamowity spektakl kiczu i popkultury lat 80-tych. Właśnie ten okres w historii cieszy się aktualnie największym uznaniem, dlatego nie powinno nikogo dziwić, że podjęto taką, a nie inną decyzję. Problem w tym, że Netflix od samego początku „GLOW” nie silił się specjalnie na promocję tego serialu, pozostawiając go niejako w cieniu innych wielkich tytułów. Dla osób, które odkryły tę produkcję tuż po premierze trzy lata temu, okazała się ona świeża, dowcipna i, co najważniejsze, potrafiła związać ich z głównymi bohaterkami. Siłą tego serialu było pokazanie zupełnie normalnych kobiet, pełnych wad i zwątpienia we własne umiejętności, w świetle ostatecznej granicy, którą muszą pokonać, jeśli chcą jeszcze coś znaczyć. Dramat przeplatał się tutaj z komedią, dając doskonały efekt wyśmiewający stereotypy obecne zarówno w społeczeństwie lat 80., jak i w obecnym. Ponadczasowość niektórych wątków potrafiła uderzyć w najmniej spodziewanym momencie, pokazując jak seksistowski potrafi być show biznes, jak wiele zawiści mogą w sobie mieć osoby, które uważało się za przyjaciół i jak wiele zależy od nas samych. Pokrzepiające przesłanie „GLOW” mieszało się z siarczystym policzkiem, uwidaczniającym jak wiele przywar tkwi w ludziach. Była to piękna historia, która w trzecim sezonie została tak drastycznie zmodyfikowana, że trudno podejść do tego na spokojnie.

Gdzie ten wrestling?

Dziewczyny przegrały, ale jednocześnie osiągnęły mały sukces. Show zostało skasowane z telewizji, ale udało im się dostać własne przedstawienie w Las Vegas. Słynne miasto grzechu jawiło się jako wielka niewiadoma i w takim momencie zastajemy główne bohaterki w sezonie trzecim. Powoli zadomawiają się w nowym mieście, stawiają pierwsze kroki na ringu, który znają, ale jednak jest on dla nich zupełnie nowy. Każdego wieczoru wychodzą przed publikę i odgrywają ten sam spektakl, ale każde jego wystawienie jest coraz bardziej irytujące, nieswoje, co zaczyna rodzić pewne konflikty. W tym miejscu „GLOW” postanawia odejść od sprawdzonego schematu z poprzednich dwóch sezonów i zamiast skupić się na samym show, infiltruje charaktery głównych bohaterek. Robiono to już w poprzednich sezonach, ale nie na taką skalę. Wygląda to jakby twórcy chcieli za wszelka cenę upchnąć w każdym poszczególnym odcinku jak najwięcej, zapominając, że jest to serial o dziewczynach uprawiających wrestling. Cała ich praca zostaje odsunięta na dalszy plan, tak jakby jej nie było, przez co „GLOW” staje się ponurą dramą prowadzoną przez rozgoryczone kobiety, szukające swojego miejsca w życiu już nie na ringu, ale w pokojach hotelowych. Nieustanne konwersacje, dylematy, rozgrzebywanie starych ran zaczynają doprowadzać widza do punktu, w którym stwierdza, że serial stał się nudną operą mydlaną. Zdecydowanie za dużo napakowano tego depresyjnego klimatu, zapominając, że musi w tym być jakiś umiar. „GLOW” już nie lśni, ale przytłacza ciężką atmosferą, która zaczyna nudzić na długo przed połową sezonu, co nie świadczy zbyt dobrze o pozostałej części.

Chybiony strzał

„GLOW” w każdym poprzednim sezonie starało się pokazać sylwetki poszczególnych bohaterek, skupiając się tylko na kilku z nich. W trzeciej serii widz zostaje rzucony na głęboka wodę i musi sobie poradzić ze wszystkimi dziewczynami naraz. Twórcy mogli uznać, że skoro budowali ich charaktery przez tak długi czas, to skomponowanie opowieści obejmującej je wszystkie będzie dobrym pomysłem. Niestety efekt końcowy to kakofonia wątków, dram i nie do końca wykorzystanych okazji, aby nazwać to spójna opowieścią. Każdy odcinek jest tak diametralnie różny od siebie, że z powodzeniem można by zacząć je oglądać na wyrywki, a całość opowieści nie straciłaby zbyt wiele na jakości. O ile pierwsze trzy odcinki dostarczają widzom naprawdę wysokiej jakości humoru, o tyle z każdym kolejnym jest już tylko coraz gorzej, aż do momentu tuz przed finałem, gdzie odbiorca zaczyna czuć niemal namacalnie depresję przez to, czego doświadczył. Netflix nigdy nie był delikatny w serwowaniu trudnych tematów, ale tym razem przesadził. Próby poruszania tematów ważnych dla społeczeństwa jak rasizm, problem uchodźców czy LGBT, wydają się sztuczne, przez co tracą swoją moc przekazu. Za każdym razem, kiedy jeden z tych problemów społecznych pojawia się na ekranie, widać w nim nieumiejętne podejście. Skutkiem tego, jest spolaryzowanie widzów na tych, którzy odnajdą w tych momentach coś istotnego i tych, których w żaden sposób to nie przekona, a nawet zniechęci. Rzeczowa fabuła została nawet w pewnym momencie zastąpiona tania golizną, która epatuje z ekranu dla samej podniety i nie niesie większego przesłania. W poprzednich sezonach element golizny był zaskakujący, bo pojawiał się rzadko, tym razem jest na odwrót.

 

Trzeci sezon „GLOW” zawiódł oczekiwania wielu widzów, odchodząc od niemal doskonałego schematu, który został sprawdzony w poprzednich dwóch seriach. „GLOW” nie jest już opowieścią o wrestlingu z ciętymi żartami, odważnymi scenami obnażającymi zaściankowość myślenia sprzed czterdziestu lat, ale powoli zmieniło się w telenowelę o niczym. Przykro jest patrzeć na upadek tak dobrze zapowiadającej się produkcji.

 

Serial „GLOW” można obejrzeć na platformie Netflix.

Gra aktorska
7
Zdjęcia
8
Muzyka
9
Scenariusz
6
"GLOW" już nie świeci tak jak wcześniej. Trzeci sezon zupełnie zmienił cały koncept serialu, przez co stracił swojego ducha. Próby zakamuflowania tego przez ogrom golizny i dramy, nie wypadły zbyt dobrze.
Ocena czytelników
7

Plusy

  • ścieżka dźwiękowa
  • rekwizyty i stroje
  • gorąca głowa Sama
  • męski "full frontal"

Minusy

  • zbyt wiele niepotrzebnej dramy
  • wrestling został zepchnięty na dalszy plan
  • za mało komedii w tej komedii

Komentarze

(1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

  • Michał Ziaja
    Michał Ziaja
    @michax

    Jest to pierwsza negatywna recenzja 3 serii z jaką się spotkałem, więc nie wiem czy stwierdzenie, że zawiódł wielu widzów jest właściwe. Wśród znajomych wszyscy są bardzo zadowoleni z 3 serii. Podobnie jest z opiniami dziennikarzy i krytyków w polskim internecie, same dobre oceny zbiera 3 sezon, a w zagranicznych też dominują pozytywne głosy (przynajmniej na tych stronach gdzie zaglądam). Sprawdziłem na Rotten gdzie 3 sezon ma 89%, na ponad 30 recenzji tylko cztery albo pięć jest negatywnych. Więc to dosyć ciekawa opinia, bo wyróżniająca się mocno z większości, które są pozytywne.

Powiązane

Seriale

GLOW

Akcja serialu toczy się w latach 80. XX wieku. Początkująca aktorka Ruth, szukając pracy, trafia na casting w miejskiej siłowni. Okazuje się, że praca nie polega …