Recenzja do: GLOW (2017 )
Recenzje

Lata 80. cieszą się aktualnie ogromną popularnością i nic nie wskazuje na to, żeby miało to minąć w najbliższej przyszłości. Ogromny wpływ na fascynację tamtym okresem ma Netflix, który tworząc serial „Stranger Things” przypomniał wszystkim, czym jest nostalgia za czasami, w których wielu z obecnych widzów się wychowywało. Wykorzystano do tego najprostszy ze sposobów, czyli próbę przywołania wspomnień połączonych z popkulturą – przecież nic tak ich nie ożywia jak konkretna piosenka albo nawiązanie do dzieł kinematografii. „GLOW” nie miało tak spektakularnej kampanii reklamowej jak „Stranger Things” i w zasadzie pojawiło się na Netflixie bez większej zapowiedzi. Okazało się, że serial ma nie mniejszy potencjał, skutkiem czego w bardzo szybkim czasie zyskał uznanie krytyków oraz wierną widownię.

Gorgeous Ladies of Wrestling

Historia przedstawiona w „GLOW” na pierwszy rzut oka może wydawać się wyjątkowo banalna, ale z każdym kolejnym odcinkiem widz zaczyna powoli rozumieć, że wcale tak nie jest. Humorystyczne podejście do tematu jest jedynie przykrywką dla prawdziwych ludzkich dramatów i interakcji pomiędzy głównymi bohaterkami na naprawdę wysokim poziomie. Tło kulturowe przedstawione w tej produkcji zostało bardzo starannie przygotowane, twórcy bowiem czerpali pełnymi garściami z prawdziwej historii. „GLOW”, czyli Gorgeous Ladies of Wrestling, to prawdziwa grupa amatorskich wrestlerek, która istnieje od 1986 roku. Bardzo szybko zyskała ona popularność i otrzymała swój własny program telewizyjny, charakteryzujący się komediowym sposobem przedstawiania pojedynków. Przez kilka lat powstało aż pięć sezonów, a cała przygoda była później kontynuowana w Las Vegas, gdzie zapaśniczki miały swoje własne przedstawienie, cieszące się nie mniejszą popularnością co program telewizyjny. Serial od Netflixa bardzo luźno bazuje na tej historii, ale wciąż widać, że to główna inspiracja dla fabuły. Podobnie jak w przypadku prawdziwych zapaśniczek, tak i te serialowe są zbieraniną niespełnionych aktorek, tancerek, kaskaderek oraz artystek wszelkiej maści.

Glow, sezon 2, recenzja, Netflix

Od zera do gwiazd

Pierwszy sezon pokazał zmagania grupy z wszechobecnymi kpinami i niedowierzaniem w to, co próbują zrobić. Wiele z nich musiało ukrywać swoje nowe zajęcie przed rodziną i znajomymi, aby uniknąć szydzenia z ich strony. Doprowadziło to do serii nieporozumień i zaskoczeń wśród dziewczyn, bo jak się okazało, wiele z nich nie jest szczera nawet ze sobą nawzajem. Główny wątek dramatyczny, czyli konflikt na linii Ruth i Debbie, powoli nabierał na sile, żeby w finałowych odcinkach pokazać bardzo satysfakcjonujące zakończenie. Jak się okazuje w drugim sezonie, to był dopiero początek prawdziwego dramatu. Zapaśniczki dopięły swego i dostały swój własny program w telewizji; teraz przed nimi ciężki trening i powolne przyzwyczajanie się do nowej roli. Premierowy odcinek drugiego sezonu wita widzów właśnie podczas tego etapu w życiu bohaterek. Po krótkim urlopie, wszystkie wracają do pamiętnego motelu i obskurnej sali gimnastycznej, aby przygotować się na nadchodzący debiut w show biznesie. Wszyscy wydają się szczęśliwi i podekscytowani, ale są to tylko pozory, które mają przykryć prawdziwe obawy, stres, niepewność i brak wiary w siebie.

Glow, sezon 2, recenzja, Netflix

Wojna, część 2

Demony przeszłości najwięcej szkód wyrządziły Debbie, która postanowiła się rozwieść z mężem, po tym jak ten zdradził ją z Ruth w pierwszym sezonie. Kobieta przerzuca cały swój ból i złość na Ruth i nie ma się jej w sumie co dziwić. Niegdyś najlepsze koleżanki poróżniły się w najbardziej krytycznym momencie dla całego projektu wrestlingowego, ale były w stanie przezwyciężyć swoje słabości i przekuć to w sukces, który dał niesamowity finałowy pokaz zapasów w finale pierwszego sezonu. Teraz, kiedy Debbie powoli zaczyna rozumieć, że był to tylko tymczasowy spokój i szczęście, cała niechęć do dawnej koleżanki wraca ze zdwojoną siła. Pomimo tego, że nie chce tego okazywać, okoliczności, jakie zaistnieją wokół tej dwójki, prędzej czy później doprowadzą do starcia. Sposób, w jaki te dwie postacie egzystują razem w bardzo ciasnym miejscu, jakim jest ring i sala gimnastyczna, pozwala zobaczyć ich prawdziwe charaktery, które okazują się nieco inne od tych, które pamiętamy z pierwszego sezonu. Debbie z niedowartościowanej i sfrustrowanej kobiety staje się pewną siebie bizneswoman, gotową do podjęcia ciężkiej pracy, nawet jeśli nie ma do tego żadnego przygotowania. Przejrzała na oczy na tyle, żeby zrozumieć, że to co było dawniej już nie wróci, a płakanie po kątach nic jej nie da. Ruth natomiast stała się jeszcze bardziej naiwna niż do tej pory. Jej ślepa ufność widziana w poprzednim sezonie bardzo szybko zostaje wykorzystana, co będzie miało wpływ na wszystkie dziewczyny w drużynie, ale także, a może przede wszystkim, na zaostrzenie konfliktu z Debbie. Paradoksalnie pozwoli jej to także na zbliżenie się z Samem, który ma i tak już sporo problemów na głowie.

Glow, sezon 2, recenzja, Netflix

Antybohater

Sam, czyli reżyser całego przedstawienia, nie miał łatwo w pierwszym sezonie, ale to, co go czeka w drugim, okazuje się prawdziwym wyzwaniem. Trzymanie w ryzach niepokornych dziewczyn stało się łatwiejsze po czasie, który wszystkich do siebie zbliżył, ale wraz z obowiązkiem wyreżyserowania 20 odcinków dla telewizji wzbudza w nim coraz większą frustrację. Sam od samego początku był bardzo trudnym człowiekiem, ukrywającym swoje niezadowolenie z tego, jak potoczyła się jego kariera. Otrzymując kolejną szansę na sukces, jego lęk przed niepowodzeniem staje się dużym problemem dla wszystkich. Reżyser pokazuje oznaki wypalenia, które połączone z wymuszoną potrzebą ułożenia sobie na nowo życia prywatnego skutkuje nowymi konfliktami w grupie. Mężczyzna nie radzi sobie z tym wszystkim, ale po raz kolejny z pomocą przychodzi mu Ruth i, co jest dużym zaskoczeniem, także producent, Bas oraz Debbie, która jakimś cudem wynegocjowała pozycję producentki show. Relacje pomiędzy tą czwórką ogląda się naprawdę dobrze, widać pomiędzy nimi chemię pomimo tego, że każde reprezentuje zupełnie odmienny rodzaj charakteru. Ich wspólna walka o przyszłość grupy okazuje się niewystarczająca w zderzeniu z realiami lat 80.

Glow, sezon 2, recenzja, Netflix

Nic do stracenia

Ruth powoli staje się liderką całej grupy dziewczyn dzięki swojej niesamowitej intuicji, ale także doskonałym pomysłom na pisanie całej historii pomiędzy ich alter ego z ringu. Jej talent zostaje szybko zauważony przez włodarzy stacji telewizyjnej, która kupiła cały program, ale wiedzie to niestety do bardzo bolesnego zderzenia z rzeczywistością. Ruth zostaje zaproszona przez jednego z dyrektorów stacji na spotkanie w celu omówienia strategii i przyszłości dla programu. Jak się szybko okazuje, jest to jedynie wymówka – spotkanie kończy się nieprzewidzianą katastrofą, który niestety rzutuje na przyszłość show. Program zostaje przeniesiony na bardzo kiepską porę, co jest jednoznaczne z tym, że czeka ich kasacja. Debbie, dowiedziawszy się od Ruth o całym zajściu jest zszokowana, co prowadzi do kolejnej scysji między nimi. Sam natomiast wydaje się wręcz zadowolony z takiego obrotu sprawy, tak jakby tylko czekał, aż ktoś zdejmie ten ciężar z jego barków. Będąc świadomym, że już niedługo jego życie wróci do normy, postanawia rzucić wszystko na jedną szalę i daje dziewczynom pełną dowolność w tym, co chcą pokazać w telewizji. Decyzja ta okazuje się mieć ogromne znaczenie w niedalekiej przyszłości dla wszystkich zaangażowanych w show.

Glow, sezon 2, recenzja, Netflix

Zmiany

Pierwsza połowa drugiego sezonu bardzo mocno przypomina pierwszą serię. Zmagania dziewczyn z twardymi realiami świata, wieczne kpiny i konflikty wewnątrz grupy dają ogromną ilość miejsca na prowadzenie wątku dramatycznego, który jest jednym z najmocniejszych filarów całego serialu. Twórcom udała się rzecz niemal niemożliwa przy tak dużej liczbie bohaterek i bohaterów, czyli stworzenie każdej postaci na tyle wyraziście, żeby bez zbędnego wysiłku stały się one rozpoznawalne. Ogromną pomocą były tutaj zapewne alter ego każdej z dziewczyn, w które zmieniały się po wejściu na ring oraz świetnie napisany scenariusz, operujący postaciami drugoplanowymi nie gorzej niż tymi pierwszoplanowymi. W tym sezonie da się zauważyć, że serial będzie chciał wprowadzić rotację na drugim planie i to jest duży plus. W pierwszej serii wybór padł na Sheilę, czyli Wilczycę, oraz Carmen Wade – Machu Picchu. Pierwsza musiała poradzić sobie z chorobliwą fobia społeczną, druga z olbrzymią nieśmiałością i brakiem wiary w siebie. W drugim sezonie możemy przyjrzeć się bliżej postaci Rhondy Richardson, czyli Brittanice. Każda z tych postaci została zbudowana w bardzo solidny sposób, wnosząc kawał ciekawej historii.

Glow, sezon 2, recenzja, Netflix

Jazda bez trzymanki

Druga połowa tego sezonu „GLOW” to już zupełnie inna przygoda, o wiele bardziej intensywna, szalona i przede wszystkim świetnie napisana i wyreżyserowana. W momencie, w którym dziewczyny wiedzą, że najpewniej czeka ich kasacja i postanawiają popuścić wodze wyobraźni, serial staje się kilka razy bardziej emocjonujący, krzykliwy, kolorowy i brutalny. To było wręcz jak nagłe olśnienie scenarzystów, którzy w pewnym momencie poczuli się znudzeni pisaniem tego samego w kółko i zrobili dokładnie to, co postacie z serialu – powiedzieli „walić to” i napisali to, co im się podobało. Dzięki temu „GLOW” momentalnie stał się serialem, który bez zbędnych ceregieli wciąga widza w swój świat i sadza go pomiędzy widownią pod ringiem, na którym dzieją się prawdziwe cuda. Fabuła, którą wymyśliły sobie serialowe dziewczyny, zmienia ich show ze zwykłych kobiecych zapasów w coś niemal teatralnego, gdzie samo mordobicie przestaje być w ogóle istotne. Szczytem pomysłowości, tym razem tych realnych scenarzystów z naszego świata, jest odcinek ósmy, który oglądałem w pełni oczarowany, nie mogąc uwierzyć, że taki kicz może wyjść tak dobrze. Świetnym uzupełnieniem serialu jest ścieżka dźwiękowa, pełna hitów z tamtego okresu, dzięki czemu „GLOW” nabiera jeszcze bardziej wyrazistego obrazu.

Glow, sezon 2, recenzja, Netflix

Drugi sezon „GLOW” bije na głowę pierwszy i pokazuje, że Netflix naprawdę potrafi zrobić świetny serial, który z każdym kolejnym odcinkiem jest coraz lepszy. Szkoda tylko, że dosyć cicha kampania reklamowa nie przywiodła przed ekrany zbyt dużej liczby widzów w naszym kraju. „GLOW” jest słabo rozpoznawalny i sporo osób nadal ma mylne wyobrażenie o tym, czym jest. Jeśli chcecie namacalnego dowodu na to, jak wygląda dobry serial, wasz wybór powinien paść właśnie na „GLOW”.

Gra aktorska
8
Zdjęcia
9
Muzyka
9
Scenariusz
9
„GLOW” pomimo tego, że jest bardzo niedoceniany i mało kto o tym serialu słyszał, to zdecydowanie jedna z najciekawszych produkcji, jakie stworzył Netflix.
Ocena czytelników
7.5

Plusy

  • dobry humor
  • świetnie napisany scenariusz
  • druga połowa sezonu
  • ósmy odcinek
  • drama bohaterek wciąga
  • wielowątkowość
  • ścieżka dźwiękowa

Minusy

  • momentami przegadany
  • naiwność Ruth
  • wieczny foch Debbie

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

GLOW

Akcja serialu toczy się w latach 80. XX wieku. Początkująca aktorka Ruth, szukając pracy, trafia na casting w miejskiej siłowni. Okazuje się, że praca nie polega …


Aktualności