Recenzja do: Final Space (2018 )
Recenzje

Kreskówki są kojarzone głównie z rozrywką zarezerwowaną dla najmłodszej widowni, więc najczęściej przybierają bardzo ostrożną formę przekazywania historii i treści w nich zawartych. W ciągu ostatnich kilku lat można jednak zaobserwować trend na tworzenie tego typu produkcji dla odbiorcy dorosłego. Takie seriale nie próbują być poważne i na siłę dojrzałe, tylko robią rzecz wręcz odwrotną, pozostawiając w sobie ogromnie dużo miejsca na irracjonalizm i humor obecne w produkcjach dla dzieci. Połączenie narracji rodem z kreskówek dla najmłodszych i dowcipu, najczęściej wulgarnego oraz obfitującego w zachowania normalnie nieakceptowalne, okazało się wyjątkowo chwytliwym towarem. Nikogo nie powinno zatem dziwić, że pojawia się coraz więcej podobnych programów skierowanych do starszego odbiorcy.

Final Space, recenzja, pilot

Dorosłe dzieci

Pierwsze kreskówki dla dorosłych powstały za oceanem, co nie powinno nikogo dziwić, jeśli spojrzy się na wyjątkowy liberalizm tamtejszego rynku w stosunku do tego, co można pokazać w telewizji. Protoplastą gatunku stał się serial „The Simpsons”, który szybko musiał stawić czoła innej produkcji, „South Park”. Obie kreskówki na długie lata zmonopolizowały rynek telewizyjny, nie pozwalając innym programom na zaistnienie. Wszystko zmieniło się w momencie powstania platform streamingowych. Nagle okazało się, że każda stacja telewizyjna musi zacząć walkę o dorosłego widza, który chce oglądać kreskówki. Ostatnich kilka lat pokazało, że takiego zapotrzebowania nie można zignorować. Ogromny sukces „Ricka and Morty’ego” oraz „BoJacka Horsemana” pchnęły cały rynek do przodu, otwierając drogę kolejnym tego typu produkcjom.

Ryzyko

„Final Space” od samego początku wzięło byka za rogi. Twórcy serialu postanowili, że nie będą bawić się w żadne eksperymenty, tworząc zupełnie nową i świeżą narrację. Zamiast tego sięgnęli po obecnie najbardziej popularne trendy wśród widzów, jakimi są sci-fi i niegrzeczna animacja dla dorosłych. Wygląda to trochę tak, jakby ktoś był po prostu zbyt leniwy, by poszukiwać nowych dróg dla produkcji, ale na dłuższą metę krok ten okazał się bardzo rozsądny. Serial wyprodukowany przez stację TBS oparł się na bardzo prostej linii fabularnej oraz jeszcze prostszym sposobie przedstawienia głównych bohaterów. Na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że wszystko to, co zawarto w „Final Space”, już gdzieś wcześniej się widziało i nie jest to bezpodstawne myślenie.

Space, recenzja, pilot

Antybohater

Główną postacią w serialu jest Gary Space, który od pierwszego momentu daje widzom jasno do zrozumienia, że nie zaskoczy niczym nowym. Gary odsiaduje karę więzienia za, wydawałoby się, bardzo błahe przewinienie względem prawa. Tradycją w tworzeniu schematu osoby pierwszoplanowej w tego typu produkcjach okazuje się pokazanie, jak bardzo jest ona nieporadna życiowo, wręcz infantylna. Podejmowane przez Gary’ego decyzje doprowadzają go na pokład statku kosmicznego będącego więzieniem. Nasz antybohater jest na nim jedynym osadzonym, więc nie trudno zrozumieć jego dziwactwa po ponad kilku tysiącach dni spędzonych w otoczeniu strażników będących robotami. Codzienne utarczki ze sztuczną inteligencją zarządzającą całym statkiem pokazują, jak niereformowalnym osobnikiem jest główny bohater. Gary chyba nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, w jakim położeniu się znalazł, o czym świadczy jego rutyna dnia codziennego. Odsiadka jest dla niego czymś w rodzaju wakacji z dala od cywilizacji, podczas której powoli osuwa się w coraz bardziej rozbudowany, ale wymyślony przez niego świat. Będąc więźniem na statku mianuje sam siebie jego kapitanem prowadzącym rozgrywki ze strażnikami w celu dobrania się do zasobów ciastek w kafeterii, jakby nie zauważał, że jest przez nich zmuszany do pracy. Częste reperowanie uszkodzonych satelitów to rodzaj resocjalizacji, ale nawet tego Gary nie traktuje poważnie. Wszystko diametralnie się zmienia, kiedy podczas rutynowej naprawy spotyka małego, zielonego kosmitę.

Final Space, recenzja, pilot

Szybciej, więcej, mocniej

Pierwszy odcinek „Final Space” to typowy schemat próbujący pokazać jak najwięcej w jak najkrótszym czasie z jak najlepszej strony. Każdy pilot musi nieść na swoich barkach to brzemię i wydaje się, że w tym konkretnym przypadku wyszło to bardzo dobrze. Dwadzieścia minut wystarczyło w zupełności, aby pokazać, co serial zaserwuje nam w dalszych odcinkach. Solidnie zbudowana historia stojąca za głównym bohaterem, obietnica wyjątkowo szybkiej, ale nie płytkiej akcji i przede wszystkim fabuła, która w każdej chwili może zaskoczyć czymś nowym. „Final Space” w swoim pilocie udowodniło, że da się zrobić dobrą kreskówkę dla dorosłych.

Mój przyjaciel kosmita

Nie jest trudno zrozumieć ekscytację głównego bohatera, który spędził samotnie kilka lat w więzieniu na statku kosmicznym, kiedy pojawia się w jego monotonnym życiu inna żywa istota. Gary niemal natychmiast akceptuje jej obecność, będąc ślepo zapatrzonym w swojego nowego towarzysza. Kosmita w żadnej mierze nie jest podobny do człowieka i zdecydowanie bardziej przypomina swoim zachowaniem psa. Gary szybko utożsamia przybysza ze swoim pierwszym pupilem, nadając mu imię Mooncake. Relacja pomiędzy tymi dwoma tak różnymi od siebie stworzeniami szybko się zacieśnia, tworząc bardzo silną więź. W pewnym momencie widz może zadać sobie pytanie, dlaczego ta przyjaźń jest tak intensywna. Jeśli spojrzymy na sprawę od strony Gary’ego, to nie trudno zrozumieć jego intencje. Główny bohater tak bardzo był samotny, że doprawdy nie miało dla niego znaczenia, kto pojawi się w jego otoczeniu, bo i tak będzie go darzył sympatią. Mooncake z kolei ma swoje powody, które rzucają nieco więcej światła na całość fabuły „Final Space”. Nie mniej ważnym elementem dla głównego bohatera staje się Avocato – kosmita wyglądający jak kot. Jego pojawienie się na pokładzie statku Gary’ego nie jest ani trochę przypadkowe, jednak podobnie jak Mooncake'a, będzie niosło za sobą poważne konsekwencje.

Space, recenzja, pilot

Technicznie rzecz biorąc

Sposób animacji zastosowany w „Final Space” jest aktualnie bardzo popularny, ale w tym przypadku idzie o krok dalej, próbując wcisnąć gdzie się da nieco więcej trójwymiarowej przestrzeni, co świetnie sprawdza się w połączeniu w tym samym czasie z dwuwymiarowością tła. Efekt finalny wprowadza poczucie wyjątkowej dynamiki, szczególnie w scenach dziejących się w kosmosie. Kreskówkowa aparycja wszystkich postaci w opozycji do komputerowych efektów specjalnych wygląda bardzo dobrze, pozwalając widzowi na doświadczanie czegoś zupełnie nowego. Wyśmienitym uzupełnieniem dla całości „Final Space” jest ścieżka dźwiękowa, która już podczas openingu wywołuje ciarki na całym ciele, dając do zrozumienia, że to, co widz zaraz obejrzy, nie będzie grzeczną bajką.

Przypomnimy to panu hurtowo

Pomimo tego że „Final Space” w swoim pilocie nie ukrywa wykorzystywania schematów dobrze znanych z innego tego typu produkcji, nadal cieszy widza od początku do końca. Nie można nie zauważyć oczywistych podobieństw do „Ricka and Morty’ego” oraz „Futuramy”, ale są one na tyle subtelne, że w żaden sposób nie przeszkadzają w oglądaniu. Szkielet fabularny, a nawet zachowania głównych postaci bazują na tym, co widz już dobrze zna, dzięki czemu efekt końcowy w „Final Space” jest tak łatwo przyswajalny. Nie można jednak stworzyć wszystkiego na bazie czegoś innego, dlatego też pilot zaczyna się w zupełnie odmiennym miejscu niż fabuła właściwa. Pierwsze spotkanie widzów z Garym następuje w momencie, w którym kapitan bezwładnie unosi się w przestrzeni kosmicznej pośród szczątków bliżej nieokreślonego statku. Scenariusz cofa jednak wszystko do chwili sprzed tych wydarzeń, dając odbiorcom możliwość zrozumienia, w jaki sposób główny bohater znalazł się w takiej mało przyjemnej sytuacji.

Final Space, recenzja, pilot

Kręgosłup serialu

Pierwszy odcinek „Final Space” idealnie wpasowuje się w potrzeby obecnego rynku kreskówek dla dorosłych, oferując widzom dobrze znany schemat w zupełnie nowej odsłonie, bardziej ukierunkowanej na sci-fi. Zdecydowanie najmocniejszą stroną serialu jest dubbing i nie może być to zaskoczeniem, jeśli spojrzymy na aktorów zaangażowanych w produkcję. Dobrze znany ze swojej roli w „Doctor Who” David Tennant czy Steven Yeun („The Walking Dead”) świetnie wykonali swoje zadanie. Warto również wspomnieć o tym, że produkcją serialu zajął się Conan O’Brien, słynący ze specyficznego poczucia humoru, więc „Final Space” zdecydowanie ma predyspozycje do tego, aby stać się naprawdę dobrym serialem.

Gra aktorska
7
Zdjęcia
8
Muzyka
9
Scenariusz
7
„Final Space” bardzo dobrze wpasowuje się w obecny trend kreskówek dla dorosłych. Serial znakomicie nadaje się zarówno na seans w leniwą niedzielę oraz dla osób szukających nieco więcej ekscytacji.
Ocena czytelników
8

Plusy

  • tempo akcji nie pozwala na nudę
  • fabuła nie jest oczywista
  • świetna ścieżka dźwiękowa
  • dobrze przedstawione motywacje głównych bohaterów

Minusy

  • postać Gary'ego jest momentami bardzo irytująca
  • niektóre żarty są po prostu słabe

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Final Space

Astronauta Gary i jego towarzysz aka Mooncake, aka niszczyciel planet wyruszają na przygodę w poszukiwaniu końca wszechświata. Czy wszechświat w ogóle ma granicę? …