Recenzja do: Fear the Walking Dead (2015 )
Recenzje

Świat stworzony przez „Fear the Walking Dead” miał od samego początku z górki, głównie za sprawą możliwości wykorzystania fundamentów zbudowanych przez „The Walking Dead”. Z drugiej strony musiał sprostać wysokim oczekiwaniom fanów franczyzy, co na pierwszy rzut oka nie było zadaniem trudnym. Niestety oba seriale miały w ciągu ostatnich kilku sezonów nie najlepsze notowania wśród widowni i krytyków. „Fear the Walking Dead” postanowił zatem pójść śladami serialu matki i postawić na niecodzienne podejście do opowiadanej historii, co doskonale widać w dwóch pierwszych odcinkach sezonu 5B.

Wyjście na prostą

Zupełnie nowe podejście do fabuły i sposobu jej opowiadania widać w „Fear the Walking Dead” już od początku sezonu piątego. Historia porzuciła zużyte już pomysły na wieczna walkę dobrych ocalałych ze złymi nomadami rodem z „Mad Max”. Widzów przestało to interesować dobre dwa sezony temu, czego wyraz dali swoim niezadowoleniem i odejściem od ekranów. Przedstawienie nowej drogi dla głównych bohaterów serialu pokazało, że da się jeszcze ożywić produkcję, która nie tak dawno temu zmierzała ku samozagładzie, podobnie zresztą jak „The Walking Dead”. Wyprowadzenie postaci z mroku świata opanowanego przez zombie prosto do miejsca, gdzie mogą poczuć prawdziwą nadzieję na lepsze jutro, stało się powiewem świeżości, którego serial potrzebował od dawna. Przypisanie Morgana i reszty do misji szukania ocalałych, pomagania im i budowania nowej, lepszej społeczności z początku mogło wydawać się naiwne, ale scenariusz postarał się o to, żeby tak nie było. Ogromna ilość frazesów o potrzebie walk i czynienia dobra, która była największą bolączką „Fear the Walking Dead” od pierwszego odcinka pierwszego sezonu, została przekuta w prawdziwą, szczerą i co najważniejsze wiarygodną pogadankę. Wreszcie przestało to nudzić, chociaż nadal można by te ckliwe momenty skrócić. Najważniejsze jest natomiast, że twórcy poszli po rozum do głowy i próbują stworzyć opowieść opartą na charakterach głównych postaci, które mają być jak najbardziej prawdziwe i te dwa pierwsze odcinki sezonu 5B właśnie takie zmienione postacie nam prezentują.

Zombie show

Trudno powiedzieć dlaczego ktoś podjął decyzję o tak diametralnej zmianie głównych bohaterów, ale na pewno wyszło to serialowi na dobre. Odcinek dziewiąty, czyli otwierający sezon 5B, z ręka na sercu można nazwać jednym z najciekawszych pomysłów w historii zarówno „Fear the Walking Dead”, jak i „The Walking Dead”. Niecodzienne podejście do opowiedzenia kolejnej przygody grupy ocalałych najpierw wzbudza w nas mieszane uczucia, ale im głębiej w odcinek, tym bardziej zaczyna to wyglądać naprawdę dobrze. To, co najbardziej uderza widza, to kompletnie inne postacie, które wydawało mu się, że zna. Morgan, Alicia, John i reszta przestają być aktorami, a zaczynają na te 45 minut żyć w naszej świadomości jako prawdziwi ludzie. Trudno uwierzyć, że spojrzenie na nich z zupełnie innej perspektywy doprowadzi do takiego ocieplenia ich wizerunku, a także tak wiele dopowie w ich własnych historiach z przeszłości. Wydaje się, że twórcy „Fear the Walking Dead” nie do końca poważnie potraktowali ten odcinek i bardzo dobrze, że tak zrobili. Sporo w nim pastiszu samego gatunku oraz czegoś w rodzaju comic relief, które ma pozwolić widzom na chwilę relaksu przed prawdziwymi emocjami, które zaczną się już w kolejnym odcinku, ale i tutaj czeka na nich spore zaskoczenie.

Dwa miasta

Odcinek dziesiąty to kolejna karuzela emocji, która zaskakuje, bo chyba nikt nie spodziewał się takich momentów po „Fear the Walking Dead”. Kameralna opowieść, która skupia się jedynie na kilku bohaterach, zostaje wepchnięta w ciasne, mroczne korytarze i pomieszczenia. Zmusza to niejako bohaterów do tego, aby na chwilę zwolnili, porozmawiali i dzięki temu zrozumieli kilka istotnych rzeczy w swoim życiu. Codzienna ucieczka przed hordami zmarłych, walka z bezwzględnymi żywymi ludźmi nie pozwoliła wielu osobom na chwilę nawet złapać oddechu i zastanowić się o co tak naprawdę chodzi. Tłem dla tej podróży w celu odkrycia sensu ich nowego życia staje się jakże wymowna w swoim tytule książka „Opowieść o dwóch miastach”, która pokazuje widzom, jaką drogę przebyli bohaterowie na ekranie. W sposób metaforyczny byli mieszkańcami miasta umarłych, tocząc z nimi wieczna walkę, tylko po to, żeby w pewnym momencie zostać mieszkańcami miasta, którzy nie boją się żyć wśród tych umarłych. Strach staje się w tym miejscu katalizatorem, który przewrotnie uwalnia małe pokłady szczęścia w świecie pełnym nieszczęść. Bohaterowie tego odcinka na krótki moment doświadczają tych pozytywnych emocji, co naprawdę potrafi chwycić za serce.

 

„Fear the Walking Dead” w swoim piątym sezonie kontynuuje dobrą passę i pokazuje fanom, że nie tylko uczy się na własnych błędach, ale nie zamierza więcej ich popełniać. Kompletnie nowe podejście do serialu, jego bohaterów i fabuły robi pozytywne wrażenie i napawa nadzieją, że w niedalekiej przyszłości możemy liczyć na serial, który mieli nadzieję zobaczyć wszyscy, kiedy tylko dowiedzieli się o tym, że powstanie spin off „The Walking Dead”.

Gra aktorska
6
Zdjęcia
7
Muzyka
6
Scenariusz
8
Premiera midsezonowa wyszła wyśmienicie, pokazując, że "Fear the Walking Dead" potrafi i chce zaskoczyć. Piąta seria wypada na chwilę obecną najlepiej ze wszystkich dotychczasowych.
Ocena czytelników
9

Plusy

  • ciekawy pomysł na 9. odcinek
  • podejście do tematu z dystansem
  • dobry comic relief
  • trafna metafora o życiu w strachu

Minusy

  • Morgan znowu zaczyna marudzić

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Fear the Walking Dead

Spin-off serialu Żywe Trupy (The Walking Dead), który przedstawia początek apokalipsy zombie na zachodnim wybrzeżu USA. Fabuła obejmuje okres, kiedy Atlanta upadała, …