Recenzja do: F is for Family (2015 )
Recenzje

Wyobraźcie sobie okres przed sesją lub maturą. Powinniście się uczyć i wkuwać, a tymczasem wasze pokoje lśnią czystością, naczynia umyte, okna wyszorowane, Facebook cały przescrollowany, a wy leżycie zmęczeni na kanapie, myśląc o tym, jak wiele dzisiaj zrobiliście i pouczycie się jutro. Miałem tak samo z trzecim sezonem „F is for Family” – robiłem dosłownie wszystko, byleby nie włączyć kolejnego odcinka.

Nie zrozumcie mnie źle, nie dostałem recenzji do napisania, bo byłem niegrzeczny albo redaktor naczelna stała nade mną z batem. Sam się zgłosiłem, sam wyraziłem chęć kontynuowania przygody z rodziną Murphych. Będąc po seansie dwóch pierwszych sezonów, spodziewałem się, że trzeci również szybciutko pochłonę. Niestety, mimo że odcinki produkcji trwają po dwadzieścia minut, strasznie nużyło mnie oglądanie kolejnych epizodów. Ale nie wybiegajmy zbytnio w przyszłość, na listę zażaleń pod adresem serialu przyjdzie jeszcze czas.

Rodzinka jak ze snu

„F is for Family” (pl. „Nie ma jak w rodzinie”) to animowany serial dla dorosłych stworzony przez Billa Burra i Michaela Price'a dla platformy Netflix. Akcja serialu rozgrywa się w latach 70. XX wieku – okres zmian w Ameryce, gdy stary, konserwatywny porządek lat powojennych ścierał się z progresywnym ruchem zmian w społeczeństwie. Głównymi bohaterami jest rodzinka Murphych: Frank, zestresowany pracownik miejscowego lotniska; Sue, mama na pełen etat; Kevin, trochę przygłupi nastolatek; Bill, ten średni oraz Maureen, najmłodsza córeczka tatusia. Mamy także całą gamę postaci drugoplanowych i pobocznych, w tym ekscentrycznego sąsiada rodzinki Victora, najlepszego przyjaciela Billa czy szefa lotniska, na którym pracuje Frank.

F is for Family, Netflix, recenzja, 3 sezon

Trzeci sezon kontynuuje wątki poprzednich i wprowadza kilku nowych bohaterów. Uwaga, spoilery! Po finale drugiego sezonu Sue jest w kolejnej ciąży. Martwi to dzieciaki, które spodziewają się odsunięcia na boczny tor. Na osiedle rodzinki wprowadzają się nowi sąsiedzi – bohater wojenny i pilot wojskowy Chet oraz jego wietnamska żona Nguyen-Nguyen. Frank, zapatrzony w Cheta jak cielę w malowane wrota, postanawia zaprzyjaźnić się z nim i zostać jego najlepszą „psiapsiółą”. Nie widzi przez to, jakim człowiekiem naprawdę jest ten pilot wojskowy, co oczywiście doprowadza do wielu spięć i nieporozumień z Sue. Wspomniana zaś kobieta wciąż nie może otrząsnąć się z szoku, jakim była utrata szansy na zostanie miliarderką – na siłę więc szuka innowacyjnych rozwiązań w kuchni i próbuje skonstruować „świętego Graala” każdej gospodyni domowej. U dzieciaków wcale nie lepiej – Kevin idzie do letniej szkoły, Bill się zakochuje, a Maureen... Hmm, jak tak teraz myślę, to głównym zajęciem dziewczynki w trzecim sezonie jest bycie zazdrosną i ciągła walka o uwagę i miłość rodziców.

Kiedy to się wreszcie skończy?

Głównym zarzutem, jaki mogę skierować pod adresem trzeciego sezonu jest, w mojej opinii, nuda i powtarzalność wątków. Frank wciąż krzyczy na wszystko, co się rusza, wciąż kłóci się z żoną i dzieciakami, wciąż antagonizuje do siebie sąsiadów i wszystkich dookoła. Jednocześnie masz pewność, że jego postawa w ogóle nie wpłynie na fabułę – Sue wybaczy mężowi każdy występek, dzieciaki w ogóle go nie będą słuchać, sąsiedzi w następnym odcinku zapomną, jakim pacanem Frank okazał się w poprzednim. Nie trzeba oglądać żadnego epizodu, żeby domyślić się jego przebiegu – Frank będzie krzyczał, Sue się rozpłacze, Kevin założy rękę na rękę, Bill dostanie kopa w tyłek, Maureen odbije się znów od kobiecego szklanego sufitu. Ja już to widziałem – w pierwszym sezonie było to świeże i nowe, w drugim zaczęło już lekko doskwierać, natomiast wreszcie w trzecim nie mogłem wytrzymać tej nudy i powtarzalności i wolałem włączyć kolejny epizod „1983”, niż znowu użerać się z rodzinką Murphych.

 

Poza tym, do cholery, to miał być serial komediowy, prawda? Szkoda tylko, że tutaj tego nie widać. Spod warstewki „heheszkowych” stereotypowych żartów o ówczesnej sytuacji w USA, przebija się depresyjna opowieść o bezsensowności spełniania marzeń i o tym, jak życie uwielbia kopać cię w tyłek na każdym kroku. Jakbym chciał obejrzeć depresyjną komedię, włączyłbym o niebo lepszego „BoJacka Horsemana”. Ale nie chciałem, a mimo to, zaserwowano mi kolejny sezon opowieści o tym, jak to nic się człowiekowi w życiu nie udaje, jak trudno żyje się w wielkich, patologicznych rodzinach i o tym, że niemożliwa jest ucieczka od przypisanych ci przez społeczeństwo etykietek. Mój Boże, wywalcie „komedia” z waszych tagów i zastąpcie ją słowami „depresja”, „melodramat” albo  „bieda-klon BoJacka”.

 

F is for family, recenzja, Netflix, 3 sezon

 

Sezonu nie ratuje nawet warstwa wizualna. Nie jest zła, oczywiście, że nie. Jest taka sama jak przez ostatnie trzy lata. Przecież „F is for Family” zdobyło przez ten czas jakąś renomę i pewnie Netflix sypnął sporą kaską przy produkcji trzeciego sezonu. Można było choć część tych pieniędzy zainwestować w odświeżenie animacji, żeby postacie nie ruszały się tak sztucznie i miały narysowaną lepszą mimikę. Ale po co?

 

Jak już włączysz, to jakoś to leci

Nie mogę się przyczepić do warstwy dźwiękowej – aktorzy w wersji angielskiej naprawdę dają radę. Byłem w szoku, gdyodkryłem, że głos pod Billa podkłada kobieta – w ogóle nie da się jej odróżnić od głosu typowego dzieciaka przed mutacją. Bill Burr jako Frank dostaje wreszcie szansę, żeby wyjść poza typowe dla swojej postaci krzyki i sarkastyczne odzywki. Nareszcie też dowiadujemy się czegoś o reszcie rodziny naszych bohaterów – występ gościnny zaliczają dziadkowie Sue, dowiadujemy się też nieco o jej bracie i ojcu Franka. To były chyba moje ulubione momenty z tego sezonu – śmieszne, ale jednocześnie w jakiś sposób dla bohaterów ważne. Z warstwy dźwiękowej wciąż najlepsza jest czołówka, ale nutki budujące nastrój czy przygrywające gdzieś w tle także dają radę.

Trzeci sezon „F is for Family” nie jest zły. To wciąż przyzwoita produkcja, podczas której bez wątpienia uśmiechniecie się pod nosem. Cierpi niestety na syndrom powtarzalności – wiesz czego się spodziewać po każdym odcinku i serial nie robi nic, żeby jakoś cię zaskoczyć. Personalnie, lubię o wiele bardziej absurdalny humor produkcji typu „Big Mouth” czy „Brickleberry”, niż ten depresyjny ton Franka i spółki. Jeśli jednak wy lubicie taki rodzaj humoru, jaki prezentuje „F is for Family”, śmiało podnieście ocenę o oczko lub dwa – ja tego z czystym sumieniem nie zrobię.

Serial możecie obejrzeć na platformie Netflix.

Gra aktorska
7
Zdjęcia
4
Muzyka
6
Scenariusz
2
Trzeci sezon powtarza schematy odcinków dwóch poprzednich sezonów i bardzo szybko mnie do siebie zraził. Jednocześnie, nie mogę go totalnie znielubić, bo na jakimś poziomie jest to jednak przyzwoita produkcja. Sami zobaczcie, oceńcie, zgódźcie się z moją opinią lub też nie. Ja się w każdym razie zastanowię zanim obejrzę sezon czwarty.
Ocena czytelników
6

Plusy

  • dowiadujemy się czegoś o innych członkach rodziny Murphy, a twist fabularny na końcu sezonu sugeruje, że w czwartym dowiemy się nawet więcej
  • dobra muzyka
  • czasem nawet szczerze się uśmiechnąłem...

Minusy

  • … a czasem skrzywiłem się z zażenowania
  • powtarzalność odcinków i wątków fabularnych, sprawia, że możecie obejrzeć tylko pierwszy i ostatni odcinek sezonu, a i tak nic nie stracicie
  • mimika postaci do poprawy

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

F is for Family

Serial animowany przedstawiający starającą się wieść zwyczajne życie rodzinę, w której skład wchodzą tata Frank, mama Sue oraz ich dzieci: Kevin, Maureen i Bill.