Recenzja do: Euphoria (2019 )
Recenzje

Serial Sama Levinsona nie miał jeszcze swojej oficjalnej premiery, gdy już było o nim głośno – Amerykańską opinią publiczną wstrząsnęło – scena z 30 nagimi penisami spowodowała niemałe zamieszanie wokół nowego serialu młodzieżowego od HBO. Wyżej wspomniane kontrowersyjne ujęcie sprawiło, iż wiele osób zaczęło myśleć o produkcji w sposób niekoniecznie głęboki, toteż samo przesłanie dramatu zostało mocno spłycone i ujednolicone, a w sieci zaczęły pojawiać się niesłuszne głosy mówiące o tym, że „Euphoria” opowiada tylko o seksie, narkotykach i genitaliach. Otóż na szczęście opinie te są nieprawdziwe, a HBO przygotowało dla nas uniwersalną opowieść, która jest wyważoną i staranną wiwisekcją pokolenia urodzonego oraz żyjącego w XXI wieku.

Szukając siebie

Każde pokolenie bez wyjątku z góry jest naznaczone pewnymi traumami przeszłości, które w pewien sposób cechują nasze późniejsze życie. W historii świata nie brakuje tragicznych zdarzeń swym zasięgiem dotykających wielu. Dla Rue Bennett takim wydarzeniem okazał się zamach z 11 września 2001 roku, albowiem sama przyszła na świat nieco później, bo 14 września tego samego roku. Może i ta katastrofa bezpośrednio nigdy nie wpłynęła na jej życie, ale na pewno nieświadomie naznaczyła jej osobę oraz na dobre rozpoczęła XXI wiek, który w niedalekiej przyszłości na nowo zdefiniuje wiele, jak mogłoby się wydawać wcześniej znanych i podstawowych pojęć, chociażby człowieczeństwo.

Wiecie, jaki jest największy paradoks naszych czasów? Nie tylko my czujemy się zagubieni i wyobcowani, pomyślcie sobie, co muszą czuć rodzice dzisiejszych nastolatków, kiedy przecież oni sami żyli w zupełnie innych czasach, które były wolne od technologii czy tak szeroko dostępnych używek. Powiem wam, jak się czują — są bezradni, ponieważ mimo szczerych chęci nie wiedzą jak pomóc swoim dzieciom, czy jakie rady im dać. W większości przypadków dorośli nie są odpowiednio przystosowani do życia w XXI wieku, toteż ich pociechy mimowolnie zostają pozostawione same sobie w wielkim ponurym świecie social mediów, gdzie znajdują rozrywkę za pomocą metod, o których istnieniu dwadzieścia lat temu jeszcze nikt nie wiedział. Tacy właśnie są bohaterowie Levinsona – samotni i zagubieni, szukający własnej drogi życia, własnego i niepowtarzalnego ja. Taka jest Rue Bennett.

Witaj w XXI wieku

Rue jest uzależniona od substancji psychoaktywnych, a my poznajemy ją w momencie, kiedy wraca z przymusowego odwyku, gdzie spędziła całe wakacje. Dziewczyna opowiada nam swoją historię, której towarzyszą retrospekcje ukazujące kilka poszczególnych wydarzeń, jakie ją ukształtowały i wpłynęły na to, jaką jest osobą i dlaczego żyje tak, a nie inaczej. Wskutek tego zyskujemy niepowtarzalną okazję, aby poznać nastolatkę dogłębnie i zrozumieć jej aktualne wybory, które początkowo mogły wydawać się nam niezrozumiałe. Wraz ze stopniowym eksplorowaniem świata Rue Bennett, poznajemy jej rówieśników, którzy znaczą dla historii niemniej, co główna bohaterka. Każdy epizod skupia się na jednym z nastolatków, tym samym Samowi Levinsonowi udało się stworzyć zróżnicowany i przekonujący obraz tzw. generacji Z i piszę, to w pełni świadom, ponieważ sam jestem jej przedstawicielem. 

Produkcja HBO nie boi się realizmu i stanowczo już od pierwszych minut sezonu do ostatnich sekund finału twórcy raczą nas surowym obrazem trudnej rzeczywistości, w jakiej przyszło nam żyć. Scenarzyści serialu zrobili coś wydawałoby się nieosiągalnego, a mianowicie stworzyli bohaterów, którzy znakomicie oddają pełną gamę nastoletnich uczuć. Postaci Levinsona czują i zachowują się tak, jak młodzi: jeśli kochają, to na zawsze, jeśli kogoś nienawidzą, to do końca, jeśli cierpią, to tylko na całego. Może i serialowi nastolatkowie mają dostęp do różnych substancji psychoaktywnych, ale nawet one nie są w stanie zmienić ich położenia, a nawet jeśli, to tylko i wyłącznie tymczasowo. To właśnie prawda i rzetelność pokazanych zjawisk jest tym, co sprawia, że „Euphoria” jest serialem wyjątkowym.

Brokatowy świat

Nowy serial HBO to nie tylko znakomity scenariusz, ale także bogactwo, jeśli chodzi o aspekty audiowizualne. Sam Levinson w pełni wykorzystuje budżet, jaki otrzymał od stacji, a tym samym kłania się wszystkim kinofilom, oddając w ich ręce najprawdziwszy rarytas, którym w tym przypadku jest „Euphoria”. Twórcy za pomocą jaskrawych kolorów i ekstatycznych obrazów oddają uczucia głównych bohaterów, które nierzadko zyskują przez graficzną formę ich ukazania. Gdybym dostawał złotówkę za każdym razem, kiedy miałem ochotę zatrzymać odtwarzacz i zrobić zrzut ekranu, to najprawdopodobniej byłbym już multimilionerem. Nie pisząc już o momentach, kiedy to cofałem odtwarzanie, aby za pomocą aplikacji wyszukać aktualnie lecący utwór w tle, a uwierzcie mi na słowo, nie zdarza mi się, to często. Choć dobry soundtrack produkcji mnie nie zaskoczył, bo sam Drake jest jednym z producentów.

Recenzując pilot serialu, byłem zachwycony Zendayą i w dalszym ciągu jestem, ponieważ młoda aktorka nie ukrywa swojego talentu i widać, że stara się z wszelkich sił wypaść jak najbardziej naturalnie i na szczęście jej się to udaje. Aczkolwiek nie tylko Zendaya daje z siebie wszystko i w obsadzie 1. sezonu nie brak równie utalentowanych młodych aktorów. Hunter Schafer w roli Jules jest po prostu wspaniała i niezmiernie cieszy mnie fakt, że w serialu rolę postaci transseksualnej dostała transseksualna aktorka, bo to znaczy, że coś się zmienia, a dokładniej pisząc, zmienia się historia i to na naszych oczach. Na gromkie brawa zasługuje także Jacob Elordi, który w serialu wciela się w postać Nate’a, a nie jest to zadanie łatwe, ponieważ jego bohater jest najbardziej zagubioną postacią ze wszystkich, która to została spaczona przez postawę oraz oczekiwania wymagającego ojca tyrana. Mówiąc wprost, osoby odpowiedzialne za casting wykonały dobrą robotę i mogą z czystym sumieniem spoglądać w lustro, kiedy rano się budzą.

Euphoria, Euforia, Sezon 1, Reviews, Recenzja, HBO GO, Zendaya, Jacob Elordi, HOT,

Bunt i dojrzewanie

Nie ukrywam, że „Euphoria” totalnie zjednała sobie moje serce i sprawiła, że nie mogę przestać myśleć o świecie tam przedstawionym i tamtejszych bohaterach, którzy są mi szczególnie bliscy. Jednakże mimo wszystko zdaję sobie sprawę z pewnych mankamentów produkcji, aczkolwiek nie były to na tyle ważne rzeczy, aby mogły odebrać mi radość z oglądania serialu. Momentami brakowało mi w 1. sezonie postaci, które przedstawiałyby grupę spokojnych, niczym niewyróżniających się dzieciaków z normalnych pełnych i szczęśliwych rodzin, które istnieją w prawdziwym życiu i przecież także na swój sposób przeżywają pierwszy bunt i dojrzewanie. Kto wie, może w drugim sezonie poznamy takie postaci. Mimo wszystko uważam, że „Euphoria” to jeden z ważniejszych, jeśli nie najważniejszych, seriali dla młodych, ale tylko dla tych, który są już w pewien sposób ukształtowani. 

Serial można obejrzeć na platformie HBO GO.

Gra aktorska
9
Zdjęcia
10
Muzyka
10
Scenariusz
9
Jeżeli jesteście gotowi przeżyć doznania nie z tej ziemi, to obowiązkowo powinniście obejrzeć 1. sezon „Euforii” od HBO. Serial Sama Levinsona jest do bólu prawdziwy i nie boi się poruszać tematów trudnych, które zazwyczaj, są marginalizowane przez społeczeństwo. Jeśli jeszcze tylko dodamy do tego znakomite aspekty wizualne i zjawiskową obsadę, to otrzymamy produkcję niemal idealną...
Ocena czytelników
9.5

Plusy

  • postaci Levinsona czują i zachowują się tak, jak młodzi – realizm
  • postać transseksualna grana przez transseksualną aktorkę
  • zróżnicowany obraz amerykańskiej generacji Z
  • aspekty audiowizualne
  • znakomity casting

Minusy

  • brak postaci należących do tzw. grupy normików

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Recenzje


Aktualności