Recenzja do: Don't Fuck With Cats: Hunting An Internet Killer (2019 )
Recenzje

Obejrzałam w swoim życiu dużo dokumentów Netflixa, najczęściej tych poświęconych seryjnym mordercom. Myślałam, że już bardziej zaskoczona nie będę się czuć, a tu – niespodzianka! Najnowszy, trzyodcinkowy dokument „Don’t F**k With Cats: Hunting an Internet Killer” sprawił, że do tej pory mam na rękach gęsią skórkę.

Zaczyna się  niby niepozornie – bo od wrzucenia do sieci filmiku z kotami. Można sobie pomyśleć: co w tym złego? Ano wszystko, jeśli weźmie się pod uwagę, że pod koniec filmiku postać (później wychodzi na jaw, że to właśnie Luca Magnotta) wkłada małe kotki do torby próżniowej. Następnie wysysa z niej powietrze. Kotki umierają.

Cytując wypowiedź jednej z bohaterek dokumentu – internet wybacza wiele rzeczy, ale nie zabijanie kotków. Bo pojawiają się trzy takie filmy. Nadal z zakapturzoną postacią mężczyzny. Internet nie zapomina, a policja jeszcze nie rozumie. Skoro zabił koty, zaraz zacznie zabijać ludzi… Ale jak do niego dotrzeć? Jak dowiedzieć się, kim jest owa postać, jak zastosować sprawiedliwość w kierunku kogoś, kogo tożsamość jest niemożliwa do odgadnięcia? 

Internet nie zna próżni

Nie zna próżni, bo wtem na Facebooku zrzesza się grupa ochotników. Ludzi, którzy ponad wszelką cenę chcą dorwać tego mężczyznę, choć wszystkim wydaje się, że jest to niemożliwe. 


Właśnie o tym opowiada dokument „Don’t F**k With Cats: Hunting an Internet Killer” – o całym śledztwie, współpracy szalonych internautów, którzy razem z policjantami poświęcili całej sprawie kilka lat swojego życia. Policjantami z różnych krajów, bo przecież to, co robił Magnotta, nie ograniczało się do jednego państwa – była i Francja, i Niemcy, a przede wszystkim Kanada. 

Niemożliwe istnieje 

Gonitwa za przestępcą nie jest łatwa. Smutne, że aby doszło do aresztowania, zwiększenia poszukiwań, musi zginąć człowiek. Widocznie los umierających na ekranie kotów nie był tego wart. Jednak jeśli w Kanadzie ginie człowiek, a jego zwłoki zostają rozesłane pocztą… Wtedy zaczyna się coś dziać. Ktoś zaczyna reagować.

Dokument trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty. Gęsia skórka zadomawia się na moich rękach i nie chce mnie opuścić. Po jakimś czasie czuję się w jej towarzystwie komfortowo. Małe poczucie bezpieczeństwa. Jakby w zupełnym odwróceniu od tego, co na ekranie – bo tam dzieje się dużo. Policja prześciga się, co można zrobić, jak można go znaleźć. Zaczyna współpracę z internautami, którzy w końcu czują się potrzebni. Czują, że mogą coś zrobić, jakoś pomóc, wpłynąć na losy innych ludzi, którzy mogą być w niebezpieczeństwie.

 „Akcja” dzieje się na przełomie lat 2010-2014. Internauci, którzy postanowili ujawnić swoją tożsamość (na Facebooku występowali pod przydomkami) opowiadają o początkach sprawy, jak to wszystko się zaczęło. Opisują niemal krok po kroku, jak odkrywali tożsamość mężczyzny, co pomogło im go zweryfikować. Poznać. Zobaczyć, gdzie mieszka, jakie są jego upodobania. W końcu – jaki jest jego styl – bycia, życia i pisania. Wszystko się liczy. 


Wspomnienia internautów przerywane są  rozmowami z policjantami, śledczymi, prawnikami, którzy byli w tę sprawę jakoś wplątani. Przebitkami z przeszukiwań mieszkania, taśmami z kamer, które wychwytywały w różnych miejscach postać mężczyzny. Było też dużo animacji związanych z komputerem, wyszukiwarkami, a nawet właśnie Facebookiem. Jako osobie, która przywiązuje uwagę do takich detali, czułam się zaspokojona.

Gdzie diabeł nie może, tam internet pośle


Nie mi oceniać wiarygodność tego, co w dokumencie zostało przedstawione. Znam jednak swoje emocje związane z jego oglądaniem, tak samo jak i odczucia, które plączą mi się gdzieś w głowie, a ja staram się je ułożyć w sensowne zdania. Jednocześnie jestem przerażona tym, czego doświadczyłam; brutalnością, pewnością siebie, pragnieniem bycia kimś i dominacją, która pchała go do popełniania tych zbrodni. Tak samo jednak jestem zachwycona sposobem, w jaki zostało to przedstawione.


Chronologicznie, krok po kroku jesteśmy świadkami śledztwa rozprzestrzenionego nie na jeden czy dwa miasta, ale na kilka państw. Śledztwo, w którym dużą rolę odgrywają internauci-ochotnicy, współpracujący później z policją. Słyszymy opinie osób biorących w tym udział, widzimy zdjęcia, nagrania z kamer, kolejne kroki postępowania mającego na celu odnaleźć Magnottę. Do tej pory jestem trochę w szoku, jak „wpadł”. Tak jakoś bezmyślnie. Zbyt prosto. Może w końcu jednak cały plan wziął i się zepsuł?


Podsumowując, jestem…


…zaskoczona, przerażona i onieśmielona. Że takie rzeczy się dzieją, a osoby istnieją. I ten dokument, w całej swej mocy, przedstawia sprawę, która nie schodziła z pierwszych stron gazet. I mimo upływu lat wciąż jest na językach wszystkich. Po prostu – nie zadzieraj z kotami. Ani tym bardziej z ludźmi z internetu. Nie warto.
 

Gra aktorska
8
Zdjęcia
10
Muzyka
9
Scenariusz
9
Nie wiem, jak oceniać grę aktorską, ani nawet scenariusz bo to dokument. Niemniej dla mnie wszystko tu ze sobą grało, a mimo przerażającego tematu, było i napięcie, i chęć rozwiązania zagadki.
Ocena czytelników
9

Plusy

  • animacje
  • sposób przedstawienia sprawy
  • napięcie

Minusy

  • mało odcinków

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale