Recenzja do: Dogs of Berlin (2018 )
Recenzje

„Dogs of Berlin” to nie pierwszy niemiecki serial wyprodukowany przez Netflixa, bo w zeszłym roku na tej samej platformie dostaliśmy pierworodną produkcję z tego kraju – „Dark”. Jednak to pierwszy serial w tym gatunku i zdecydowanie nie można przejść obok niego obojętnie. Jeśli lubicie mafijne porachunki, policyjne śledztwa, sport lub brudny klimat, to tym bardziej jest to produkcja dla was.

„Dogs of Berlin” to historia – tak naprawdę trudno określić kogo dokładnie, bo dostajemy taki natłok postaci – dwóch śledczych, Kurta Grimmera i Erola Birkana. To przeciwieństwa w każdym, nawet najmniejszym, aspekcie. Kurt to brudny policjant, który ma za sobą brutalną przeszłość, a obecnie jest po prostu gnidą. Nadal zależy mu jednak na osiągnięciu sprawiedliwości i pokoju na ulicach Berlina, ale tylko według własnych zasad. Erol jest idealistą, wierzy w to, co robi i nie stosuje półśrodków. Pochodzi z tureckiej dzielnicy, którą od zawsze dewastowała rodzina Tarik-Amir, więc bardzo personalnie podchodzi do sprawy. Właśnie, na czym polega sprawa? W jednej z dzielnic zostaje zamordowany najlepszy berliński piłkarz – Orkan Erdem. Największym problemem jest jego pochodzenie, które dodaje mnóstwo potencjalnych zabójców. Orkan był Turkiem, a grał dla niemieckiej drużyny. Podejrzenia więc padają zarówno na neonazistów, jak i turecką mafię Tarika-Amira.

Orkan czy mafia?

Na samym początku ustalmy to, że opis fabuły serialu, a to co się w nim naprawdę dzieje, to dwa różne światy. Oglądając zwiastun myślimy, że będziemy rozwiązywać zagadkę morderstwa znanego piłkarza, a w rzeczywistości wokół śmierci Orkana i samego przedstawienia nam tego bohatera dzieje się bardzo niewiele. Dopiero po obejrzeniu całego sezonu zauważyłam, że tak naprawdę my o tym piłkarzu zupełnie nic nie wiemy, poza tym, że był Turkiem w niemieckiej drużynie i momentami zachowywał się jak prawdziwy dupek. Jednak w ogóle mi to nie przeszkadzało, bo tak bardzo byłam zaangażowana w całą poboczną fabułę i wachlarz dobrze rozbudowanych i intrygujących postaci. Niby serial powinien mieć niską ocenę za zupełne odejście od tematu, ale dostaliśmy w zamian świetnie rozbudowany obraz Berlina i kilka różnych perspektyw na temat życia w tym mieście.

dogs of berlin, berlińskie psy, netflix, sezon 1, recenzja

Największą zaletą „Dogs of Berlin” jest klimat. Ciężki, ponury, przerażająco realistyczny, ale czasem też przerywany humorem. Oglądamy Berlin od najgorszej strony, bez zachwytów nad pięknymi widokami, tylko z wojnami gangów, przemocą, korupcją i wszechobecną niechęcią do drugiego człowieka. Mówi się, że nadzieja umiera ostatnia, jednak tu nie ma żadnej nadziei, więc co robić? Nie pomagają też stróże prawa, którzy teoretycznie powinni dbać o miasto, a w praktyce trudno o porządnego policjanta, troszczącego się o coś więcej niż własne dobro.

Miał być bromance, a nie ma

Świetnie wykreowano postacie, najbardziej widoczne jest to już w samym pilocie. W ciągu tego jednego odcinka dostajemy mnóstwo bohaterów i każdy z nich jest w jakiś sposób charakterystyczny i rozbudowany. Oczywiście najlepiej przekłada się to na Kurcie i Erolu, ale reszta ich wydziału nie pozostaje daleko w tyle. Najlepsze spojrzenie dostajemy na Kurta, jako pierwszy pojawia się w serialu i bardziej zagłębiamy się w jego życie prywatne i motywacje. Chociaż trudno mu kibicować, widząc jak okropnym jest człowiekiem, to jednak chcemy, żeby udało mu się wywinąć z kolejnych i kolejnych tarapatów, w które sam się wplątał. Erol dostaje trochę mniej uwagi, owszem, jest mniej problematyczny i nie trzeba go ciągle pilnować, ale większość jego wątku zostaje tylko sugestią albo nieskończoną historią. Można jedynie liczyć, że w kolejnym sezonie zostanie to pociągnięte.

Serial zagrany jest doskonale, każda, nawet najmniejsza rola, została oddana bezbłędnie. Przy takiej liczbie postaci powinno nam się trafić jakieś drewno, ale się nie trafia. Mamy jeszcze kwestię Kurta i Erola w duecie, bo przecież taką formę współpracy nam reklamowano. Nie wygląda to tak, jakbym się spodziewała, ale w zupełności to kupuję. Kurt i Erol się nie uwielbiają, i naprawdę minie sporo czasu, zanim zaczną sobie ufać i prawdziwie współpracować. Na razie tylko sobie przeszkadzają i zawierają wymuszone pakty. Są z różnych światów, mają zupełnie inne podejście do sprawy i tak naprawdę nigdy nie chcieli razem pracować. Jakakolwiek więź między nimi dopiero się kreuje i to na zasadzie prawdziwej więzi pod tytułem: „tyle razem przeszliśmy”.

dogs of berlin, recenzja, 1 sezon, netflix

Ten serial doskonale trzyma w napięciu. Są pościgi i wybuchy, które zazwyczaj nudzą się po kilku minutach, a tutaj zupełnie tak nie jest. Ten nieustanny wyścig z czasem trzymał mnie na granicy przez wszystkie odcinki. Mając świadomość, że tak naprawdę wszyscy starają się, żeby tej policji się nie powiodło, nakręcała ciągle nadzieję, że może tym razem się uda. Jedyne, co kulało, jeśli chodzi właśnie o napięcie, to wówczas, kiedy skupiali się na sprawie Orkana. Wszystkie wątki z tym powiązane (poza mafią), czyli ta cała sprawa z Trinity, trenerem i Bou’Pengą – leżą. Nie jest to ani interesujące, ani tym bardziej potrzebne. Możliwe, że w kolejnym sezonie zostaną lepiej ze wszystkim połączone, ale jak na razie to jedyne sceny, które miałam ochotę przewijać.

Z aspektów technicznych ten serial jest absolutnie cudownie nakręcony. Za kamerą stanął Christian Alvart i nie mogę wyjść z wrażenia, jak angażujący jest jego styl kręcenia. Sporo specyficznych ujęć, ale też zwalniania akcji przy dynamicznej scenie – jestem zachwycona. Muzycznie też wypada bardzo dobrze, nie jest to nachalny soundtrack, ale dobudowuje napięcie kiedy trzeba.

Serial dostępny na platformie Netflix.

Gra aktorska
8
Zdjęcia
8
Muzyka
8
Scenariusz
7
„Dogs of Berlin” to dobry serial pełen emocji i brudnego klimatu. Twórcom udało się zbudować wiele świetnych i intrygujących postaci, które na własną rękę, bez wątku głównego, nakręcają fabułę. Kurt i Erol to duet bardzo powoli i naturalnie budujący swoją relację, która w przyszłych sezonach może być prawdziwą współpracą, a nie tylko robieniem sobie na złość. Jest to wciągająca produkcja, którą można obejrzeć w całości w weekend, bo nie jest na tyle ciężka, by męczyła przy hurtowym oglądaniu.
Ocena czytelników
8

Plusy

  • dobrze napisani bohaterowie
  • ciężki i mocny klimat
  • wizualnie doskonały
  • trzymająca w napięciu akcja
  • obraz Berlina

Minusy

  • wątek Orkana i wszystkie z nim powiązane
  • za mało uwagi poświęcone jest Erolowi
  • na plakatach jest pies, a w rzeczywistości bardzo go mało

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Aktualności