Recenzja do: Dear White People (2017 )
Recenzje

Drugi sezon „Dear White People” dobiegł końca pozostawiając po sobie niezwykle interesujący cliffhanger, stawiający w nowym świetle zarówno przygody bohaterów, jak i sposób narracji, jakim posługiwał się do tej pory ten serial. Z zapartym tchem czekałem na to, do czego doprowadzić miał końcowy zwrot akcji. Niestety, doprowadził do najbardziej przyziemnego i najmniej interesującego sezonu do tej pory

Podcięcie Skrzydeł

Głównym grzechem najnowszego sezonu jest resetowanie fabuły do statusu quo. Zamiast pójść za ciosem i ponownie wciągnąć nas w wir intrygi, serial porzuca wątek tajemniczego Bractwa i zajmuje się codziennymi zmaganiami naszych bohaterów. Zanim ponownie nabiera rozpędu i zaczyna zajmować się bardziej interesującymi wątkami, widz ma za sobą trzy godziny najbardziej błahych i banalnych sytuacji w historii serii.

Dear White People, recenzja, sezon 3, Netflix

Gdy narracja dogrzebie się do motywu głównego trzeciego sezonu, czyli wpływu #metoo na upadek ikon i bohaterów społecznych, szczególnie afro-amerykańskich, jest już za późno, by porządnie rozwinąć konflikt. O ile krytyka afro-amerykańskiego kompleksu męczenniczego i kultu wpływowych przedstawicieli mniejszości rzuca nowe światło na współczesny aktywizm, to przez swoją późną obecność nie dorównuje suspensowi obecnemu w poprzednich sezonach. Prowokujące do myślenia tajemnice „blackface party”, czy ultra prawicowego trolla, zostały zastąpione wątkiem przywołującym na myśl upadek Billa Cosby’ego. „DWP” zamieniło szukanie nowych punktów widzenia w sprawiedliwości społecznej na zwyczajny reakcjonizm. Ani jeden odcinek trzeciego sezonu nie zbliża się do poziomu epizodu wyreżyserowanego przez Barrego Jenkinsa czy niesamowitej jednoaktówki z drugiego sezonu.

Warsztatowe kompromisy

Niestety, również sposób prowadzenia historii w tym sezonie jest znacznie bardziej przyziemny i zachowawczy. Zniknęło charakterystyczne dla tej produkcji POV. Koniec z mieszaniem punktów widzenia bohaterów o różnych percepcjach. Od teraz mamy do czynienia z klasyczną, omnipotentną perspektywą. Każdy bohater ma w każdym odcinku swoją mini scenkę, co sprawia, że ich wątki ślimaczą się przez ¾ odcinków. Wraz z pojawieniem się we własnej osobie Giancarlo Esposito, jego funkcja jako narratora przestała istnieć. A propos Giancarlo, jego wątek związany z „Bractwem”, choć niezwykle obiecujący, okazał się kompletnym nieporozumieniem. W dziwny sposób serial odmawia zagłębiania się w temat, czyniąc cliffhanger kończący drugi sezon bezużytecznym. Co prawda pod koniec całej serii temat wraca, lecz wtedy jest już zbyt późno, by ponownie wzbudzić zainteresowanie widza.

Sinusoida Sezonów

Pomimo tego, że przez całą recenzję narzekam, nie mogę stwierdzić, że najnowsza seria „DWP” jest słaba. To raczej kwestia wysokich oczekiwań. Do tej pory ta produkcja była na najwyższej serialowej półce, pełna ambicji i sprytnych pomysłów. Sezon trzeci jest po prostu o wiele bardziej konwencjonalny. Nic w nim nie jest szczególnie nieudane, lecz brakuje atmosfery prowokacji i nastroju dążenia do czegoś fascynującego. Obsada nadal jest fantastyczna, na czele z Logan Browning jako Sam White, która zawsze jest sercem serialu. Zdjęcia, scenografia, kostiumy i charakteryzacja ponownie są perfekcyjne. Muzyka jak zawsze dodaje wydarzeniom stylu i wzmacnia wrażenie ekskluzywności. Jedynie scenariusz wydaje się grać na czas, ponieważ Justin Simien nie miał pomysłu, gdzie najlepiej zaprowadzić swoich bohaterów. Cóż, mam nadzieję, że ten sezon stanowi jedynie tkankę łączną pomiędzy genialnymi pomysłami, a nie stanowi początku upadku niegdyś świetnego serialu.

Serial dostępny na platformie Netflix.

Gra aktorska
9
Zdjęcia
7
Muzyka
10
Scenariusz
5
Trzeci sezon "Dear White People" nie domaga po względem scenariuszowym, lecz nie odbiera szansy na odbudowę dobrej reputacji.
Ocena czytelników
5.5

Plusy

  • niezawodna obsada
  • lekki, elegancki styl
  • fenomenalny soundtrack

Minusy

  • błahy scenariusz
  • ślimacze tempo

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.