Recenzja do: Dead To Me (2019 )
Recenzje

Serial autorstwa Liz Feldman pomimo iż nie jest arcydziełem kinematografii, zawiera w sobie tyle różnych odsłon, że właściwie każdy jest w stanie odnaleźć w nim coś dla siebie. Zawartych mamy w nim bowiem kilka ważnych problemów społecznych, stratę najbliższej osoby, epizody załamań i wzlotów głównych bohaterek przemieszane dawką dość przaśnego humoru, który skutkuje naprawdę udanym seansem. Lecz o tym więcej poniżej.

Kolejna czarna komedia: czy do końca czarna i komediowa? Ciężko jednoznacznie ocenić

„Dead to Me” pomimo że opatrzone tą wdzięczną etykietą czarnej komedii tak naprawdę chciało być wszystkim naraz i choć nie do końca wpasowuje się w ramy typowe dla ww. gatunku, to nie mogę powiedzieć, że chciało być wszystkim, a w istocie stało się niczym. Prawda na temat jego zaklasyfikowania leży gdzieś pośrodku, na pewno zasługuje na pochylenie się nad tą produkcją i przekonanie na własną rękę. 

W roli protagonistki – Jen obsadzono, jak się okazuje, genialną do jej odtworzenia Christinę Applegate, u jej boku wcale nie gorzej wypada jej wierna, choć zagubiona towarzyszka Judy (Linda Cardellini). Nie powiem, te twarze skusiły mnie, aby poświęcić wieczór na zbadanie tematu jeszcze w dniu premiery, jak chyba dla każdego fana seriali z lat. 90 oglądanie poczynań aktorów w nich debiutujących po tylu latach zawsze zostawia w sercu jakieś miłe odczucie. Zakładając oczywiście, że oglądamy cokolwiek znośnego w odbiorze, a faktu, że od „Dead to Me” ciężko się oderwać, nie mogę tutaj nie wspomnieć. 

Tak naprawdę zarys fabuły jest dość prosty, okraszony lekkim plot twistem, ale do rozwiązania głównej tajemnicy praktycznie już w pierwszym odcinku wcale nie trzeba posiadać umiejętności na miarę Sherlocka Holmesa. Dwie kobiety spotykają się przypadkowo na grupie wsparcia dla pogrążonych w żałobie, zaprzyjaźniają się i wspólnie dzielą kolejne napotkane przeciwności. Tak właściwie zdradzenie czegokolwiek więcej już mocno zepsułoby wam oglądanie. 

linda cardellini, christina applegate, dead to me, netflix, jen, judy

Zwichrowana psychika bohaterów plusem serialu?

Pisząc ostatnią recenzję posłużyłam się tym właśnie zwrotem w stosunku do serialowych postaci – „zwichrowani psychicznie”. Oczywiście było to nacechowane mocno negatywnie, a sama byłam przepełniona poirytowaniem wraz z moimi niespełnionymi oczekiwaniami. Przyglądając się jednak przygodom duetu Jen & Judy odkryłam, że może być to także ogromny atut postaci, którego wcześniej nie dostrzegałam. Gra aktorska w serialu jest naprawdę na wysokim poziomie, nawet w przypadku drugo, czy trzecioplanowych postaci są one rozpisane świetnie i poświęcono im wystarczającą ilość uwagi, aby każda posiadała swój unikatowy charakter, co często gubi się we współczesnych produkcjach.  

Każda z kobiet nosi w sobie bowiem jakąś zadrę, traumę, a im głębiej je poznajemy, tym mocniej zdajemy sobie sprawę jak realne, powszechne problemy, o których boimy się mówić głośno je dotykają. Utożsamić się, a także przeżywać niejeden kryzys emocjonalny możemy wraz z bohaterkami bardzo mocno, a przyznać to muszę, że nieczęsto zdarza mi się tak angażować, zwłaszcza przy netflixowych produkcjach „na raz”, których przerobiłam i tak znacznie za dużo. Fakt ten daje omawianemu serialowi ogromny plus, skupia się on na silnych, lecz jednocześnie zagubionych, skrzywdzonych przez los, porywczych kobietach, których przyjaźń oparta jest też na przekonaniu, że potrafią sobie wzajemnie pomóc, nie widząc jednocześnie, iż najpierw należy pomóc samemu sobie.

linda cardellini, christina applegate, dead to me, netflix, jen, judy

Przyjemne i dla oka, i dla ucha

Nie można też nie wspomnieć o świetnych kadrach, montażu, oprawie dźwiękowej. Nie jest to zaskoczeniem, produkcje Netflixa zawsze są pod tym kątem dopieszczone, lecz ta zdecydowanie podobała mi się najbardziej ze wszystkich, które oglądałam od dłuższego czasu. Obserwujemy genialną pracę kamery, mocną, dostosowaną ścieżkę dźwiękową, wszystko tam jak najbardziej gra, właściwie tylko rozdarcie psychiczne postaci nie pasuje do tego przepięknie namalowanego obrazka. A może raczej go dopełnia?

Mogłabym jeszcze znacznie dłużej rozmawiać o wykonaniu „Dead to Me”, lecz z racji unikania spoilerów pozwolę wam samym przekonać się, z czym wiąże się ta produkcja. Podziwiam jednak wyważenie twórców, a także ich zdolność do przyciągnięcia uwagi odbiorcy. Tak naprawdę serial jest nielekki, a i nieciężki, zgrabnie operujący pomiędzy scenami dramatu, a rozluźniającym atmosferę humorem, trzymający do ostatniej chwili widza przy odbiorniku. Wiruje w nim nieustanny zwrot akcji, a pod koniec w twarz dostajemy jeszcze wdzięcznym cliffhangerem. Czy jest hurtową produkcją Netflixa? Pewnie tak. Czy drugi sezon nas zaskoczy? Pewnie nie. Czy nadal obejrzę go jednym tchem jak premierowy? Oj, na pewno. Ciężko obiektywnie powiedzieć, gdzie zmierzają dalsze losy Jen i Judy, ale pewnym jest, że oglądając tę odsłonę żałobników, zdążyłam się w nich już niepodważalnie zakochać i mam nadzieję, że nie zawiodę się ich dalszymi poczynaniami.  



Serial dostępny na platformie Netflix.
Gra aktorska
9
Zdjęcia
9
Muzyka
9
Scenariusz
7
Serial z gatunku tych na jeden wieczór, aczkolwiek wykonany na tyle wciągająco i z humorem, że na pewno wieczór ten nie będzie zmarnowanym. Warto go poświęcić na przekonanie się osobiście.
Ocena czytelników
7

Plusy

  • przyjemne operowanie pomiędzy dramaturgią, a humorem
  • świetnie rozpisane i charakterne postaci
  • nie pozwala się od siebie oderwać
  • miłe dla oka kadry i oprawa dźwiękowa

Minusy

  • dość przewidywalna historia
  • cliffhanger przy zakończeniu

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Dead To Me

Główna bohaterka – Jen – to wiecznie zestresowana wdowa z czarnym poczuciem humoru oraz problemami z kontrolowaniem gniewu. Po tym, jak jej mąż ginie w wypadku, …


Aktualności