1
Recenzja do: The Frozen Dead (2017 )
Recenzje

Produkcja o oryginalnym tytule „Glacé” znana jest na świecie również jako „The Frozen Dead”, a polskie tłumaczenie to „Lód”. Serial wyreżyserował Laurent Herbiet, wyemitowany został przez stację M6 10 stycznia ubiegłego roku, a niedawno do swoich zbiorów dołożył go Netflix, przez co znów stało się o nim głośno wśród fanów thrillerów.

Tym razem recenzję rozpocznę od opisania technicznej strony serialu. Jak pewnie zwróciliście uwagę na samym początku, moja ocena to 6/10, co znaczy, że produkcja nie zachwyca, ale mimo wszystko jest powyżej przeciętnej i ma więcej mocnych niż słabych stron. Dlatego najpierw warto opisać te pierwsze, a dopiero później przejść do mniej przyjemnych, czyli pozostawiającej wiele do życzenia fabuły.

Już w pierwszych minutach serialu moją uwagę zwróciły zwłaszcza piękne, szerokie kadry ukazujące zimowy krajobraz Francji. Drzewa i góry pokryte lekkim puchem śniegu, słońce odbijające się od wszechogarniającej bieli. Później pogoda i otoczenie zmieniało się razem z akcją, ale nadal utrzymane było w specyficznie sterylnym charakterze. Po samym wstępie wiedziałam, że serial będzie naprawdę pozytywnie pobudzał i zaspokajał moją potrzebę piękna i estetyki. Na szczęście chociaż w tej kwestii mnie nie zawiódł. Kolejne, na co warto zwrócić uwagę i co sprawia, że serial jest wart więcej niż inne przeciętnej jakości kryminały, jest doskonale dopasowana i dynamiczna ścieżka dźwiękowa. Bez trudu dotrzymuje tempa biegnącej akcji, nigdy nie odstaje i nie wydaje się intruzem dla odbiorcy. Wyciszenia dźwięków w chwilach grozy, mocne i agresywne akcenty podczas pościgów lub nagłych zwrotów akcji, a spokojne klasyczne kompozycje, kiedy w kadrze ukazywane jest piękno natury. Widz ma wrażenie, że właśnie ten otaczający świat jest jedynym spokojnym fragmentem serialowej rzeczywistości, kontrastuje z roztrzęsieniem bohaterów miotających się między wyborami, które nakazują im wytypować, czy wyżej stawiają pewny byt czy moralność.

Wspaniale w swojej roli spisali się Charlez Berling, grający głównego detektywa Martina Servaz, oraz Pascal Greggory, który wcielił się w pociągającego za wszystkie sznurki Juliana Hirtmanna. Wśród kobiet swoimi nienagannymi umiejętnościami aktorskimi wykazała się Nina Meurisse jako Diane Berg. Pozostali aktorzy spisali się dość przeciętnie, nie byli ani wybitnie dynamiczni i przekonujący, ani z drugiej strony zbyt flegmatyczni lub niepasujący do roli.

Czołówka przedstawia statyczny obraz sarny otoczonej przez wilki oraz ciemnej postaci w kapturze, która przygląda się tej scenie w tle. Kamera sunie po każdym elemencie sceny, aby widz mógł najpierw zobaczyć wściekłe pyski drapieżników, a później spokojnie stojącą i niewzruszoną ofiarę przyglądającą się agresorom. Obraz w bardzo symboliczny sposób ukazuje akcje serialu. Postać w płaszczu można utożsamiać z Julinem Hirtmannem, który sprytnie manipulując ze swojej celi w szpitalu psychiatrycznym Warniera, przygląda się zniszczeniu, jakie sieje. Sarną może być jednocześnie kilka postaci – Lombard, Martin Servaz, Diane Berg, wybór należy wyłącznie do widza. Przesycone artyzmem ujęcie z jednej strony jest ciekawe, ale wyłącznie, kiedy widzi się to pierwszy, maksymalnie drugi raz – w kolejnych odcinkach dziękowałam Netflixowi za opcję pomijania czołówki, bo oglądanie czegoś tak monotonnego po raz kolejny przyprawiłoby nawet największego konesera symbolizmu i analizy dzieł sztuki o przeciągłą serię ziewnięć.

Akcję serialu oraz serię tajemniczych morderstw otwiera odnalezienie martwego konia powieszonego na szczycie konstrukcji wyciągu, który prowadził do elektrowni wodnej. Później w związku z tym, że należał on do zamożnego mieszkańca okolicznej wioski, który odziedziczył swój majątek po niedawno zmarłym ojcu, do sprawy przydzielony zostaje Martin Servaz. Śledczy, który kilka lat temu wsławił się w tamtym rejonie schwytaniem wielokrotnego mordercy i psychopaty. Dla niego samego teren ten wiąże się z traumą, Hirtmann w tamtym czasie postawił policjanta przed wyborem – mógł  zatrzymać go i dać umrzeć jego ostatniej ofierze lub puścić wolno i poznać miejsce, w którym tamten ją przetrzymywał. Martin wybrał pierwszą opcję, przez co Julian wylądował w szpitalu psychiatrycznym, a miejsce spoczynku młodej kobiety do tej pory jest nieznane. Servaz chce jak najszybciej rozwiązać sprawę i wyjechać ze znienawidzonego i budzącego wyrzuty sumienia miasta. Niestety nie udaje mu się to, bo sprawa zaczyna się komplikować, bowiem przy łbie konia, który odcięty leżał w pobliskiej kaplicy, znaleziono włos należący do Hirtmanna.

To wydarzenie jest prowokacją tylko po to, by ściągnąć w jedno miejsce Diane i Martina. Intryga uknuta za kratami w chorym umyśle Hirtmanna sięga dalej, niż komukolwiek mogłoby się wydawać. Morderca posiada siatkę zmanipulowanych pracowników ośrodka, łączącą go ze światem, którą widzowi osoba po osobie może odkryć. W kilku przypadkach jego wybory są ogromnym zaskoczeniem, ale sprytny mężczyzna wie, w jaki sposób podejść i uderzyć w czuły punkt, aby uczynić sobie usłużnym każdego człowieka.

Śledztwo stoi w miejscu, ale powiązane zbrodnie nadal się rozwijają, tym razem ofiarami stają się ludzie. Policja jest bezradna i łapie się każdej możliwości i tropu byle tylko dotrzeć do mordercy. Martin przestaje mieć wątpliwości, że w całą sprawę zamieszany jest Hirtmann, więc skupia się na nim i poszukiwaniu jego kontaktów w świecie poza szpitalem. Pewnego dnia policja na podstawie zawiłych konkluzji zwraca uwagę na sprawę grupowego samobójstwa trzech nastolatków sprzed piętnastu lat, później idąc tym tropem, w ich ręce trafiają taśmy z nagraniem i pamiętnik jednej z martwych dziewczyn, które jednoznacznie wskazują, że cała trójka była molestowana przez grupę mężczyzn, którzy polowali na takie niewinne istoty jak te dzieci i nagrywali swoje zdobycze, aby mieć po nich trofeum.

Trójka martwych dzieci nie była ich jedynymi ofiarami. Teraz kiedy pozostałe dorosły, stawiają sobie za punkt honoru ukarać zboczeńców. Jest tylko jeden problem, nie znają ich nazwisk. W ich posiadaniu jest jednak Julian Hirtmann i to łączy go ze sprawą i mordercami, którzy ulegle spełniają jego prośby w zamian za kolejne nazwiska. Powieszenie nad ziemią za ręce, kastracja i śmierć przez wykrwawienie – oto piekło, które zadane zostaje byłym katom przez ich ofiary w ramach zemsty.

Policji udaje się ustalić tożsamość sprawców morderstw, ale niestety nie docierają do nich na czas. Zgodnie z ostatnim rozkazem Hirtmanna, który swoje działanie postanowił zamknąć niejaką klamrą kompozycyjną, zostaje uprowadzona Diane Berge, która była siostrą jego ostatniej ofiary i zatrudniła się w szpitalu wyłącznie by wyciągnąć od Juliana informacje o miejscu spoczynku zamordowanej. Hirtmann sprowadza na rozmowę Martina i przedstawia sytuację, informując, że jeśli nie wyciągnie go ze szpitala, nie zdradzi mu miejsca pobytu Diane i dziewczyna umrze, przez co powtórzy swoje zachowanie z przeszłości. Jaką decyzję policjant podejmie tym razem? Tego nie zdradzę, polecam przekonać się samemu.

Serial jest jednym z tych, które można oglądać i jednocześnie robić milion innych rzeczy, osobiście starałam się nie rozpraszać zbyt bardzo, aby ta recenzja była maksymalnie rzetelna. Nie miałam jednak problemu, żeby wyłączyć player w środku odcinka, odejść od komputera i zająć się czymkolwiek innym, napisać zadanie na studia, pomóc mamie w pracach domowych, a później wrócić i bez większego podekscytowania kontynuować. Nie jest na tyle dobry, że warto zarwać dla niego noc, żeby obejrzeć bez przerwy cały sezon. Szczerze powiedziawszy, nie wiem, czy ogromny kubek kawy by pomógł w niezaśnięciu w trakcie seansu. Dzieje się wiele, ale niekoniecznie jest to ukazane w porywający sposób. Momentami widza dopada dezorientacja, gdy słyszy kolejne francuskie nazwisko, nie ma pojęcia kim jest człowiek, o którym właśnie mówią. Mimo wszystko technicznie produkcja jest naprawdę na bardzo wysokim poziomie i to ją ratuje. Zdecydowanie na początku był potencjał na bardzo dobry serial, niestety nie do końca udało się go zrealizować.

Gra aktorska
6
Zdjęcia
8
Muzyka
8
Scenariusz
5
Jedynymi mocnymi stronami serialu są piękne, szerokie ujęcia krajobrazu francuskich Himalajów, które nieraz wywołują dreszcze na plecach widza oraz ścieżka dźwiękowa, która perfekcyjnie zgrywa się z akcją. Niestety dobra realizacja technicznych aspektów nie uświetnią słabego scenariusza oraz nierzadko nudnej i ciągnącej się w nieskończoność fabuły.
Ocena czytelników
6

Plusy

  • Piękne ujęcia krajobrazu
  • Dynamiczna ścieżka dźwiękowa

Minusy

  • Momentami wieje nudą
  • Stosuje wiele schematycznych rozwiązań akcji

Komentarze

(1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

  • Patrycja Lechnowska
    Patrycja Lechnowska
    @Patrycja

    Jestem pod wrażeniem, jak bardzo twórcy zmienili fabułę znaną z książki ("Bielszy odcień śmierci" B.Minier), gdzie Hirtmann był jedynie więźniem lekko powiązanym ze zbrodniami, Diane wcale nie miała siostry, a jej powiązanie ze sprawą było tylko dlatego, że zaczęła się interesować dziwnymi wydarzeniami w Instytucie. W ogóle nie widać po recenzji, by była tam postać pani sierżant (której imienia już nie pamiętam), która przecież prowadziła śledztwo wraz z Martinem. W ogóle powiązanie Martina i Hirtmann wcześniejszym spotkaniem też jest tu bardzo wymyślone. Najwyraźniej postać, która w książce jest za wszystko odpowiedzialna również została przez twórców pominięta. Miejsce znalezienia głowy konia było inne. Była postać sędziego, który również nieźle namieszał. I istotna pielęgniarka! I wiele innych rzeczy, bez których serial z pewnością traci.
    Książka miała pełno minusów, ale przynajmniej fabularnie zbrodnia była ciekawsza i bardziej... świeża. Tutaj mam wrażenie, że został powielony schemat z każdego innego kryminalnego serialu/filmu. A szkoda, bo już po samej recenzji wiem, że serial wypada gorzej od pierwowzoru, a liczyłam na to, że skoro książka mnie zawiodła to może chociaż serial okaże się dobry.
    Piękne panoramy nie są chyba warte, by się irytować przy oglądaniu. Swoją drogą, polski tytuł mogli dać taki jak w książce (bo oryginalnie powieść też jest Glace), bo pewnie wiele fanów Miniera nawet nie wie o istnieniu adaptacji. Chociaż może to i dobrze. ;)

Powiązane