Recenzja do: Colony (2016 )
Recenzje

Kosmos jest ogromną, najprawdopodobniej nieskończoną przestrzenią, która jeszcze przez bardzo długi czas będzie ukrywać przed nami swoje największe tajemnice. Jako gatunek dotarliśmy zaledwie na pierwszy przystanek w podróży do gwiazd, jakim jest lądowanie na księżycu i wysłanie sond na pobliskie planety. Każdy dzień przynosi nam nowe odkrycia na temat tego, co czai się poza naszą planetą. Nie tak dawno temu, nie mieliśmy nawet pojęcia, czy istnieją jakieś inne planety, niż te w naszym układzie. Nie przeszkodziło to licznym pisarzom i filmowcom w tworzeniu niewyobrażalnych wręcz historii na temat tego, co tam spotkamy. Człowiek, gdy tylko zrozumiał, że nasz świat nie jest jedynym, zaczął zadawać pytania, czy gdzieś tam w kosmosie są istoty nam podobne, a jeśli tak, to jak może wyglądać pierwsze spotkanie z nimi. Sztuka wizualna wręcz ubóstwia scenariusze, w których poznajemy inne rasy i nie będzie przesadą stwierdzenie, że najczęściej obrazuje to w sposób negatywny. Jeśli jakaś cywilizacja już odwiedza naszą planetę, w oczach reżyserów jest najczęściej wrogo nastawiona, a jej głównym celem jest anihilacja lub zniewolenie wszystkich ludzi. Dokładnie ten schemat stał się filarem serialu „Colony”, czy użycie go po raz tysięczny było dobrym pomysłem?

Colony, recenzja, sezon 3

Retrospekcja

Od samego początku „Colony” postanowiło nie bawić się z widzami w powolne budowanie napięcia, próbę wyjaśnienia, jak doszło do inwazji obcych na naszą planetę, czy nawet pokazanie tego momentu. Pierwsze odcinki rozpoczęły całą historię w miejscu, w którym ludzkość już od dawna klęczy – pokonana i świadoma swojej porażki. Inwazja nie była nastawiona co prawda na totalną zagładę, obcy oszczędzili przecież liczne „kolonie”, w których ludzie mogli prowadzić względnie normalne życie, podobne co prawda do systemu autorytarnego obecnego w naszej historii od zawsze, ale jednak w pewien sposób znanego. Nie było w tym zbyt wiele z kosmicznej batalii znanej z wielu innych produkcji, co dawało nadzieję na bardziej ludzką odsłonę konfliktu dwóch ras. Kilka wybranych miast zostało ocalonych, a na ich obrzeżach pojawiły się ogromne mury, mające zapobiegać ucieczce, ale jak się później okazało, również wejściu do środka niechcianych jednostek. Swoje szczęście w nieszczęściu znalazła w jednej z takich kolonii rodzina Bowmanów, mająca niedługo przyczynić się do wydarzeń na skalę iście astronomiczną. Los Angeles, w którym mieszkają, bardzo aktywny jest ruch oporu i nie ma co tutaj się dziwić, tam gdzie jest podbój, tam musi się on zmierzyć z oporem. W tym konkretnym przypadku jest to zupełnie przypadkowa zbieranina osób, mająca w sercach i umysłach wielkie idee oraz plany na to, jak pokonać najeźdźców. Katie Bowman, bez wiedzy męża i swoich dzieci, dołącza do ruchu oporu, a konsekwencje tej decyzji będą główną linią fabularną dla całego serialu „Colony”.

Colony, recenzja, sezon 3

Kolaboranci

Pierwsze dwa sezony skupiły się na ukazaniu dosyć prostej rozgrywki pomiędzy słabo zorganizowanym, ale mającym niebywałe szczęście, ruchem oporu, a nie mniej rozbitą tzw. Władzą Globalną. W „Colony” bowiem to nie kosmitów należy oczekiwać na pierwszej linii, ale ludzi, którzy ślepo wierzą w to, że pomagają innym, słuchając najeźdźców. Kolaboracja, można rzec, ale nie z przypadku, ale świadomego wyboru, co serial udowodnił wielokrotnie. W trzecim sezonie współpraca z okupantem staje się motywem przewodnim, tak często wykorzystywanym, że w pewnym momencie można odnieść wrażenie, że cała batalia toczy się już tylko między niedobitkami naszej rasy. W większości produkcji opowiadających o inwazji kosmitów, każdy kto staje po stronie kosmitów, z miejsca jest, za sprawą scenariusza, wykreowany na tchórza i kogoś bez kręgosłupa moralnego. Nie inaczej jest w „Colony”, a przewidywalność dalszej fabuły jest wręcz porażająca. Trzeci sezon nie zrobił tego raz, dwa, czy nawet trzy razy, ale co najmniej pięciokrotnie, co jest straszliwie irytujące i nasuwa na myśl spostrzeżenie, że scenarzyści już dawno się wypalili.

Colony, recenzja, sezon 3

Świat według Bowmanów

Finał drugiego sezonu pozostawił widzów w bardzo nieprzyjemnej sytuacji, serwując im cliffhanger największego kalibru. Los Angeles miało zostać poddane „odtworzeniu”, czyli najprościej mówiąc, każdy żywy człowiek miał trafić do tajemniczej „fabryki”, a miasto mieli zasiedlić zupełnie nowi mieszkańcy. Duża w tym zasługa rodziny Bowmanów, która nie oszczędzała się w walce w ruchu oporu. Wtedy też stało się coś, co było przysłowiowym gwoździem do trumny dla całej produkcji. Serial nie otrzymał dofinansowania w stanie Kalifornia, więc zwinął manatki i przeniósł się do Vancouver. Wymusiło to ogromne zmiany w scenariuszu, ze zmianą teatru wydarzeń na czele. Cała historia, skrzętnie budowana przez dwa sezony, przestała mieć jakiekolwiek znaczenie i scenarzyści musieli wymyślić coś zupełnie nowego. Bowmanowie zostali nagle wrzuceni w świat bardziej przypominający post-apo, co w sumie jest zgodne z założeniem serialu, ale to już nie było to samo. Skończyła się powolna akcja, budowanie napięcia z odcinka na odcinek, a zostało to zastąpione milionem niedokończonych pomysłów upchniętych w trzeci sezon. Z daleka widać, że twórcy serialu nie mieli bladego pojęcia, jak z tego wybrnąć, więc wyłożyli wszystkie karty na stół. Nieszczęściem dla „Colony”, karty te były wyjątkowo słabe.

Colony, recenzja, sezon 3

Falstart

Pierwsze trzy odcinki mogły obudzić w widzach nadzieję na naprawdę ciekawe rozwinięcie tej opowieści. Bowmanowie wraz ze Snyderem ukrywają się głęboko w lesie, prowadząc proste życie, z dala od zagrożeń. Naprawdę przyjemnie się to oglądało, można było uwierzyć, że właśnie tak powinna potoczyć się ich historia. Wprowadzono nowe wątki dotyczące samych obcych, dzięki czemu widzowie mogli spojrzeć nieco głębiej na ich motywacje stojące za podbojem Ziemi. Pojawia się także zupełnie nowy gracz w tej rozgrywce, sugerując, że całe zaplecze fabularne zdołało nas oszukać i nic nie jest takie, jak sądziliśmy. Wreszcie było czuć w tym serialu prawdziwe emocje i autentyczny klimat pojedynku pomiędzy niedobitkami naszej rasy a kosmitami. Po tych kilku naprawdę dobrych odcinkach pojawia się plot twist, który strzałem w twarz widzów daje im do zrozumienia, że tak dobry początek sezonu był tylko przypadkiem. Pokazanie świata poza koloniami, trudu życia w nim, a wreszcie ukazanie prawdziwego ruchu oporu, który był tylko legendą przez dwa sezony, zostało zniweczone w tak niewybaczalny sposób, że każdy fan sci-fi na pewno rzewnie zapłakał. Cała reszta sezonu jest już tylko nędzną imitacją tego, co było wcześniej.

Colony, recenzja, sezon 3

Milion pomysłów na minutę

Przyglądając się uważnie trzeciemu sezonowi, nie można pozbyć się wrażenia, że twórcy postanowili pójść na duże skróty w całej opowieści. Całość historii wygląda, jakby ktoś postanowił upchnąć w niej materiał na co najmniej kolejne trzy serie. Na początku mamy Bowmanów w leśnej chatce, następnie obóz ruchu oporu i na koniec nową kolonię – Seattle. Każda z tych części oddziela bardzo niechlujny przeskok fabularny, nietłumaczący się widzowi z niczego, poza tym, że najpierw postanowiono zbudować jakiś wątek, trwający kilka odcinków, tylko po to, żeby w jednym odcinku uciąć go i wrzucić widza w kolejny. Nie istnieje pomiędzy nimi żaden element spajający, po prostu cała fabuła nagle się zmienia. Nie ma żadnych retrospekcji tłumaczących, co się działo w serialu pomiędzy jednym wątkiem a drugim, nie ma żadnego łagodnego wprowadzenia, jest natomiast zupełnie nowa narracja, zakładająca, że nie musi się z niczego tłumaczyć. Skutkiem tego widz włączając kolejny odcinek, przez kilka minut zastanawia się, czy aby jednego nie ominął. Nie jest możliwe w takich warunkach wczucie się w klimat serialu, nie mówiąc już o zrozumieniu motywacji głównych bohaterów. Widzowie pozbawieni jakichkolwiek wskazówek, dlaczego postacie robią tak, a nie inaczej i znajdują się tam – bo tak – nie mają innego wyjścia, niż zirytowanie się i to naprawdę bardzo.

Colony, recenzja, sezon 3

Wtórność trzeciego sezonu i niemoc w tworzeniu czegoś nowego i spójnego, okazała się straszliwym minusem całego serialu, przez co po niedawnej informacji o kasacji, nie pozostawia po sobie nic innego jak zniesmaczenie. Każdy, kto śledził „Colony”, zdecydowanie może czuć się oszukanym i zawiedzionym, szczególnie biorąc pod uwagę naprawdę dobre pierwsze odcinki. Najbardziej w tym wszystkim boli rozłąka z postacią Broussarda, która zdecydowanie była najlepszą kreacją całego sezonu, jak i serialu. Być może, gdyby twórcy skupili się nieco bardziej na tym twardzielu walczącym w podziemiu, nieuznającym półśrodków, wszystko potoczyłoby się inaczej? Na to pytanie już nigdy nie uzyskamy odpowiedzi.

Gra aktorska
5
Zdjęcia
6
Muzyka
6
Scenariusz
3
Trzeci sezon „Colony” jest karykaturą samego siebie. Świetna opowieść, którą rozpoczęto ten sezon została zaprzepaszczona w najgorszy z możliwych sposobów. Decyzja o kasacji nie był przypadkowa.
Ocena czytelników
7.5

Plusy

  • nowe krajobrazy
  • Broussard
  • wprowadzenie nowej rasy obcych
  • sumienie Snydera

Minusy

  • przewidywalna fabuła
  • porzucanie wątków bez żadnego wyjaśnienia
  • za dużo pomysłów, za słaba ich realizacja
  • przeskoki czasowe
  • Sarah Wayne Callies i jej aktorstwo
  • brak pomysłu na fabułę

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Colony

Los Angeles zostaje opanowane przez kosmitów. Podczas gdy część mieszkańców czerpie korzyści ze współpracy z najeźdźcami, inni stawiają im czynny opór.


Aktualności